Fot. Sadhbh O`Shea/cyclingnews.com

Andrew Talansky (Cannondale) kończy obóz wysokościowy na Teneryfie z nadzieją, że przyczyni się on do uzyskania szczytowej formy w lipcu, ponieważ jego głównym celem w tym sezonie jest Tour de France. Amerykanin naprawia błędy z przeszłości i nie ściga się, by trenować, ale trenuje, by się ścigać.

Talansky wraz z kilkoma kolegami z drużyny, w tym z Pierre Rollandem i Rigoberto Uranem, spędzili dwa tygodnie w Mount Teide, w okolicach szczytu wulkanicznego na Teneryfie. Amerykanin nigdy wcześniej nie wykorzystał tego popularnego wśród zawodowców miejsca do treningów wysokogórskich.

Przez lata czytałem o tym, że przyjeżdża tu drużyna Sky, a wcześniej amerykańscy kolarze tacy, jak Lance Armstrong czy Levi Leipheimer. W związku z tym, to miejsce jest w pewien sposób naznaczone, ale przyznam, że słusznie. W okolicy nie ma właściwie niczego, co dla trenujących kolarzy jest swego rodzaju błogosławieństwem. Przyjeżdżasz tu po to, żeby trenować, nic cię nie rozprasza itd. To było moje najlepsze zgrupowanie w życiu – chwalił Teneryfę w wypowiedzi dla cyclingnews.com Talansky.

Większość kolarzy Cannondale była tam po to, aby trenować przed Giro d`Italia, natomiast Talansky chciał zrobić solidną bazę pod szczytową formę, która ma przyjść w lipcu. Dalsze jej budowanie będzie odbywało się między innymi podczas startu w Wyścigu dookoła Romandii.

Zazwyczaj startowałem w Tour de Romandie po to, aby zakończyć wiosenny blok startów. Teraz będzie odwrotnie. Startem w tym wyścigu rozpocznę budowanie mojej dyspozycji na Tour de France, więc nie zamierzam tam walczyć. W składzie będzie wielu dobrych kolarzy, którzy jadą później na Giro d`Italia i myślę, że oni mogą pokusić się o etapowe zwycięstwa, a nawet o podium klasyfikacji generalnej – powiedział Talansky.

Andrew Talansky nie ścigał się od marcowego wyścigu z Paryża do Nicei, z którego wycofał się z powodu kraksy.