Fot. UCI

Kobiece kolarstwo rośnie jak na drożdżach. Pan Czesław zrobił fantastyczny ruch, zapraszając nas do Tour de Pologne – mówi mistrzyni świata na torze, Katarzyna Pawłowska.

Jest jedną z najlepszych i najbardziej uniwersalnych zawodniczek w peletonie. Świetnie jeździ na czas, dobrze sobie radzi w górach, no i do toru talent ma ogromny. W Londynie zdobyła trzeci tytuł mistrzyni świata w karierze. Pierwszy w wyścigu punktowym.

– Wygrałam go jednym punktem, ale mam takie wrażenie, że przyszedł mi najłatwiej ze wszystkich dotychczasowych tytułów. Cały czas kontrolowałam sytuację, czułam się bardzo mocna – mówi Katarzyna Pawłowska.

Gratulując mistrzostwa świata, pytamy: co dalej? Jakie kolejne wyzwania?

Wyścigu punktowego na igrzyskach niestety nie ma, mogę tylko ubolewać. Szkoda tym większa, że to naprawdę bardzo widowiskowa konkurencja, tu nawet na moment nie można się zdekoncentrować. Co dalej – w perspektywie igrzysk olimpijskich – nie wiem. Siądę z trenerami i się zastanowimy. Wyścigi szosowe i początek rywalizacji drużynowej na torze są bardzo blisko, dzieli je zaledwie kilka dni. Będzie ciężko przejechać całą, bardzo trudną trasę ze startu wspólnego i błyskawicznie się zregenerować. Niczego jednak nie przesądzam.

Wśród kobiet konkurencja zrobiła nam się ogromna. Trzy-cztery miejsca na szosie, a chętnych i gotowych do startu dwa razy tyle.

To prawda. W sobotę, zanim wygrałam wyścig punktowy w Londynie, śledziłam w Internecie start Kasi Niewiadomej w Strade Bianche. Cieszyłam się bardzo z tego jej drugiego miejsca. To wielki wynik. Nie mam słów, by oddać jak bardzo Kasia się rozwija. To przeogromny talent i myślę, że będzie czarnym koniem tego sezonu. Wygląda na to, że reprezentację trzeba budować wokół niej, ale – jak to w kolarstwie – zawsze musi być też plan B, może i C.

Jakie wyścigi na drodze do Rio będą dla ciebie najważniejsze?

Mam już taki wstępny plan. Na pewno będę się chciała pokazać w wyścigu Emakumeen Euskal Bira. Tym samym, który rok temu wygrała Kasia Niewiadoma. To w Hiszpanii, po górach, więc fajnie by tam było dobrze pojechać. Później Trofeo Binda – tam stawiam kolejny akcent. No i mistrzostwa Polski. Trasa mi się bardzo podoba, muszę powiedzieć. Wreszcie nie będzie nic przez przypadek, bo ktoś jechał przeciwko komuś. W Świdnicy naprawdę wygra najsilniejsza.

A potem Giro i Tour de Pologne…

Zacznę tak: dziękuję, panie Czesiu! Za ten pomysł i za ten wyścig. Bo będzie to wyścig dla polskich dziewczyn bezcenny. Z kilku względów. Po pierwsze treningowo. Idealne przetarcie przed igrzyskami, ostatni szlif, zwłaszcza na takich górskich trasach na pewno będzie ciekawie. Po drugie, to olbrzymia szansa na polskich klubów. Rozmawiam trochę z dziewczynami, na przykład z Kórnika, i one o niczym innym niż Tour de Pologne nie mówią. Dla nich to byłby pierwszy wyścig tej rangi, w takim towarzystwie i na dodatek w Polsce. Każda o tym marzy. Nie ukrywam, że ja też coraz częściej myślę o Tour de Pologne.

To będzie niesamowita rywalizacja, bo etapy tylko trzy, a wygrać przed swoimi kibicami będzie chciała każda.

I o to chodzi! Z kobitkami jest tak, że ścigają się od startu do mety i nigdy się nie poddają. Szkoda, że tak rzadko pokazują nas w telewizji, bo tu jest ogień non stop. I tak będzie też w Polsce. Będziemy się ganiać, będziemy się cały czas atakować.  Zresztą, zobaczcie jak to jest: wyścig jeszcze się nie zaczął, a my już o nim bez przerwy rozmawiamy, już ta cała machina ruszyła. To naprawdę niepowtarzalna szansa dla polskiego kolarstwa kobiecego.

Źródło: Lang Team