Le Tour, Grande Boucle, Wielka Pętla, Dookoła Francji, czyli Tour de France rozpocznie się w najbliższą sobotę po raz 102. Jak to wyglądało na przestrzeni lat? Zapraszam do lektury.

W odróżnieniu do „Piekła Północy”, historia Tour de France nie sięga XIX wieku, jednak nie należy traktować tego jako wadę, wszak jak wszyscy sympatycy kolarstwa i nie tylko z pewnością wiedzą, „Wielka Pętla” to wyścig barwny, od początku swego istnienia będący wykładnikiem umiejętności większości zawodowych kolarzy. Jak w ogóle doszło do tego, iż dziś możemy śledzić zmagania na trasach Tour de France?

W celu odpowiedzenia na pytanie zawarte wyżej, należy cofnąć się do 1902 roku. Prasa była wówczas głównym źródłem informacji czerpiącym ogromne zyski, stąd właśnie ze środowisk związanych z różnego rodzaju prasą wywodzili się potencjalni sponsorzy widowisk sportowych, którzy rzecz jasna rywalizowali między sobą.

Podobnie było we Francji w 1902 roku. Późną jesienią tego roku redaktorzy gazety L’Auto wpadli na pomysł przeprowadzenia wyścigu dookoła Francji. Chcieli się podjąć przeprowadzenia czegoś, czego świat jeszcze nie widział – kolarskiego wyścigu wieloetapowego.

Pomysł niemal natychmiast zmienił się w czyn. Henri Desgrange, który założył wspomniane L’Auto sam był kolarzem i jednocześnie dziennikarzem. Rozumiał on, iż chcąc konkurować z prasowymi organizatorami innych kolarskich imprez (Le Petit Journal sponsorowało wyścig „Z Paryża do Brestu i z powrotem”, a Le Velo sponsorowało Bordeaux – Paryż) musi znaleźć sposób na zachęcenie czytelnika do kupna własnej gazety, dlatego postanowił działać. Obecnie nie można mieć wątpliwości co do faktu, iż Desgrange był człowiekiem, bez którego Tour de France nie miałby tak długiej historii.

Dzięki zabiegom wyżej wspomnianego Desgrange’a, premierowy Tour de France odbył się tego samego roku, w którym ogłoszono pomysł jego rozegrania publicznie – 1903. W pierwszej edycji trasę podzielono na 6 etapów (5 płaskich i 1 górzysty), z których najdłuższy liczył 471 km, na starcie natomiast stanęło 61 kolarzy, z których imprezę rozgrywaną w dniach 1 – 19 lipca 1903 ukończyło 21 zawodników. Różnice czasowe były ogromne – zwycięzca Maurice Garin, ten sam, który wcześniej dwukrotnie triumfował w „Piekle Północy” na mecie miał przewagę niespełna 3 godzin nad drugim Lucienem Pothier’em.

Wyścig okazał się być sporym sukcesem. Nakład L’Auto wzrósł, podobnie jak samo zainteresowanie imprezą. Sam Desgrange podbudowany niewątpliwie osobistym sukcesem pozostał głównym organizatorem wyścigu aż do wybuchu II wojny światowej, której nie przeżył, umierając w 1940 roku w wieku 85 lat.

Wracając jednak do samego wyścigu, należy stwierdzić¸ iż pierwsze edycje niestety także nie były wolne od różnego rodzaju kontrowersyjnych zachowań ze strony zawodników. Kontrowersje w edycji 1904 dotyczyły samego Garina (1 miejsce przed dyskwalifikacją) jak i jego brata Cesara (3 miejsce) , którzy wraz z dwoma innymi uczestnikami tamtego wyścigu, zostali zdyskwalifikowani za skracanie sobie trasy, w wyniku czego Henri Cornet, który był wówczas 5 w całej imprezie, został ogłoszony zwycięzcą w dodatku osiągając to w wieku 19 lat. Cornet po dziś dzień pozostaje najmłodszym w historii i jedynym nastolatkiem, który wygrał Tour de France.

Już w roku następnym, 1905 postanowiono przeprowadzić zmiany związane z trasą. Organizatorzy zrozumieli, iż etapy są zbyt długie, stąd postanowiono zmniejszyć dystans poszczególnych odcinków (średnio o 200km) i zwiększyć ich liczbę. Jednocześnie o zwycięstwie w wyścigu nie decydował czas jak obecnie, lecz ilość punktów zdobytych przez danego zawodnika. Ostatnia z tych zmian była stosowana do edycji 1911 włącznie. Po niej wrócono do systemu czasowego, który jak każdy sympatyk kolarstwa wie, jest stosowany do dziś.

Jak długo wyścig Dookoła Francji był wewnętrzną rywalizacją francuską? Konkretnie do 1909, kiedy to po raz pierwszy w historii imprezy wygrał kolarz niepochodzący z Francji. Nie wygrał jednak Belg, nie wygrał Włoch, lecz Luksemburczyk – Francois Haber, który podczas I wojny światowej poległ na froncie w 1915 roku jako żołnierz armii francuskiej. Zwycięstwo Fabera było jednak swego rodzaju przełomem. Przed I wojną światową francuscy kolarze triumfowali tylko dwukrotnie a przedwojenną kartę w dziejach Tour de France wypełniły trzy zwycięstwa Belgów z rzędu (edycje 1912 – 14).

Podobnie jak w przypadku innych wyścigów, także Tour de France został przerwany na czas wojny. Konflikt, wówczas najbardziej krawawych w dziejach odebrał życia także zwycięzcom „Wielkiej Pętli”. Prócz wspomnianego Fabera, na frontach I wojny światowej zginęli Lucien Petit – Breton (pierwszy dwukrotny zwycięzca), oraz Octave Lapize, obaj w 1917 roku.

DWa lata po ich śmierci, zawodnicy wrócili na trasę „Le Tour”. Wtedy to po raz pierwszy lidera i zwycięzcę wyścigu nagradzano Maillot Jaune, w celu odróżnienia lidera od innych zawodników. Na złość Francuzom, pierwszą Maillot Jaune jako zwycięzca zabrał do domu Belg Firmin Labot.

Desgrange był jednak coraz częściej krytykowany za swoją działalność. Protestować zaczęli też sami kolarze, z których połowa wycofała się z wyścigu w 1920 roku. To jednak nie zaszkodziło Tour de France, a samą imprezę wygrał (już po raz trzeci i rekordowy) Belg Philippe Thys, który udowodnił tym samym, iż I wojna światowa nie odebrała mu formy.

Pięć lat później, a mianowicie w 1925 roku mogło dojść do kolejnego protestu, ponownie z powodu nieprzejednanej postawy Desgrange’a. Chciał on by kolarze podczas etapów mieli identyczne racje żywnościowe. Poniósł on jednak na tym polu całkowitą klęskę, gdyż groźba bojkotu niosła za sobą zbyt duże konsekwencje by można było dopuścić do jej wcielenia w życie.

Henri Desgrange nigdy nie ukrywał, iż jego marzeniem jest rozgrywanie etapów w formule jazdy na czas. Swoje pragnienie spełnił w 1927 roku, kiedy na rekordowe 24 etapy, 16 było rozgrywanych jako jazda drużynowa na czas. Liczbę czasówek ograniczono już 2 lata później do 4 tego typu odcinków.

Rok 1929 był preludium do rewolucyjnych pod względem organizacyjnym lat 30 XX wieku. W tym to roku po raz pierwszy w historii przeprowadzono radiową transmisję z imprezy, która przyniosła spowodowała wzrost popularności wyścigu do niebotycznych jak na owe czasy rozmiarów.

Lata 1930, 1933, 1934 to daty ważne dla historii Tour de France. Dlaczego? Odpowiedź znajdą Państwo poniżej.

Rok 1930 to edycja, w której po raz pierwszy klasyfikowano drużyny jako całość. Nie odbywało się to jednak tak jak we Włoszech, że zwycięzcy byli drużynowi podczas jednej edycji, lecz klasyfikacja drużynowa została wprowadzona w taki sposób, w jaki prowadzona jest do dziś, jako mniejsza klasyfikacja.

Trzy lata później wprowadzono kolejną nową klasyfikację. Klasyfikację jaką znamy pod angielską nazwą „King of the Mountains”, czyli klasyfikację górską. I tej klasyfikacji nie wygrali francuzi, gdyż jako pierwszy w klasyfikacji górskiej triumfował kolarz hiszpański – Vicente Trueba.

Nic tak jednak nie świadczy o wytrzymałości i sile kolarza jak jazda indywiduwalna na czas. W 1934 roku kibice byli świadkami pierwszego tego typu odcinka podczas Tour de France. Czasówka liczyła aż 90 km i wygrał ją późniejszy zwycięzca imprezy – Antonin Magne z Francji.

Czy jednak Francuzi byli dominatorami we własnym wyścigu? Odpowiedź jest prosta – nie. Mimo, iż triumfowali dosyć często w klasyfikacji drużynowej, to w klasyfikacji generalnej napotkali na potężną opozycję w postaci głównie Belgów, Hiszpanów i Włochów. Wśród tych ostatnich właśnie w latach 30 największe triumfy święcił Gino Bartali, który jako jedyny triumfował w dwóch edycjach w odstępstwie 10 lat (edycje 1938 i 1948).

Po Bartalim, przed II wojną światową po raz drugi zatriumfował Sylvere Maes, który całkowicie zdominował wyścig wygrywając także klasyfikację górską w 1939 roku.

Edycja 1939 jak się rok później okazało, kończyła okres sprawowania pieczy nad wyścigiem przez Henri’ego Desgrange. Można bez wątpienia mówić o końcu pewnej epoki. Sam Desgrange po dziś dzień pamiętany jest jako człowiek, który stworzył Tour de France.

Kolarze powrócili na trasę Tour de France po drugiej i ostatniej jak dotąd przerwie w jego organizowaniu. Tym samym rozpoczęła się era Jacques’a Goddet, który był odpowiedzialny za organizację imprezy aż do 1988 roku. W tym czasie rzecz jasna wiele się zmieniło, jak i wiele się wydarzyło.

Z pierwszym powojennym wielkim problemem organizatorzy Tour de France musieli zmierzyć się w 1950 roku. Zwaśnieni wówczas pod względem kolarskim Francuzi i Włosi rywalizowali na trasach tak bardzo, iż jeden z francuskich kibiców podczas wyścigu zagroził nożem Gino Bartalemu. Temu samemu, któremu życie zawdzięczało wówczas wiele istnień. Włoch w odpowiedzi wycofał się z wyścigu wraz z całą włoską reprezentacją. Nikt wtedy nie śmiał nawet protestować przeciwko takiemu działaniu Włochów, którzy święcili triumfy po II wojnie światowej głównie za sprawą Gino jak i Fausto Coppiego.

Tour de France po II wojnie światowej aż do czasów Eddy Merckx’a zdominowali gospodarze – Francuzi. Wśród nich wyróżnił się najbardziej przede wszystkim Jacques Anquetil, który przeszedł do historii jako pierwszy pięciokrotny zwycięzca imprezy. Słynny „Monsieur Chrono” osiągnął na trasach tak wiele, iż do dziś mówi się o „epoce Anquetila”, co rzeczywiście jest zgodne z prawdą¸ gdyż wówczas próżno było szukać równych francuskiemu kolarzowi.

Już u schyłku ery Anquetila, a przed erą Merckxa miały miejsce dwa bardzo ważne wydarzenia dla historii wyścigu. Podczas edycji 1966 po raz pierwszy przeprowadzono testy na obecność dopingu podczas Tour de France. Sam fakt, iż posunięto się do kontrolowania zawodników wywołał oburzenie wśród kolarzy, którzy protestowali podczas jazdy w Pirenejach poprzez piesze przejście przez fragment trasy.

Fakt, iż kontrolowanie zawodników ma rację bytu, znalazł odzwierciedlenie rok później. W 1967 roku podczas wspinaczki pod Mont Ventoux zmarł brytyjski mistrz świata – Tom Simpson. Zmarł on na atak serca, który miał podłoże w zastosowaniu przez kolarza środków dopingujących. Śmierć Simpsona spowodowała rozpoczęcie powszechnego badania kolarzy na obecność dopingu, co zaczęto czynić wraz z nadejściem edycji 1968.

2 lata po śmierci Simpsona, na „Wielką Pętlę” zawitał po raz pierwszy Eddy Merckx. Belg, który został wykluczony z właściwie wygranego Giro, wziął sobie za punkt honoru zwycięstwo w Tour de France. „Kanibal” wyścig wygrał i do dziś dnia traktuje to jako najcenniejsze zwycięstwo w karierze. Wraz z klasyfikacją generalną triumfował także w klasyfikacji punktowej oraz górskiej, będąc jedynym który dokonał tej sztuki podczas jednej edycji.

Merckx triumfował jeszcze w czterech edycjach (1970, 1971, 1972, 1974). Planował wygrać po raz szósty, jednak w 1975 roku Francuzi z powrotem przejęli rolę dominatorów we własnym wyścigu, którą sprawowali przez 10 lat. Dla Merckx’a natomiast, Tour de France 1975 był „o jednym Tour za dużo”. W tej edycji musiał uznać wyższość Bernarda Thevenet.

Francuzi wiele lat czekali na następcę Anquetila i się wreszcie doczekali. Jak wielu sympatyków kolarstwa wie, był nim nie kto inny, jak sam Bernard Hinault. Miał on zdecydowanie potencjał by wyprzedzić Anquetila i Merckx’a pod względem zwycięstw, jednak w edycjach 1980 i 1986 stanęły mu różne rzeczy na drodze. Edycji 1980 nie ukończył z powodu kontuzji, podczas Tour de France 1986 natomiast pracował na rzecz Grega LeMond’a, który został wówczas pierwszym (i w świetle prawa jedynym) amerykańskim zwycięzcą Touru.

Wracając do edycji 1980, po raz pierwszy zastosowano wówczas metodę eliminacji z wyścigu. Na etapach 16 -19, kolarz, który przekroczył linię mety jako ostatni odpadał z rywalizacji. Dziś jak wiemy nie ma to miejsca, gdyż o ewentualnej eliminacji zawodników decyduje limit czasowy, nie miejsce na etapie.

2 lata po pierwszym zwycięstwie LeMonda, czyli w roku 1988 doszło do skandalu z udziałem zwycięzcy – Pedro Delgado. Został on przyłapany na stosowaniu zakazanego wówczas probenecydu, co wywołało oburzenie na wielką skalę. Hiszpanowi nie odebrano zwycięstwa jedynie dlatego, gdyż probenecyd znajdował się na liście zakazanych środków przez MKOl, nie był jednak zakazany przez UCI, stąd Delgado uniknął nawet najmniejszej kary. Rok później Delgado zdołał uplasować się po raz kolejny na podium obok wracającego po 1,5 – rocznej przerwie LeMonda oraz Laurenta Fignona.

Wraz z początkiem lat 90 nastała epoka Miguela Induraina. Hiszpan nie miał sobie równych podczas Tour de France w latach 1991 – 1995. W latach dominacji Induraina, jak wielu z nas zapewne wie, po raz pierwszy i jedyny polski zawodnik, a konkretnie Zenon Jaskuła stanął na najniższym stopniu podium, wygrywając wcześniej także etap.

Właśnie od edycji 1993 nastąpił gwałtowny wzrost tempa wyścigowego, co świadczyło o stosowaniu przez zawodników nowych metod dopingowych, z EPO na czele. Wcześniej jednak, w 1991 roku doszło do dramatycznego etapu na Polach Elizejskich. Sprinter z Uzbekistanu jadący w zielonej koszulce, Dżamolidin Abdużaparow (ang. Djamolidine Abdoujaparov) podczas finiszu stał się ofiarą kraksy, która spowodowała złamanie przez obojczyka. Przepisy były nieubłagane i „Taszkiencki Terminator” mógł utrzymać zielony trykot tylko przekraczając metę wyścigu. Dokonał tego pieszo po 20 minutach od całego zajścia, jednak na podium już nie był w stanie stanąć (koszulki nie odebrał osobiście). W swojej karierze wygrał jeszcze dwukrotnie klasyfikację punktową Tour de France.

Wracając do samego EPO, wiąże się z nim najczarniejsza prawdopodobnie karta w historii Tour de France – Afera Festiny. W 1998 roku znaleziono w autokarze grupy Festina środki dopingujące, przez co wykluczono całą drużynę z wyścigu, a sam wyścig okrzyknięto mianem Tour de Doping. Dla samych Francuzów najbardziej bolesny był fakt, iż liderem Festiny był największy bohater kolarski Francji w tym czasie – Richard Virenque, który 2 lata później przyznał się do dopingu.

Od 1999 roku, siedem “zwycięstw” pod rząd odnotował Lance Armstrong, jak to się skończyło…wszyscy wiemy.

Jak widzimy, historia Tour de France przedstawia się w sposób różnoraki. Nadaje to wyścigowi niewątpliwie kolorytu i splendoru. Każdy kolarz pragnie zwyciężyć w Tour de France. Status zwycięzcy Tour de France daje właściwie nieśmiertelną sławę temu, kto dostąpi tego zaszczytu. Kto dostąpi go podczas 103 edycji? Przekonamy się już pod koniec lipca.

Jacek Smyrak

Foto: www.lecoqsportif.com