Po kraksie, do której doszło przed finiszem szóstego etapu Tour de France, Vincenzo Nibali (Astana) miał bardzo duże pretensje do Christophera Froome’a (Sky). Włoch uważał, że to właśnie jeden z jego głównych rywali spowodował wypadek.

Do upadku doszło niecały kilometr przed metą, kiedy jeden z zawodników Lampre dotknął kołem roweru Tony’ego Martina (Etixx-Quickstep). Lider wyścigu upadł i spowodował upadek wielu kolarzy, między innymi Nibalego i Froome’a. Obaj wyszli z tej sytuacji bez szwanku, jednak obrońca tytułu miał duże pretensje do rywala.

Drużyny zawsze chcą być na czele. Ciężko jest znajdować się na dobrej pozycji. Zaliczyłem upadek 400m przed metą. Nie do końca rozumiem jak znaleźliśmy się w takim chaosie.

Byłem bardzo zły. W przypływie adrenaliny naprawdę się na niego zdenerwowałem. Wtedy myślałem, że to właśnie Froome we mnie uderzył i spowodował mój upadek. Później Chris przyszedł do mnie, obejrzeliśmy razem film w autokarze i wyjaśniliśmy, że żaden z nas nie zawinił. Przeprosiłem go za swoje zdenerwowanie.

Nie wiem dokładnie co się stało. Widziałem, że ruch poszedł od lewej, potem ja zostałem pchnięty w prawo, uderzyłem Froome’a i obaj upadliśmy na asfalt. Na mnie wpadł jeszcze Warren Barguil. Nic mi się nie stało, trochę obiłem sobie prawy bark i nogę, ale to zawsze jest wynikiem kraks.