Od kilkunastu dni można kupić książkę wydawnictwa Burda pt. „Rach, ciach, ciach… pchamy,pchamy!”, autorstwa Tomasza Jarońskiego i Krzysztofa Wyrzykowskiego.

Wspomniany tytuł, już od premiery, która miała miejsce na Warszawskich Targach Książki, cieszy się ogromnym popytem. Świadczy o tym niekończąca się kolejka podczas podpisywania książki przez autorów i sprzedaż w ciągu 15 minut wszystkich egzemplarzy, które znajdowały się na stoisku.

Poprosiliśmy kultowy duet komentatorów Eurosportu, jak wielu określa tym mianem Tomasza i Krzysztofa, o podzielenie się z nami kulisami powstania tej wyjątkowej książki.

Artur Machnik / naszosie.pl –  Skąd pomysł na napisanie książki?

Tomasz Jaroński – Wszystko jest napisane w pierwszym rozdziale… (śmiech)

Artur – Dziękuję, nie mam więcej pytań (śmiech)

Krzysztof Wyrzykowski – Prosimy o kolejne pytanie… (śmiech)

Tomasz – … Pomysł narodził się podczas konferencji prasowej książki Mai Włoszczowskiej „Szkoła życia”. Obecny tu Kuba Frołow z wydawnictwa Burda, z którym wtedy się poznaliśmy, powiedział że marzy o tym by wydać naszą książkę. Z nami bohaterami, czy też w innym układzie. Usiedliśmy z Krzysztofem i wymyśliliśmy taką formułę, że przeniesiemy nasze rozmowy, czyli o wszystkim i o niczym, które prowadzimy podczas relacji z wyścigów kolarskich, na papier. Tak to wyglądało, że najpierw nagrywaliśmy, a następnie pliki audio były przepisywane, dlatego ma ona taki a nie inny charakter.

Krzysztof – … Ja myślę, że inaczej nie byłoby to do zrobienia w tak krótkim czasie. Kuba tak wysoko postawił poprzeczkę, ze względu na terminy, które zostały uzgodnione z wydawnictwem i z nami też. Chociaż z nami… ? My żeśmy zostali postawieni przed faktem dokonanym (śmiech), jakim jest harmonogram pracy. To było coś karkołomnego, myśmy mieli trzy tygodnie na nagranie książki. Dobrze, że znaleźliśmy Panią Małgosię, która nam to świetnie i szybko przepisała. Współpraca bardzo dobrze się układała i dzięki temu udało nam się w terminie, co do dnia oddać materiał.

Artur / naszosie.pl – Czytając książkę, nie da się ukryć waszej nostalgii do starego dobrego dziennikarstwa, w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Tomasz – Jak może być inaczej, obydwaj jesteśmy starymi dziennikarzami  i mamy konserwatywne spojrzenie na dzisiejszą prasę. Jest ono krytyczne. Kiedyś obowiązywało powiedzenie, że pośpiech jest wskazany przy łapaniu pcheł. A moim zdaniem i pewnie Krzysztofa też, pośpiech przy tworzeniu materiałów dziennikarskich czy publikacji nie jest aż tak wskazany. Owszem, jakiś szybki news zawarty w dwóch trzech zdaniach, ale nie teksty dziennikarskie, które powinny być pisane z dużą dozą refleksji. Takie zimne spojrzenie na to co się wydarzyło w sporcie, a nie pisane w trakcie meczu i kiedy sędzia gwizdnie koniec, to dany materiał jest wysyłany.

Krzysztof – Tomek mówi o prasowej części pracy dziennikarzy, a ja dodam parę zdań na temat telewizyjnej pracy, głównie wywiadów. Mnie szlag trafia jak słyszę dzisiaj te wywiady, rzadko kiedy są poprawnie przygotowane. Dobrze Tomek zauważa, że nie ma na to czasu. Nie słuchamy w ogóle tego co mówi rozmówca. To o czym my tu mówimy? O jakiejkolwiek wymianie myśli, poglądów nie ma czasu. Rozmówca mówi, ja słucham i dopiero wówczas zadaje pytanie w oparciu o odpowiedź… Zauważyłeś jak teraz jest?  Krótko … Niech Pan odpowie szybko!

To co to znaczy? Jak mam odpowiadać? To znaczy, że w ogóle mam nie odpowiadać ?

Tomasz – … Dzisiaj często dziennikarz mową ciała pokazuje, że jest zniecierpliwiony…

Krzysztof – …  Bo już nie ma czasu. To jest tragedia. Nie ma rozmów, nie ma wywiadów i tak robią wszyscy dziennikarze. Zauważyliście co robił Lis? (Tomasz przyp. red). Jak rozmówca tylko zaczął sensownie i dłużej się wypowiadać, to ten już zniecierpliwiony kręcił się i już mu przerywał nie dając dokończyć wywodu. On ma sam siebie sprzedać! I sprzedać swoich kilka kwestii. Bo najważniejszym dzisiaj miernikiem są słupki oglądalności.

Artur / naszosie.pl – Wróćmy do książki, głównego tematu naszej rozmowy. Na targach sprzedawała się jak ciepłe bułeczki, po kilkunastu minutach jej zabrakło. To niewątpliwie sukces. Jak Wy to odbieracie, znając waszą skromność?

Tomasz – Zawsze jest miło i zawsze mieliśmy świadomość, że posiadamy krąg naszych fantastycznych odbiorców. Tym bardziej zawsze będę powtarzał, co jest niezmiernie miłe, że w kolejce do nas nie zawsze stały osoby, które są kibicami sportowymi. Myślę, że jest to pewien fenomen, że poprzez nasze komentarze, NIE trafiamy do „klientów” portali kolarskich, którzy interesują się tym sportem i znają wszystko od deski do deski, tylko właśnie do takich osób, które słuchają i zarazem oglądają – bo przecież wyścigi są pięknie pokazywane – dla samej przyjemności ,miejmy nadzieję komentarza i także obrazu.

Krzysztof – Dodam jeszcze jedną rzecz. Podczas podpisywania były wzruszające momenty kiedy podeszła do nas jedna ze starszych Pań. Okazała się moją koleżanką ze szkoły podstawowej. Coś mi świtało, że twarz znajoma, mimo upływu kilkudziesięciu lat. Była naprawdę wzruszona, zresztą ja też. Przyniosła dwie moje stare książki abym podpisał. Widzieliście te starsze osoby, które stały w kolejce kilkadziesiąt minut, czekając na autograf czy dedykację, bez której ta książka jest tak samo ważna. To mnie najbardziej wzrusza. Przecież te nasze podpisy, poza sentymentem nic nie wnoszą, ale dla nich? Aż tyle wnoszą. Prawda?

Dla mnie jest to bardzo ważne. Ta młodzież, o której w Polsce mówimy że nie czyta, a to nie jest prawda, czego dowodem jest bardzo duża obecność ludzi młodych. Te starsze osoby, czy też starszy Pan, który mówił, że z żoną wspólnie ogląda kolarstwo chociaż nigdy nie lubił sportu.

Tomasz – I o tym też jest w książce napisane (śmiech)

Krzysztof –  Tak, na stronie  244 ( śmiech)

Tomasz – Nigdy nie uczestniczyłem w takim przedsięwzięciu jakim są targi książki z pozycji autora. Więc skromnie myślałem, że zainteresowanie może byś znikome.

Krzysztof –  Ja nie odnoszę się do targów z uwagi , że uczestniczę rok rocznie w targach w Paryżu…

Tomasz – Jako Le autor? (głośny smiech)

W tym momencie pojawia się Andrzej Strejlau, z którym obaj panowie witają się serdecznie.

Andrzej Strejlau  – uwielbiam jak obaj się ze sobą przekomarzacie. O pięknych rzeczach gadacie.

Krzysztof – … O czym to ja mówiłem? Nie zaskoczyło mnie tak duże zainteresowanie. Mnie co innego bardzo zdumiało. Ostrożnie podchodziłem do tego całego projektu , mówiłem nawet Tomkowi, że po przeczytaniu stu, stu pięćdziesięciu stron, czegoś mi w niej brakuje. Nie podobało mi się. Po prostu.

Tomasz – Krzysiowi się nie podobało, bo ja znacznie lepiej mówiłem od niego i mądrzej (głośny śmiech)

Krzysztof – mądrzej nie, ale więcej (śmiech). No dobrze żeśmy to skończyli. Drugi tom z pewnością będzie lepszy (śmiech).

Artur / naszosie.pl – Korzystając z okazji, że jest z nami Kuba Frołow z Wydawnictwa Burda, kolejne pytanie adresowane jest do Kuby. Jak wydawnictwo ocenia ten projekt?

Kuba Frołow / Wydawnictwo Burda – To nie była prosta i oczywista decyzja. Rok wcześniej, padła propozycja wydania tej książki, ale nie za moją sprawą. Renata Bogiel – Mikołajczyk usilnie wówczas zabiegała, o napisanie i wydanie tej książki.

Po roku, będąc na promocji wspomnianej książki Mai Włoszczowskiej, spotkałem Tomasza i Krzysztofa. Od razu zaproponowałem im napisanie i wydanie ich książki. Przypomnę, że o pomyśle z przed roku w ogóle nic nie wiedziałem. Poszedłem do Igi z propozycją przedstawiając jej kwerendę, aby zobaczyła co ma i co może mieć. Skoro dwie, niezależnie od siebie osoby przedstawiają ten sam projekt, to w końcu dojrzała myśl o realizacji pomysłu. Potoczyło się to błyskawicznie tym bardziej, że wszystkim pomysł na wydanie książki się spodobał…

Krzysztof – Poza tym nie znałeś naszych możliwości. Olbrzymich! (głośny śmiech Tomasza)

Kuba / Wydawnictwo Burda … nie wiedziałem w co się pakuję.

Tomasz – Bo my jesteśmy jak niszowi celebryci…(śmiech). Jedziemy dalej. Pisząc tą książkę, czyli pisząc a raczej rozmawiając, mieliśmy inny plan. To tak jak podczas naszych relacji, dynamika spotkań i nagrywania materiału do książki poprowadziła nas w takie tematy, które poruszyliśmy. Czytając to w pierwszym rzucie, od razu pomyślałem, że o tym czy o tamtym nie napisaliśmy,  występuje jakiś chaos, Jednak myślę że jest to wartość, podobnie jak nasze relacje. Pytani czy mamy jakieś scenariusze podczas transmisji czy też grepsy przerzucane między nami, odpowiadam. Nie.

Tak samo jak nie przygotowujemy sobie scenariuszy na Tour de France, tak samo i przy książce nie przygotowaliśmy żadnego scenariusza . To znowu wszystko było spontaniczne.

Krzysztof – Teraz ja dodam parę zdań bo Tomek strasznie się rozgadał (śmiech).

Robiliśmy kiedyś w L’Equipe, sprawozdania podczas wyścigów kolarskich. Siedząc przy obiedzie ustalaliśmy, że jutro w danym artykule, musi być zawarte jakieś słowo, słowo klucz. Takie, które nie było związane ze sportem, które ciężko było użyć. Później rozszerzyliśmy do nazwiska i  pomyślałem sobie, że to samo teraz musimy zrobić. Czyli ustalamy sobie jakieś słowo, antykoncepcja na przykład (śmiech).

Tomasz – … ale po co Ty to gadasz? To nie jest w ogóle na temat (głośny śmiech).

Krzysztof – …  a więc ustalaliśmy, że tym słowem będzie nazwisko np. Felczerski. Nazwisko, które nie istniało w świecie kolarskim.  Trzeba było tak poprowadzić wywód w artykule aby użyć tego nazwiska,  czy też umówionego słowa i wtedy dziennikarz który użył w sposób poprawny danego słowa, wygrywał butelkę dobrego wina czy też szampana. My też to Tomku musimy zrobić w naszych transmisjach.

Tomasz – Zgadzam się z Tobą całkowicie, dobry pomysł (śmiech). A wracając do książki, to było to tak chaotyczne, że jedną opowieść znalazłem w trzech rozdziałach. Była to słynna odpowiedź Ryszarda Szurkowskiego, co widział ? Przednie koło!

Myślę, że kluczem do tej książki są tytuły rozdziałów – etapów. Są w dość tajemniczy sposób napisane. Jednak jak przeczyta się dany etap to wszystko będzie jasne. Również pada tam odpowiedź na często zadawane nam pytanie jak zostać dobrym sportowym dziennikarzem. Przede wszystkim to lata praktyki i doświadczeń i … wszystko jest w książce (śmiech).

Krzysztof – Jak zaczęliśmy rozmawiać, to zabrakło mi jednej rzeczy, a mianowicie nie wywołani do tablicy, poświęcamy troszkę czasu, uwagi i miejsca… Ludziom z którymi żeśmy się zetknęli, nie koniecznie przy pisaniu tej książki, ale w ogóle podczas naszej kariery dziennikarskiej. Powstał pomysł aby napisać o Czesławie Langu, Lechu Cergowskim, o Andrzeju Grubbie co bardzo dużo nadało fajnego kolorytu. I to co Tomek mówił, my jesteśmy dziennikarzami starej daty i takie rzeczy nas bardzo zbliżają i do naszych bohaterów i nas wspólnie do siebie…

Tomasz – … i to jest hołd

Krzysztof … tak, to jest hołd dla tych ludzi. On raz może wyrażać się czterema zdaniami, a innym razem, zapisem na półtorej kartki. To nie jest ważne. Ważne, że w tym momencie myślałeś o tym i chciałeś to napisać, to samo jest w stosunku do ludzi nam bliskich, córek, synów, żon.

Tomasz –  Staram się w ogóle nie słuchać tego co powiedziałem, ale jak już się zdarzy to łapie się na tym, że mogłem powiedzieć jeszcze to i to i wiele innych rzeczy. Podobnie w naszej książce, kiedy była na etapie redakcji i niewiele mogliśmy zmienić, to też miałem taką refleksję, że jeszcze można było wiele dodać…

W związku z tym, najlepszym rozwiązaniem tej zaistniałej sytuacji jest…

Krzysztof i Tomasz zgodnym chórem – …napisanie drugiego tomu!!!

Artur / naszosie.pl – Serdecznie dziękuję Tomku, Krzysztofie za rozmowę.

 

Książka pt. Rach-Ciach – Ciach czyli Pchamy, Pchamy!Rach_ciach_ciach_czyli_pchamy_pchamy_okladka

Autorzy: Tomasz Jaroński i Krzysztof Wyrzykowski      

Spis Treści:

PROLOG  Turyn – Risoul czyli wyjaśniamy kulisy grepsów

1.Etap  Warszawa – Zakopane czyli skuteczny podjajeczny

2.Etap Warszawa – Moskwa czyli Szwiedy? A, to proszę…

3.Etap Warszawa – Paryż  czyli kto przeskoczył murnaszosiepl patronem medialnym

4.Etap Piotrków – Warszawa czyli mały budowniczy

5.Etap Warszawa – Barcelona czyli kupony na kupki

6.Etap Warszawa – Montelimar czyli voulez-vous coucher avec moi?

7.Etap Bagdad – Łomianki czyli daj pan żabkę

8.Etap Warszawa – Berlin – Praga  czyli zmarzł na ciućkę

9.Etap Szczecin – Nicea czyli z bandytami nie umiem walczyć

10.Etap Barcelona – Ponfferada  czyli na bocznicy Kraków Płaszów

11.Etap Mont Ventoux – Teksas  czyli Armstrong dziękuje i pozdrawia, wkrótce odpisze

12.Etap Ruhpolding – Chanty-Mansyjsk  czyli zdrowaś Mario, łaskiś pełna

13.Etap Moskwa – Toblach  czyli żony, narzeczone, kochanki

14.Etap Turyn – Londyn czyli pięćdziesięciu w lecie, dwudziestu w zimie

15.Etap Chorzów – Ateny czyli rozpoznasz tylko Olisadebe

16.Etap(meta) Bydgoszcz – Kraków czyli truskawki w Andrychowie

Dodatek – The Best of Tomasz Jaroński & Krzysztof Wyrzykowski

Blog  „Starzy ale jarzy” z 10 sierpnia 2012 roku

Jak komentujemy?