Wyścigiem Paryż – Roubaix zakończyła się kampania północnych klasyków. Część peletonu zapewne dziś nadal odczuwa drżenie rąk po przejechanych kilometrach po kostce. Poniżej podsumowanie tego, co wydarzyło się podczas najważniejszych brukowych wyścigów na przestrzeni ostatnich kilku tygodni.

Bruki. Okres szczególny w kolarskim kalendarzu trwający od końca lutego do blisko połowy kwietnia. Część peletonu specjalnie nastawia się na te kilka tygodni ścigania w “północnych klasykach”. Inni natomiast przeklinają bruki z uwagi na ich niebezpieczeństwo i nieprzewidywalność. Niektórzy start w takich wyścigach jak Ronde van Vlaanderen traktują w kategoriach hołdu, jaki chcą złożyć historii. Wobec bruków nie można przejść obojętnie. Kocha się je lub nienawidzi. Przeklina lub szanuje.

Od kilku lat z wyścigami po krętych i wąskich ulicach Belgii łączą się dwa nazwiska: Boonen i Cancellara. Nie inaczej było w tym roku, gdzie od samego początku sezonu wskazywano tych dwóch zawodników na głównych faworytów. Belg chciał sięgnąć po piąty sukces we Flandrii i czwarty w Roubaix, a Szwajcar w marzył o dodanie czwartych zwycięstw w obu najbardziej prestiżowych brukowanych klasykach.

Miłe bruku początki….

Lista faworytów pod koniec lutego była jednak znacznie dłuższa. Niki Terpstra, Sep Vanmarcke, Peter Sagan, Zdenek Stybar… Długo można wymieniać. Pierwszy ważny test dla zawodników celujących w sukces podczas “Flandryjskiej Piękności” i “Piekła Północy” nastąpił podczas Omloop Het Nieuwsblad. Tom Boonen potwierdził wysoką dyspozycję z Omanu i Kataru i zajął 3 miejsce. Jednak to nie Turbo Tom był bohaterem dnia. Tym został Ian Stannard. Zawodnik Sky wykorzystał pracę zawodników Etixx – Quick Step i ograł ich w finałowej rozgrywce. Drużynowi koledzy Michała Kwiatkowskiego zaprzepaścili ogromną szansę i nie wykorzystali faktu, że w kluczowym momencie mieli w czołowej czwórce aż trzech zawodników. Można dyskutować na temat taktyki wybranej przez Patricka Lefevere’a i mieć wątpliwości co do tego w jaki sposób rozwiązali końcówkę wyścigu. Omloop Het Nieuwsblad było jednak pokazem siły Etixxu. W czołowej “20” było ich aż pięciu i pomimo braku zwycięstwa takie osiągnięcie napawało optymizmem przed kolejnymi startami.

omloop

W jeszcze lepszych humorach musieli być włodarze Etixx – Quick Step dzień po Omloop. W brukowych klasykach nie ma zbyt wiele miejsca dla typowych sprinterów. Jedną z takich szans jest wyścig Kuurne – Bruxelles – Kuurne. Nieudany atak po zwycięstwo poprzedniego dnia kolarze Lefevere’a powetowali sobie zwycięstwem Marka Cavendisha. Popularny “Manxman” w pokonanym polu pozostałił Alexandra Kristoffa i Elię Vivianiego. A jak miały się sprawy dwójki głównych faworytów? Cancellara odpuścił starty w wyścigach na kilka dni po Tour of Oman, a Tom Boonen był jednym z rozprowadzających Cavendisha. Wydawało się wówczas, że z tej pary w wyższej dyspozycji był Belg…

Bruki niższej kategorii

W pierwszych dniach marca mieliśmy jeszcze Le Samyn. Tutaj po sukces sięgnął Kris Boeckmans, który na finiszu ograł…pół drużyny Etixx. Na przestrzeni kilku dni zawodnicy belgijskiego teamu nie potrafili wykończyć perfekcyjnej, drużynowej roboty. O ile w Omloop wygraną Stannarda można było wytłumaczyć tym, że Brytyjczyk wiózł się na kole przez wiele kilometrów, a na końcu wyścigu dał “ostatnią zmianę” to podczas Le Samyn można było się zacząć zastanawiać nad tym, czy w taktyce drużyny mistrza świata wszystko jest w porządku. Podczas ostatniego brukowanego odcinka w czołówce pozostało ośmiu zawodników, a wśród nich Terpstra, Lampaert, Vandenbergh i Meersman. Już po raz drugi w ciągu tygodnia nie potrafili wykorzystać liczebnej przewagi…

Boonen wypada z gry 

W trakcie drugiego etapu Paryż – Nicea kraksę zaliczył Tom Boonen. Belg złamał łokieć i stało się jasne, że marzenia o kolejnych zwycięstwach w dwóch brukowanych monumentach musi odłożyć na przyszły rok. Wydawało się, że sytuacja jest idealna dla Fabiana Cancellary…

boonen

To co Meersmanowi nie udało się w Le Samyn to udało się podczas Handzame. Z dobrej strony w tym wyścigu pokazali się zawodnicy CCC Sprandi Polkowice, którzy wzięli na swoją odpowiedzialność za pościg za ucieczką. Gianni Meersman wykorzystał fakt, że lista startowa nie porażała wielkimi nazwiskami i sięgnął po sukces w finałowym sprincie. W tym wyścigu sporą rolę odebrał silny wiatr, którzy w ciągu najbliższych dni miał stać się jednym z głównych aktorów kolarskiego widowiska.

Mistrz świata na bruku

Na starcie Dwars door Vlaanderen zobaczyliśmy mistrza świata – Michała Kwiatkowskiego. Dla “Flowermana” był to jedyny start w północnych klasykach. Polak pojechał doskonale i zajął 4. miejsce. Przysłowiową “łyżką dziegciu w beczce miodu” musi być kolejne zastrzeżenie co do wyboru strategii Etixxu i “Kwiato” na finałowe kilometry. Tym razem jednak sytuacja była odwrotna, bo to kolarze Topsport byli w liczebnej przewadze. Mimo wszystko Kwiatkowski pojechał dobry wyścig i lokata tuż za podium to świetny wynik.

kwiato

Bruki World Touru

E3 Harelbeke i kraksa Spartakusa

Pierwszymi brukami w kalendarzu World Tour były drogi nieopodal Harelbeke. Wyścig, który można nazwać prywatną piaskownicą Boonena. Turbo Tom wygrywał tutaj aż pięć razy, jednak z powodu kontuzji nie mógł walczyć o szósty tryumf. Wyścig, który oprócz bruków i krętych dróg charakteryzuje się kontrowersyjnymi plakatami, okazał się końcem pierwszej części sezonu dla Fabiana Cancellary. Spartakus leżał w jednej z kraks, a po wyśćigu okazało się, że złamaniu uległy dwa kręgi w dolnej partii pleców. Drugi z największych faworytów do zwycięstw na kocich łbach wypadł z gry.

spartakus

Peleton jednak jechał dalej i po podjeździe pod Stary Kwaremont na czele był Sagan, Thomas i Stybar. Każdy z tych zawodników miał zupełnie inną pozycję w drużynie. Słowak z Tinkoff – Saxo, znajdujący się pod ogromną presją, był jednak najważniejszy w ekipie i to jemu podporządkowany był cały team. Thomas starał się wykorzystać swoją szansę, gdyż otwarcie mówiono o tym, że w Sky liderami na najważniejsze wyścigi będą Stannard i Wiggins. Zdenek Stybar to natomiast jedna z wielu “opcji” w drużynie Etixx, bo prócz mistrza Czech palmę pierwszeństwa w dowolnej chwili mogą przejąć Terpstra lub Vandenbergh.

Thomas swoją szansę wykorzystał idealnie. Zaatakował, rywale się zawahali i nagle Walijczyk zyskał sporą przewagę, której nie oddał do mety, a Sagan przyprawił Olega Tinkova o kolejny ból głowy.

Wietrzne Gent – Wevelgem 

Największym wygranym wyścigu z Gandawy do Wewelgem był wiatr. Bardzo silne podmuchy, zwłaszcza boczne, porozrywały peleton na grupy. Znów odżyły dyskusje na temat protokołu pogodowego. Kolarze to twardziele i kiepska pogoda im raczej nie straszna, ale co innego, gdy wiatr wieje z taką siłą, że nawet najcięższych zawodników spycha z drogi.

gent

Szalony wyścig, bez dwóch zdań. Do mety dojechało zaledwie 39 zawodników, a najbardziej odporny na podmuchy okazał się Luca Paolini. Włoch z Katushy okazał się najlepszy w ucieczki w której byli również (a jakże!) dwaj zawodnicy Etixxu oraz m. in. Thomas i Vanmarcke.

Wielki Tydzień Kristoffa 

Im było bliżej świąt Wielkiej Nocy tym wyższa była forma Alexandra Kristoffa. 2. w San Remo, 4. w E3, 9. w szalonym Gent – Wevelgem, aż… trzy wygrane etapy podczas Driedaagse de Pane oraz końcowy sukces w klasyfikacji generalnej belgijskiej etapówki. Na kilkadziesiąt godzin przed startem Flandryjskiej Piękności ciężko było znaleźć większego faworyta niż Norweg. Owszem, mówiono, że zawodnik Katushy to sprinter i nie da rady przetrzymać takich trudności jak Paterberg czy Oude Kwaremont. Jak Kristoff odpowiedział na takie opinie? Niki Terpstra po wyścigu przyznał, że na podjazdach “strzelał z koła” Norwegowi. Zawodnik Etixx nie dał rady też wygrać z Kristoffem finiszu i kolarz urodzony w Oslo dołożył do swoich palmares drugi sukces w monumencie.

Kristoff Terpstra

Flandria musiała się obyć bez swoich dwóch największych gwiazd ostatnich lat, czyli Boonena i Cancellary, ale to wcale nie sprawiło, że wyścig był nudny. Oprócz dominacji Kristoffa z Ronde warto zapamiętać Tiesja Benoota, który w wieku 21 lat zajął 5. miejsce w swoim debiucie w monumencie!

Kristoffowi było mało i w Scheldeprijs sięgnął po piąty sukces w przeciągu tygodnia. W tym wyścigu zazwyczaj startują zawodnicy, którzy nie mieli większych szans na sukces we Flandrii i raczej nie liczą na wygraną w niedzielnym Piekle Północy. Alexander Kristoff był bezlitosny i wygrał finisz z okrojonej grupki, która powstała po ogromnej kraksie na ostatnim kilometrze. O formie Norwega niech świadczą jego słowa po wyścigu: “mogłem zaatakować kiedy chciałem, wiedziałem, że nikt mnie już nie wyprzedzi.”

Piekło Północy 

Dwunasty dzień kwietnia to coś więcej, niż dzień po którym większość wyrywa kartkę z kalendarza. To Paryż  – Roubaix. Piekło Północy. Crème de la crème, wisienka na brukowym torcie. Tym razem nie ma bergów, nie straszy żaden Stary Kwaremont. Trouee de Arenberg, Mons – en – Pevele i Carrefour de l’Arbre. Kilka kilometrów kostki brukowej nabiera tego dnia ogromnego znaczenia. Niemało zamieszania zrobił też, z pozoru niegroźny, przejazd kolejowy…

roubaix

Ten dzień to również ostatni start Bradleya Wigginsa na poziomie World Tour. Brytyjczyk zamarzył sobie zwycięstwo na welodromie w Roubaix. Z drugiej strony – można powiedzieć, że prawie cały peleton o tym marzy stojąc na starcie w Compiegne… Sir Wiggo próbował, szarpał i atakował, ale na niewiele się to zdało. Peleton doskonale wiedział kim jest Brytyjczyk i zdawał sobie sprawę, że nie można go po prostu odpuścić, bo skończy się to mistrzostwami świata w jeździe na czas po bruku, a wtedy Wiggo byłoby ciężko doścignąć.

Wiggins odpadł z rywalizacji znacznie wcześniej, niż można było zakładać przed wyścigiem. Kristoff też jakby niemrawo, gdzieś w tyłach. Vanmarcke się gubił, zostawał za faworytami i wracał do nich. Sagan w kluczowym momencie musiał zmieniać rower… W tym czasie z przodu był Degenkolb. John Degenkolb. Wraz z drużynowym kolegą Bertem de Backerem zainicjowali akcję, która okazała się skuteczna. Co prawda grupa, w której był m. in. Stybar i van Avermaet doszli zawodników Giant – Alpecin, ale to na niewiele się zdało. Sprint Degenkolba na welodromie w Roubaix pokazał kto tego dnia jest najmocniejszy.

degenkolb

 

Niemiec odniósł sukces podczas jednego z najciekawszych Paryż – Roubaix ostatnich lat, bo zwycięzcę wyścigu poznaliśmy dopiero na ostatnich metrach z małej grupki, a nie kilka lub kilkanaście kilometrów przed metą.

Zawiedli faworyci, zwłaszcza Kristoff, który w poprzednich startach wydawał się być zawodnikiem nie do pokonania. Większej roli nie odebrał również ubiegłoroczny triumfator – Niki Terpstra. Z tymi dwoma zawodnikami dojechał również Wiggins, który tym samym zakończył swoją wspaniałą karierę z zespołem Sky.

 

Brukowe naj

Najlepszy brukowiec: Alexander Kristoff

Norweg odniósł najwięcej zwycięstw, wygrał też Flandrię… Ciężko o inną kandydaturę, a wyniki przemawiają same.

Nagroda im. Petera Sagana za największą ilość drugich miejsc: cały zespół Etixx – Quick Step

Kolarze Etixx zajęli aż sześciokrotnie drugie miejsce w trakcie minionych tygodni. Gdyby szefem ekipy był Oleg Tinkov nastroje zapewne nie byłyby zbyt ciekawe.

Najlepszy młody brukowiec: Tiesj Benoot

Piąta lokata we Flandryjskiej Piękności to rezultat świetny. Do tego Top10 w Handzame, Le Samyn i Dwars door Vlaanderen. Całkiem niezłe wyniki jak na 21-latka. W Piekle Północy Belg miał pecha.Dwa razy złapał kapcia w kluczowych momentach i było dla niego po wyścigu. Zawodnik Lotto – Soudal będzie miał jeszcze niejedną okazję, by dojechać na welodrom w Roubaix na miejscu wyższym niż 100.

Najciekawszy wyścig: Gent – Wevelgem oraz Paryż – Roubax

Nagroda dla dwóch wyścigów. Pierwszy otrzymuje nagrodę niejako ze względu na pogodę, jednak… Zawodnicy mogli się zatrzymać i nie jechać, a oni podjęli rękawice i ruszyli na przekór wichurze. Dzięki temu mieliśmy ogrom emocji, niekiedy chwil mrożących krew w żyłach, ale to pozwoliło się emocjonować wyścigiem, który był emocjonujący przez długi czas, a nie na ostatnich kilku kilometrach, kiedy oglądaliśmy walkę sprinterów.

Drugie wyróżnienie dla Paryż – Roubaix. Wyścig ten jest zawsze ciekawy. Jednak w ostatnich latach niejednokrotnie mogliśmy oglądać samotną ucieczkę na metę. Oczywiście dla zawodników to idealna chwila, gdy mogą wjechać samemu na welodrom i ostatnią rundę po torze traktować jak rundę honorową. Zwycięski sprint Degenkolba dostarczył jednak emocji do samej kreski, a brak wyraźnego dominatora podbił jakość widowiska.

 

Źródła zdjęć: pelotonmagazine.com / etixx – quickstep.com / theguardian.com / cyclingnews.com /cyclingtips.com.au