Przełom marca i kwietnia to tradycyjnie już okres w kalendarzu, w którym do głosu dochodzą specjaliści od jazdy po „kocich łbach”.

Jeszcze zanim nastała Wielkanoc, a wraz z nią „Flandryjska Piękność” bruki oprócz wyłonienia zwycięzców, zebrały także swoje pierwsze ofiary. Wśród nich jest Fabian Cancellara, który pod nieobecność Toma Boonena (kontuzja) miał mieć rzekomo łatwiejszą drogę do wygrania dubletu Flandria – Roubaix.

W ten oto sposób odpada dwóch głównych aktorów widowiska brukowego w ostatnich latach. O zastępców nie powinniśmy się martwić – kandydatów jest wielu. Brak Boonena i Cancellary tylko uatrakcyjni walkę w pozostałych brukowych klasykach.

Swojej szansy powinien upatrywać także Peter Sagan. Przeżywający obecnie jeden z najcięższych okresów w swojej karierze, potrzebuje jak najszybciej wielkiego sukcesu, który niewątpliwie by go podbudował. W Roubaix może być ciężko, lecz we Flandrii szansę są wielkie i Sagan mimo nienajlepszej dyspozycji, powinien szukać szczęścia właśnie tam.

Mimo absencji Boonena nie należy lekceważyć także ekipy Patricka Lefevere. Nie wypadł z walki Terpstra, który w klasykach jest zawsze groźny. W formie jest także Stybar, który swoją wartość na bruku udowodnił kończąc na drugim miejscu E3 Harelbeke.

Niedorzecznym byłoby jednak zapomnieć o innych aktorach brukowego spektaklu, którzy podkreślili swoje predyspozycje do wygrywania w tego typu wyścigach. Mowa tu przede wszystkim o Sepie Vanmarcke, który już podczas tegorocznych wyścigów jednodniowych podkreślił swoją nieprzeciętną formę i z pewnością będzie groźny. Wielu z nas pamięta jak dzielnie walczył z Cancellarą podczas „Piekła Północy” przed dwoma laty, ulegając Szwajcarowi na finiszowych metrach.

Nie ma wątpliwości. Dwa największe brukowe klasyki mogą z pewnością wyłonić nowego króla bruku. Boonen ma w ostatnich latach więcej pecha aniżeli szczęścia, „Spartakus” także już do najmłodszych kolarzy nie należy i jest bliżej końca kariery aniżeli jej początku. 5 lat temu powiedzielibyśmy, że dwóch kolarzy zdominuje brukowe klasyki, dziś tego powiedzieć z pewnością nie można, co jest tylko pozytywne dla kolarstwa.

O tym, że zwycięstwo na bruku jest nie lada wyczynem i dodaje zawodnikowi splendoru świadczy fakt, że specjaliści bardziej od jazdy w wyścigach wieloetapowych próbują walczyć i w północnych klasykach, zwłaszcza w Paryż – Roubaix. Znamienna jest wypowiedź Grega Lemonda, który stwierdził, że oddałby wiele za zwycięstwo we wspomnianym wyścigu. Jednym z najważniejszych celów w kończącej się karierze szosowej „Piekło Północy” jest dla Bradley’a Wigginsa. Czy z pozytywnym skutkiem? Na to pytanie odpowiedź poznamy 12 kwietnia.

Jacek Smyrak

Foto: letour.fr