Pierwszy start wspólny i niestety pierwsze kraksy. Wielu poszkodowanych, również wśród kolarzy CCC Sprandi Polkowice. Jak wyglądał drugi etap Giro d’Italia?

Kraksy spowodowały kilka podziałów w peletonie, sprawiając, że Cannondale-Garmin oraz Ag2r-La Mondiale musiały gonić główną grupę. Ryder Hesjedal zdołał powrócić do czołówki i nie stracił czasu, ale Domenico Pozzovivo zanotował 1:09 straty i ma już 1:57 do odrobienia. W grupie Włocha, a więc starty, ponieśli także Sylwester Szmyd (CCC Sprandi Polkowice) oraz Przemysław Niemiec (Lampre Merida).

Kilku kolarzy miało zniszczone spodenki i koszulki. Pieter Serry (Etixx-QuickStep) wyglądał najgorzej. Uderzył głową i myślał, że złamał obojczyk, co zmusiło go do wycofania się z wyścigu. Belg dopiero wrócił do ścigania po złamaniu tej kości podczas Volta a Catalunya.

Drużyna ogłosiła wieczorem, że obyło się bez złamań.

„Po kraksie, w trakcie kilometrów kiedy próbowałem jechać, czułem straszny ból i nie mogłem utrzymać kierownicy prawą ręką. Opuszczam Giro bardzo smutny, ale teraz jedyną rzeczą jaką mogę zrobić to powrót do formy i pomoc drużynie w dalszej części sezonu. Życzę moim kolegom jak najlepiej.”

Pozostali zawodnicy ukończyli etap, ale byli obolali. Matteo Pelucchi (IAM Cycling), Darwin Atapuma (BMC) oraz Dayer Quintana (Movistar) mocno się “poszlifowali”. Ciężki dzień dla kolarzy.

Sonny Colbrelli (Bardiani-CSF), Michael Hepburn (Orica-GreenEdge), Marcus Burghardt (BMC), Simone Stortoni (Androni Giocatolli) oraz Jerome Pineau (IAM Cycling) również leżeli, ale obyło się bez poważniejszych kontuzji.

Mistrz Australii, Heinrich Haussler, dwukrotnie zaliczył upadek i stracił ponad 11 minut do zwycięzcy, Elii Viviani (Team Sky). Dotarł do autobusu IAM Cycling obolały, ale szczęśliwy, że obyło się na otarciach.

„Wszystko w porządku, jestem tylko zdenerwowany, że leżałem… To pierwszy etap Wielkiego Touru, każdy jest świeży i chętny do sprintu. Tak to jest. Leżałem dwukrotnie. Pierwszy raz przesuwaliśmy się całą drużyną, a peleton się poruszył i zostaliśmy zepchnięci. Nikogo nie winię, to się zdarza. Drugi raz brałem udział w wielkiej kraksie kilka kilometrów przed metą. Na szczęście nic nie złamałem, to jest najważniejsze. Żyjemy po to, by walczyć następnego dnia, nawet jeśli dwudziestu chłopaków będzie w bólu podczas trzeciego etapu. To też jest część ścigania.”

Doświadczony lekarz wyścigowy dr Giovanni Tredici zebrał kontuzje na codzienny raport medyczny. Kilku kolarzy odwiedziło mobilny rentgen i medycznego busa. Ruchoma jednostka pozwala na odbycie prześwietlenia zaraz po wyścigu, bez potrzeby odwiedzania szpitali i czekania kilka godzin na leczenie.

Dr Tredici powiedział, że prześwietlenia wykluczyły złamanie nadgarstka u Enrico Barbina (Bardiani-CSF), ale Sylwester Szmyd (CCC Sprandi Polkowice) potrzebował pięciu szwów na głębokim rozcięciu na ramieniu. Pozostali kolarze oddali się w ręce personelu medycznego jedynie z potłuczeniami.

Michał Kapusta

Foto: RCS Sport