Przed wyścigiem zabawiliśmy się w typowanie zwycięzców, teraz nadszedł czas na podsumowania. Część naszej redakcji postanowiła podzielić się z Czytelnikami tym, jak odbiera to, co wydarzyło się w 102. Wielkiej Pętli. Zapraszamy do lektury! 

Kuba

Zanosiło się na najciekawszy wyścig od wielu lat. Contador, Froome, Quintana i Nibali – okrzyknięci Wielką Czwórką mieli zapewnić emocje jakich kolarski świat nie doświadczał. Do tego ciekawa trasa – belgijskie etapy wiodące po terenach znanych z ardeńskich klasyków, bruki rodem z Paris – Roubaix, wietrzna Bretania i mnóstwo gór. Przed Pirenejami i Alpami kolarze dostali mnóstwo “ciekawostek” na trasie, a dopiero górskie wspinaczki miały zadecydować o ostatecznym kształcie klasyfikacji końcowej.

Wszyscy zawsze powtarzają, że pierwszy tydzień wielkiego Touru jest nerwowy, stresujący. Wszyscy się przepychają, a każdy chce uniknąć kraks. Tych było na początku od groma. Poziom gruntu zaliczyli najwięksi w peletonie, faworyci, liderzy zespołów, pomocnicy, a przede wszystkim – liderzy wyścigu. Fabian Cancellara i Tony Martin, choć poturbowani, dotarli do mety etapów, bo żółta koszulka to “coś więcej”.

Po trzech tygodniach ścigania okazało się, że kluczowy był drugi etap do Neetlje Jans, gdzie Nairo Quintana stracił do Froome’a minutę i 28 sekund. Wydawało się, że kolarski nokaut, jaki Froome zafundował rywalom na etapie nr 10 ostatecznie “zabije wyścig”. Na to nie pozwolił Quintana i walczył aż do samego Alpe d’Huez. Wielu nazywało jego ataki “śmiesznymi”, nic nie dającymi. Ciężko jednak zgubić lidera wyścigu, kolarza bezsprzecznie najmocniejszego w tegorocznej Wielkiej Pętli, a takim niewątpliwie okazał się Chris Froome.

Zawodnik Sky zaimponował mi najbardziej silną psychiką. Formę można mieć lepszą i gorszą, forma przychodzi i odchodzi. Można mieć słabszy dzień i obronić się lub wykorzystać słabszy dzień rywali. W obliczu wszechobecnych zarzutów o doping, obelg, aktów agresji ze strony kibiców Froome pokazał siłę charakteru. Nie złamał się, nie poddał i walczył nie tylko z rywalami. Choć nigdy nie byłem fanem ani Froome’a, ani grupy Sky, to ogromnie mi zaimponowali. Wspaniała drużyna, wspaniały lider, wspaniała współpraca wszystkich kolarskich “trybików” dała zwycięstwo.

Oprócz niezłomnego w swoich atakach Quintany ogromne brawa należą się drugiemu zawodnikowi Movistaru –  Valverde. Brak chyba kolarza tak uniwersalnego we współczesnym peletonie jak Alejandro. Wielokrotnie był wysoko w Tour de France, ale brakowało “pudła” w Wielkiej Pętli. W wieku 35 lat w końcu dopiął swego, czapki z głów.

Spróbuję “rozgrzeszyć” Michała Kwiatkowskiego. Jak wspomniałem wcześniej – formę raz ma się lepszą, raz ma się gorszą. Oczywiście wobec mistrza świata jadącego w tęczowej koszulce można mieć oczekiwania, ale… Czy Michał Kwiatkowski to zawodnik (aktualnie) mogący walczyć o wysokie lokaty w takich wyścigach jak Tour de France? Niekoniecznie. Oczywiście mógł się pokazać na poszczególnych etapach, które pasują jego charakterystyce, ale… Może to usprawiedliwienie marne, ale ilu mistrzów świata prezentowało się podobnie po zdobyciu tęczowej koszulki? Dość przypomnieć Alessandro Ballana, który w tęczy wygrał dopiero podczas sierpniowego Tour de Pologne lub Philippe`a Gilberta, który pierwsze zwycięstwo w koszulce mistrza świata odniósł kilka tygodni przed obroną tytułu podczas hiszpańskiej Vuelty. Czas Kwiatkowskiego, może nawet i w Wielkich Tourach, jeszcze nadejdzie.

Rafał Majka – wypada pogratulować wykonania 200% normy. Ze swojego głównego zadania, jakim była pomoc Alberto Contadorowi wywiązał się znakomicie i na większości podjazdów jechał tuż przy swoim kapitanie. Do tego wykorzystał swoją okazję i sięgnął po etapowe zwycięstwo we wspaniałym stylu. Bartosz Huzarski i Michał Gołaś to uznane marki, kolarze w swoich grupach nie do przecenienia pod względem doświadczenia, czucia peletonu czy pomocy. Próbowali swoich szans w ucieczkach, tym razem się nie udało, ale takie przecież jest kolarstwo. “Huzar” do tego dał się poznać ze swoich umiejętności pisarskich i wydaje się, że kariera dziennikarska stoi przed nim otworem 🙂

Marta

Drodzy Francuzi, obywatele pięknego kraju, pasjonaci mody i koneserzy znakomitego wina, kolarzy się nie opluwa, nie oblewa się ich moczem, nie wyzywa się ich od „doperów” i nie biję się ich! Jestem smutna, że świat pełen przemocy i wzajemnej nienawiści zaistniał także w największym kolarskim wyścigu na świecie.

Nie zgadzam się i zdecydowanie potępiam każdego, kto oskarża Chrisa Froome`a i drużynę Sky o doping. Nie przyjmuję tłumaczeń, że winne temu są czasy Armstronga, że niektórzy kiedyś uwierzyli, że zawiedli się na swoim idolu. Taka argumentacja jest irracjonalna i doprowadzi kolarstwo do upadku, bo nikt nie doceni talentu, ciężkiej pracy i nie będzie emocjonował się znakomitymi występami, a więc zaneguje wszystko to, co stanowi o istocie sportu.

Gratuluję Rafałowi Majce za to, że dostał się na kolarski szczyt. Bo nim niewątpliwe jest wygrywanie najtrudniejszych etapów na świecie i bycie ostatnim pomocnikiem jednego z najlepszych kolarzy na świecie.

„Podziwianie” tęczowej koszulki na tyłach peletonu, odpadającej na samym początku podjazdu i wycofującej się z wyścigu przed wielkimi górami nie sprawia radości. Mam nadzieję, że Michał Kwiatkowski wróci na Tour de France silniejszy, kolarsko mądrzejszy, a przede wszystkim z większym duchem walki.

Podziwiam Thibaut Pinot, który przeczekał nienajlepszą formę, chorobę, pasmo pecha i odniósł piękne zwycięstwo na Alpe d`Huez – górze tak ważnej i legendarnej, zwłaszcza dla Francuzów. Dla mnie jest on najwaleczniejszym kolarzem tego wyścigu, który udowodnił, że kolarstwo to jednocześnie okropny i piękny sport.

Czapka z głowy przed Alejandro Valverde, który zajął miejsce na podium klasyfikacji generalnej i wciąż trzymał się z najlepszymi. To naprawdę solidna firma, która mimo wieloletniego doświadczenia na kolarskim rynku pracy, nie okupuje tyłów peletonu. Warto takich kolarzy obserwować i brać z nich przykład.

Gratuluję Chrisowi Froome`owi, który przygotował się najlepiej do tegorocznego Tour de France i jest zdecydowanie zasłużonym zwycięzcą. Czy się komuś to podoba, czy nie, żaden inny Hiszpan, Włoch czy Francuz nie był w takiej formie, by ten wyścig wygrać. Każdy z nich mógł atakować, wygrać etap, zyskać kilkadziesiąt sekund, minutę, ale nie wygrać. I właśnie taki powinien być właściciel żółtej koszulki – najlepiej przygotowany, półkę wyżej od rywali.

Arek

Tour de France 2015 przeszedł do historii. Czy był to wyścig, którym można się było emocjonować przez ostatnie trzy tygodnie z zapartym tchem? Dla mnie to były niestety wyrachowane szachy, zwłaszcza w walce o żółtą koszulkę.

Niektórzy uważają, że już drugi etap „położył” wyścig. Właśnie wtedy prawie 90 sekund do Froome`a stracił Nairo Quintana. Strata spora, ale zdecydowanie do odrobienia w Alpach czy Pirenejach. Tylko, aby wygrać Wielką Pętlę trzeba trochę ryzykować. Ataki Movistaru były częste, ale niezbyt „soczyste”. W pewnym momencie odniosłem wrażenie, że już kiedyś widziałem taką rozgrywkę o utrzymanie dwóch miejsc na podium. To zaserwowali nam bracia Schleck i nie wyszło im to na dobre.

Inną sprawą jest to, że z machiną Sky nie można było wygrać. Każdy podjazd był ich, a “biały Kenijczyk” miał do pomocy zawsze kilku kolegów. To był popis jazdy drużynowej i temu nie da się zaprzeczyć. Mimo, iż nie jestem zwolennikiem Sky to postawa „kibiców” szkalujących „Niebiańskich”, a zwłaszcza Froome’a była poniżej krytyki. Takich scen nie chcemy oglądać już nigdy. Jazda niektórych kolegów zwycięzcy TdF może i była podejrzana, ale nikt nikogo za rękę nie złapał. Choć chyba Francuzi nie od dziś mają problem z pogodzeniem się z niektórymi sprawami.

Jak już jesteśmy przy Francuzach to jakoś obronili swój występ w Wielkiej Pętli. Trzy etapy (Vuillermoz, Bardet, Pinot) to ciut lepiej niż w roku ubiegłym. Sympatyzuję bardzo z Thibaut Pinot i jego wola walki o zwycięstwo bardzo mi się podobała. Nie było formy (a może trochę szczęścia) na początku i zakusy na generalkę trzeba było odłożyć na kolejne lata. Skupił się na wygraniu etapu i dopiął swego na mitycznym l’Alpe d’Huez.

Swoje piękne chwile miał w Cauterets Rafał Majka. Dostał wolną rękę i ma już trzy skalpy w TdF. Ten chłopak jest niesamowity i wypada tylko czekać, kiedy cały Tour pojedzie na swoje konto. Będziemy mieli swoje wielkie chwile już na Vuelcie? To się okaże już wkrótce. Ładnie w wyścigu pokazywali się Michał Gołaś i „Huzar”. Bartek odkrył także swoje drugie powołanie (dziennikarskie) i świetnie się go czytało.

Osobny akapit dla naszego mistrza świata, Michała Kwiatkowskiego. Nie będę owijał w bawełnę. Nie podobało mi się oglądanie Michała w roli “bidonowego” czy okupującego ostatnie pozycje w peletonie. Jednak on sam wie co robi i już kilka razy pokazał, że się nie myli. W nowej drużynie pewnie jeszcze nie raz nam udowodni, że warto trzymać za niego kciuki. Nie tylko wtedy, kiedy wygrywa.

Foto: Bettini