Fot. Criterium du Dauphine

Zakończyły się dwa wyścigi uznawane za najważniejsze sprawdziany formy przed Wielką Pętlą – Criterium du Dauphiné i Tour de Suisse. Niecałe dwa tygodnie, jakie pozostały do Grand Départ w Normandii, można poświęcić na analizę francuskich i szwajcarskich rozstrzygnięć, które powinny stanowić całkiem wiarygodną prognozę tego, co wydarzy się podczas najważniejszej imprezy kolarskiej roku.

Francuscy kibice mają podstawy do tego, by mieć nadzieję na etapowe zwycięstwa i wysokie miejsca w klasyfikacji generalnej swoich rodaków. Podczas wyścigu Criterium du Dauphiné z bardzo dobrej strony pokazał się się król Alpe d`Huez z zeszłego roku – Thibaut Pinot. Kolarz FDJ jako jedyny zdołał utrzymać koło atakującego na finałowym podjeździe pod Meribel Romaina Bardet, następnie wytrzymał próby odczepienia, a na koniec wykrzesał siły, by ograć krajana w górskim sprincie. Ale ta historia, ze względu na obecność w niej zawodnika AG2R, jest dla Francuzów podwójnie pozytywna. Drużyna AG2R zaprezentowała się w Dauphine bardzo dobrze, co poskutkowało trzecim miejscem Bardet w klasyfikacji generalnej, a na wspomnianym podjeździe pod Meribel (i nie tylko tam) miał on do dyspozycji pomocników, co daje nadzieję na wysokie miejsce (a może nawet podium?) w Tour de France. Kolejną nadzieją „trójkolorowych” na powiększenie liczby etapowych łupów jest z pewnością Julian Alaphilippe, który wysoką formę zaprezentował już w maju podczas wyścigu w Kalifornii, i utrzymał ją do wyścigu Dauphine. Mimo że nie udało mu się zanotować wygranej, to zajął szóste miejsce w „generalce” i trzykrotnie plasował się w najlepszej piątce na etapach. Rodzi się jednak pytanie, czy zawodnik Etixx-Quick Step dotrwa w takiej dyspozycji do lipca.

Wszystko wskazuje na to, że w tym sezonie drużyna Dimension Data przygodę ze ściganiem we Francji także zaliczy do udanych. W 2015 roku cały afrykański kontynent, i nie tylko, podbił Erytrejczyk Daniel Teklehaimanot, który wygrał klasyfikację górską w Criterium du Dauphiné. Sukces ten udało mu się powtórzyć w tym roku, a biorąc pod uwagę, że później w Tour de France także na jakiś czas założył biały trykot w czerwone grochy, za pomocą wnioskowania przez analogię można przypuszczać, że w tym roku będzie tak samo. Dimension Data ma także odrodzonego Edvalda Boassona Hagena, który zachęcony wygranym etapem w Belley i zwycięstwem w klasyfikacji punktowej, z pewnością będzie chciał coś wygrać w Tourze. No ale to nie koniec listy nazwisk, które mogą dać tej ekipie radość, uznanie sponsorów i miłe chwile podczas dekoracji na podium. Dimension Data ma jeszcze skarb w postaci mistrza samotnych ucieczek Stevena Cummingsa. Brytyjczyk dzięki akcjom „na solo” wygrał już etapy między innymi w Tour de France, Tirreno-Adriatico i Tour of the Basque Country, ale to tegoroczne zwycięstwo w Dauphine wydaje się być zapisane złotymi zgłoskami w historii jego osiągnięć. Brytyjczyk zaatakował pięćdziesiąt kilometrów przed metą, samotnie pokonując dwa podjazdy i dojeżdżając na metę prawie cztery minuty przed drugim Danem Martinem. Po wszystkim powiedział tygodnikowi „Cycling Weekly”: Wolę wygrać etap niż być dziesięć razy w pierwszej dziesiątce. Być może jestem głupi, bo za to płacą mi mniej, ale ja nie uprawiam kolarstwa dla pieniędzy, tylko dla pasji. Dimension Data nie ma kolarza, który mógłby walczyć w klasyfikacji generalnej, więc wszystko wskazuje na to, że w Tour de France kolarze tej ekipy efektywnie skorzystają z tak zwanej wolnej ręki. Ciekawe tylko, czy jakiś sprinterski pojedynek wygra Mark Cavendish.

Jeżeli chodzi o kandydatów do zwycięstwa w Tour de France, to zdecydowanie odpowiedzi na największą liczbę pytań, udzielił wyścig Criterium du Dauphiné. Tam bowiem zmierzyli się dwaj bardzo poważni pretendenci do tytułu – Chris Froome i Alberto Contador. Był także Richie Porte, który udowodnił, że wykonał solidną pracę na treningach, a na jego korzyść może dodatkowo przemawiać fakt, iż przyczynił się do dwóch poprzednich zwycięstw w Tour de France Froome`a. Natomiast w psychologicznej grze Froome vs Contador zwyciężył kolarz Sky, który na piątym, pierwszym prawdziwie górskim etapie wyścigu, zaatakował w charakterystyczny dla siebie sposób, sprawiając, że Contador stracił do niego 21 sekund, dojeżdżając w grupce z Adamem Yatesem i Danem Martinem. Jedynym, który był w stanie trzymać koło Brytyjczyka, był właśnie Porte. To są jednak tylko małe przesłanki, które dość brutalnie może zweryfikować Wielka Pętla, rządząca się choć podobnymi, to jednak innymi prawami niż „Delfinat”. Poza tym jest jeszcze chociażby Nairo Quintana, który z łatwością wygrał Route du Sud, i który zapowiada, że pracował nad szybkością na podjazdach, by być w stanie odpowiadać na dynamiczne ataki Froome`a. Wyścigi we Francji i  Szwajcarii pozwalają stwierdzić, że są cztery nazwiska, które mają realne szanse na zwycięstwo na Polach Elizejskich w Paryżu – Chris Froome, Alberto Contador, Nairo Quintana i Richie Porte. I to dokładnie w takiej kolejności, jeśli idzie o prawdopodobieństwo. Nie ma w tym gronie Fabio Aru z Astany, dla którego celem numer jeden jest Tour de France. Nie ma, ponieważ występem w Dauphine sobie na to nie zasłużył.

Najmniej jest chyba do powiedzenia w sprawie Polaków. Do tej pory, oprócz zwycięstwa Michała Kwiatkowskiego w E3 Harelbeke i bardzo dobrej jazdy Rafała Majki w Giro d`Italia, nie przeżywaliśmy wielkich uniesień. Michał Kwiatkowski boryka się z kłopotami zdrowotnymi, ale podczas chwili jego obecności w peletonie Dauphine, dało się zaobserwować, że dość oddanie opiekował się Chrisem Froomem, więc jeśli znajdzie się w składzie Sky, to z pewnością dbanie o Brytyjczyka będzie jego głównym zadaniem. Po Rafale Majce na pewno możemy spodziewać się solidnego przygotowania i mocnego tempa nadawanego dla Alberto Contadora. Kto wie, czy Polak nie będzie w Tour de France kimś w rodzaju Vasila Kiryienki czy Michele Scarponiego, bowiem wszystko wskazuje na to, że będzie ekskluzywnym pomocnikiem „El Pistolero”. Harcowniczej aktywności możemy spodziewać się po Bartoszu Huzarskim i miejmy nadzieję, że pewnego dnia w końcu uda się wygrać etap.

Od czasu Giro d`Italia nie widzieliśmy już pojedynków wielkich sprinterów. W wyścigach Criterium du Dauphiné i Tour de Suisse najszybsi kolarze w peletonie mieli do powiedzenia niewiele, a poza tym nieobecni w tych wyścigach byli Marcel Kittel i Andre Greipel, którzy powinni być głównymi kandydatami do wygrywania płaskich etapów. W Dauphine wygrał Bouhanni, ale ten chaotyczny i pełen walki nie fair etap, trudno rozpatrywać w kontekście Tour de France.

Zakładając, że wszyscy wyżej wspomniani kolarze będą zdrowi i nie dosięgnie ich pech kraks, można przypuszczać, że wiele nas nie zaskoczy, choć z pewnością emocji nie zabraknie. Miejmy także nadzieję, że oprócz tych, na których koncentruje się największa uwaga, z dobrej strony pokażą się też tacy, o których mówi się mało albo nic. Mamy też wielką nadzieję na polskie zwycięstwo, ale skuteczne wykonywanie obowiązków domestiques także docenimy.

Marta Wiśniewska