Fot. Astana

Giro d’Italia 2016 przeszło już do historii. Zwycięzcą został Vincenzo Nibali, który atakami na ostatnich dwóch górskich etapach zdołał odrobić kilkuminutową stratę do lidera. Oto, co Rekin z Messyny powiedział po zakończeniu całego wyścigu.

Sycylijczyk już od początku szokował. Okazało się bowiem, że tydzień przed zakończeniem wyścigu, znakomity Włoch zmagał się z kłopotami żołądkowymi.

Przed czasówką miałem spore problemy żołądkowe. Wolałem jednak o tym nie mówić, aby nie dowiedział się o tym żaden z moich rywali. Wszelkie trudności starałem się zepchnąć na tył głowy. Być może dlatego udało mi się to tak spokojnie przetrwać. Z pewnością dużo pomógł mi także dzień przerwy.

Lider Astany odniósł się także do wyścigowych plotek, które mówiły o jego potencjalnym wycofaniu się.

Nigdy nie powiedziałem, że chcę wrócić do domu. Wy to wymyśliliście i napisaliście.

Wielka pogoń Nibalego rozpoczęła się na zjeździe z Colle dell’Agnello. Sam zawodnik zauważył, że to właśnie tam wyścig przewrócił się do góry nogami.

To było bardzo trudne, dokonać czegoś takiego. Na ostatnich trzech kilometrach podjazdu pod Agnello to ja przejąłem inicjatywę. Zauważyłem wówczas coś, czego inni nie dostrzegli – lider miał problemy z utrzymaniem koła i bardzo ciężko oddychał. Zrozumiałem wówczas, że mogę wywrzeć na nim dużą presję atakując na zjazdach.

Zjazd jest dla mnie idealnym miejscem do ataku. Jeśli nie spróbowałbym przyspieszyć, nic by się nie zmieniło, a na podjeździe pod Risoul swojej szansy mógłby szukać Chaves. Na szczycie Agnello wiedziałem jednak, że mogę przewrócić wszystko do góry nogami.

Jak się okazało nie bez znaczenia była także wysokość, na której rozgrywane były ostatnie etapy.

Kiedy rozgrzewałem się przed wczorajszym etapem, o sobie dawała znać alergia. Na wysokości problem jednak znikał razem z roślinnością. Dodatkowo dużo trenowałem w górach, dzięki czemu mogłem tam dokonać wielkich rzeczy.

Rekin zaznaczył także, że liczy na dobry występ podczas wyścigu olimpijskiego w Rio.