© Gian Mattia D'Alberto/LaPresse

Eddy, a właściwie Edouard Louis Joseph Merckx, kończy dzisiaj 70 lat. W związku z jego pięknym świętem przypomnijmy, jak przebiegała jego niezwykle bogata kariera.

“Kanibal”, jak był nazywany najbardziej utytułowany kolarz w historii, do dziś jest wielkim wzorem, który naśladują rzesze młodych zawodników. Zawsze ścigał się z pasją, jego akcje przepełnione były romantycznym uniesieniem, a rywale mogli tylko liczyć na to, że nikt poza nim ich nie wyprzedzi. Wydawało się czasem, że Eddy zamiast kurczowo trzymać się najbardziej ekonomicznego planu, wolał rozkręcić peleton i najzwyczajniej w świecie dobrze się bawić.

Wszystko zaczęło się w 1964 roku, kiedy po zdobyciu tęczowej koszulki w wyścigu amatorów w Sallanches, dane mu było podpisać zawodowy kontrakt z zespołem Ricka Van Looya – Solo-Superią. Podobnie jak w obecnych czasach, jako zaledwie 20 letni zawodnik, miał być tylko pomocnikiem “Cesarza z Herentals”, który był niewątpliwie największą gwiazdą belgijskiego peletonu. Młody Merckx, choć rozumiał jaką rolę pełni w zespole, nie potrafił odnaleźć się w roli pachołka, gdyż sporym nadużyciem byłoby stwierdzić, że Van Looy pałał do niego sympatią. W kuluarach mówi się, że trzykrotny zwycięzca Paryż – Roubaix po prostu czuł się zagrożony. Być może on już wtedy wiedział co się stanie za kilka lat?

Następne dwa lata Kanibal spędził w zespole Peugeota, do którego dołączył za namowami dyrektora sportowego Gastona Blaud. Już wtedy doświadczony wiekowo francuz potrzebował bowiem kogoś takiego jak Merckx, by uzupełnić swój skład, budowany wokół Toma Simpsona i Rogera Pingeona. Pierwszy z wymienionej dwójki stał się także pierwszym mentorem Eddy’ego. Dobra atmosfera i wsparcie, jakie Merckx otrzymywał ze strony zespołu szybko zaprocentowały. W 1966 roku, łupem rodzącej się gwiazdy padł pierwszy monument, Mediolan – San Remo. Rok później było już tylko lepiej. Kanibal nie tylko ponownie zwyciężył na Via Roma, ale też zapisał na swoim koncie triumfy w Gent – Wewelgem i La Fleche Wallone. Dopisując do tego drugą pozycję w Liege – Bastogne – Liege, trzecią w Ronde van Vlaanderen i tęczową koszulkę wywalczoną po długiej ucieczce z Janem Janssenem i Giannim Mottą w Heerlen, można otwarcie przyznać, że był to pierwszy wielki sezon Edouarda. Co więcej, również w 1967 roku, wówczas 22 letni zawodnik zadebiutował w Giro d’Italia, kończąc je na 9 miejscu w klasyfikacji generalnej i zapisując na swoim koncie dwie wygrane etapowe (w tym jedną na szczycie Blockhaus, po fantastycznej pogoni za Italo Ziliolim).

Po dwóch sezonach spędzonych we francuskiej stajni, przyszedł czas na zmianę barw. Do kolarstwa wracała wówczas firma Faema. Po kierownictwem Marino Vigny i Vincenzo Giacotto, zespół o takiej samej nazwie, jak włoskiego producenta kawy, podpisała umowę z Merckxem. Jak się później okazało, to właśnie lata spędzone w Faemie były najlepszymi w karierze znakomitego Belga. Pierwszym triumfem Eddy’ego w biało – czerwonych barwach było kwietniowe “Piekło północy”. Później przyszedł czas na pierwszy wielki tour, którym było Giro 1968, podczas którego niebywałą pracę na trasie, jak i w hotelu wykonał Vittorio Adorni, drugi z mentorów Kanibala. Skończyło się na trzech wygranych etapach, różowej koszulce i ponad 9 minutowej przewadze nad trzecim Felice Gimondim (na drugiej pozycji uplasował się wspomniany wyżej Adorni). Po Corsa Rosa przyszło już tylko zwycięstwo w Tre Valli Varesine i kilku mniej istotnych wyścigach.

Nikt jednak nie spodziewał się do czego zdolny będzie Merckx już rok później. Już wiosną, Merckx pokazał, że mało kto będzie w stanie z nim rywalizować. Po raz trzeci wygrał on “La Primaverę”, dokładając do tego triumf w Paryż – Nicea, drugie miejsce w Paryż – Roubaix (za Walterem Godefrootem) i wygraną w “La Doyenne”. Tamtej wiosny, z dobrej strony, pokazał się też Roger De Vlaeminck, który wcześniej odmówił jazdy w zespole Faemy. Podczas Giro zdarzyło się jednak coś, czego nikt się nie spodziewał. Kiedy wydawało się, że nic nie odbierze drugiego z rzędu triumfu Eddy’emu, jeden z jego testów antydopingowych okazał się być pozytywny. Już wtedy było jasne, że cały gniew gwiazdy światowego peletonu wypłynie z jego nóg podczas zbliżającego się Tour de France, w którym mógł już wystartować.

Wielka pętla 1969 była istnym popisem Brukselczyka. Sześć wygranych etapów, wszystkie koszulki i prawie 18 minutowa przewaga nad Rogerem Pingeonem mówią same za siebie. Właśnie podczas Touru w ’69, Merkcx przejechał swój najlepszy etap w karierze. Etap prowadzący z Luchon do Mourenx był demonstracją niebywałej siły Kanibala. Atakując wiele kilometrów przed metą, na podjeździe pod Col du Tourmalet, Eddy zdołał wyprzedzić wszystkich przeciwników o niespełna osiem minut.

W roku 1970 było równie doskonale. Do listy osiągnięć Merckxa można było dopisać wygrane w Paryż – Nicea, Paryż – Roubaix, La Fleche Wallone, Giro d’Italia i Tour de France. Tym razem jednak nie wszystko przychodziło mu tak łatwo. Najprawdopodobniej duży udział w delikatnym spadku formy Belga miał wypadek jesienią roku poprzedniego, kiedy to na welodromie w Blois doszło do sporego karambolu w wyścigu Derny. Kierowca motocykla jadącego przed nim zginął na miejscu, a Merckx… dwanaście dni później wrócił na rower.

Kolejny sezon przyniósł też kolejną zmianę barw. Od 1971 roku Eddy ścigał się dla Giorgio Albaniego w ekipie Molteni. Po raz wtóry wiosna była bardzo bogata w sukcesy. Brukselczyk zapisał na swoim koncie kolejne wygrane w Primaverze i Staruszce, odpuszczając później Giro, by… wygrać Dauphine Libere. Wszystko po to, by jak najlepiej przygotować się do Grande Boucle. Jak się później okazało, na niewiele się to zdało. Kanibal po raz pierwszy w karierze został szybko wypunktowany przez nowego rywala, Luisa Ocanę. Wydawało się, że już wtedy Merckx zostanie zepchnięty z tronu, jednak na 16 etapie do Pau, młody Hiszpan upadł na mokrym zjeździe z Col de Mente i wycofał się z wyścigu. Do dziś trwają dyskusje, czy prezentujący coraz lepszą dyskozycję Merckx byłby w stanie dogonić lidera ekipy Bic w bezpośredniej walce. Na jesień Belgowi przyszły jeszcze dwa ważne trofea – Giro di Lombardia i światowy czempionat w Mendrisio.

Rok 1972, jakby inaczej, zaczął się od kolejnego zwycięstwa w Mediolan – Sam Remo. Tradycyjnie, równie doskonały był kwiecień, który Merckx zakończył z wygranymi w Staruszce i Walońskiej strzale. Później przyszedł kolejny triumf w Giro, po ładnej walce z Jose Manuelem Fuente i czwarta wygrana w Le Tour, tym razem z “tylko” 10 minutową przewagą nad Gimondim. Na zakończenie sezonu przyszła jeszcze druga z rzędu wygrana w Lombardii.

Kolejny sezon 1973 był ostatnim, w którym Merckx wygrywał to, czego jeszcze nie miał zapisanego w swoich osiągnięciach. Oprócz Roubaix i Staruszki, podczas wiosennej kampanii dane mu było zwyciężyć w Amstel Gold Race i Vuelta a Espana. Tym samym na swoim koncie miał on już potrójną koronę i komplet ardeńskich jednodniówek. Później przyszło jeszcze czwarte zwycięstwo w Giro, dokonane w podobnym stylu, co trzy poprzednie. Blisko był też trzeci tytuł mistrza świata, jednak po nieporozumieniu z Freddym Maertensem, wyścig w Barcelonie skończył się wielką klapą.

Później było już jednak coraz gorzej. Wiosną roku ’74, Eddy nie odniósł żadnego ważnego zwycięstwa wiosną, co dziennikarze z całej Europy okrzyknęli mianem “upadku” legendy. Później jednak, po niezwykłym boju z Gimondim i Gianbattistą Baronchellim, Kanibalowi udało się ponownie wygrać Corsa Rosa. Kilka dni później przyszło zwycięstwo w Tour de Suisse i początek Wielkiej pętli, w której zwycięstwo było jedynie formalnością, ze względu na brak głównego rywala – Luisa Ocani. Na koniec sezonu, podczas rozgrywanych w Montrealu mistrzostw świata przyszło Merckxowi jeszcze raz ubrać tęczowy trykot, po raz ostatni w karierze.

W następnych latach Kanibal przestawał być zdecydowanym królem szos. Co prawda do końca kariery przyszło mu wygrać La Primaverę (dwukrotnie), Ronde van Vlaanderen, Amstel Gold Race, La Doyenne i pojedyncze etapy Tour de France (w generalnej Merckx przegrywał z Bernardem Thevenet), jednak nie były to już rezultaty tak znakomite, jak w poprzednich sezonach. W roku 1978, żywa legenda odwiesiła rower na kołek i zajęła się szarą codziennością. Co ciekawe zmierzch kariery Kanibala był na rękę włodarzom Le Tour, z Jacquesem Goddet na czele. Według nich, w końcu skończyła się era nudnych wyścigów, których triumfator był znany już przed startem.

Trudno w to uwierzyć, ale 17 czerwca 2015 roku, Eddy Merckx kończy 70 lat. Jedyne co pozostaje nam zrobić to podziękować za emocje, których wiele lat temu nam dostarczał i życzyć wszystkiego najlepszego!

 

fot. cyclingweekly.co.uk