Sprinter grupy Giant – Alpecin Marcel Kittel nie znalazł się w dziewięcioosobowym składzie. Pomimo walki z wirusem i powrotem do zdrowia Niemiec nie zdołał przygotować odpowiedniej formy na Tour de France.

“To, że nie zostałem wybrany to największy zawód w mojej karierze. Ta przymusowa przerwa tej wiosny nie była dla mnie łatwa. Miałem momenty, żeby rzucić ręcznik i się poddać. Postanowiłem jednak, że będę silny i znajdę rozwiązanie. To, że drużyna nie zaufała mi przed Tour de France to dla mnie kolejny cios.”

– tak ośmiokrotny zwycięzca etapowy opisuje swoje odczucia po ogłoszeniu składu Giant  – Alpecin na Tour de France.

Kittel miał walczyć o wygrane etapowe z Markiem Cavendishem i ponownie sięgnąć po zwycięstwo na prestiżowym etapie kończącym się na Polach Elizejskich w Paryżu. We wpisie na swoim blogu Niemiec pisze, że najgorsze już za nim, a kiepskie wyniki w pierwszych startach po powrocie to wina ciężkich treningów.

“Oczywiście nie było wiele czasu i nie byłem pewien czy wszystko “wypali”. Moja forma była fatalna, można powiedzieć, że nie istniała. Wirus osłabił mnie całkowicie. Na moje nieszczęście kierowałem się fałśzywą ambicją i tylko pogarszałem sytuację. Starałem się być jak spokojny jak to tylko możliwe i wierzyć w swoje mocne strony.

Teraz wróciłem, ale wciąż nie mam stabilnej formy. Jestem dumny, że udało mi się wrócić na ten poziom po tym wirusie. To że nie przywiozłem żadnego dobrego rezultatu z ZLM Toer to przez to, że akurat wróciłem z treningu wysokościowego z Sierra Nevada, a to zawsze odbija się na formie.”

Kittel zapowiada jednak, że znajdzie sobie cele na dalszą część sezonu i z optymizmem podchodzi do kolejnych startów.

“Teraz muszę się pogodzić z tą decyzją. Na szczęście znajdę sobie nowe cele na kolejną część sezonu. Na obecną chwilę muszę się uporać z tym rozczarowaniem. Życie jest trochę jak kolarstwo… Jeśli zjeżdżasz w dół, to za chwilę będziesz piął się w górę. W tym przypadku wspinanie się oznacza dla mnie dobre uczucie, chociaż raz…”

Źródło: cyclingtips.com.au