Fot. Paryż-Roubaix

O mały włos, a na tegorocznym wyścigu Paris- Roubaix doszłoby do tragedii. Na 87 kilometrów do mety kolarze napotkali zamykające się szlabany kolejowe oraz próbujących ich zatrzymać funkcjonariuszy policji.

Mimo to przemknęli przez tory, po których kilka sekund później przejechał superszybki pociąg TGV. Nie było realnej szansy, by udało mu się wyhamować, gdyby którykolwiek z zawodników pozostał na jego trasie. Dzięki ogromnemu szczęściu nikomu nic się nie stało.

Jak na przyszłość uniknąć takich sytuacji i zapewnić i kolarzom i pasażerom kolei bezpieczeństwo i komfort jazdy? Czy organizatorzy powinni uzgadniać godziny przejazdów z osobami odpowiedzialnymi za przejazdy kolei? A może należy uwzględnić przejazd pociągu przez trasę i zatrzymać cały peleton wraz z ucieczką przed przejazdem?

Wyglądało to tak:

 

Jedno jest pewne, w przyszłości nie wolno dopuścić do powtórzenia takiej sytuacji. Dzisiejsze wydarzenie powinniśmy traktować jako przestrogę i wziąć na poważnie od razu, nie czekać aż w końcu dojdzie do tragedii. Nie na każdym wyścigu kolarze mogą mieć tyle szczęścia. Już sam wyścig Paris-Roubaix, znany jako „Piekło Północy” swój prestiż osiągnął dzięki wielkim wymaganiom stawianym zawodnikowi. Jednak, jeśli w starciu z kostką brukową i trudem trasy doświadczony i wytrenowany kolarz ma bardzo duże szanse na wygraną, to już biorąc za przeciwnika pociąg TGV przegrywa z kretesem. Każdy z nas, organizator, zawodnik czy kibic powinien zadać sobie pytanie – czy zwycięstwo warte jest każdej ceny, w szczególności jeśli chodzi o cenę życia.

Aleks Sołtys

Foto: PresseSports/S.Mantey – www.letour.fr