Col d’Eze wpisane jest w tradycję wyścigu Paryż – Nicea praktycznie tak mocno, jak Pola Elizejskie w Tour de France. Tegoroczna edycja “Wyścigu ku słońcu” ponownie zakończy się na wzniesieniu w pobliżu Nicei. Tym razem nie będzie to etap ze startu wspólnego, a jazda indywidualna na czas.

Jazda na czas o tyle specyficzna, że nie mająca kilkudziesięciu kilometrów długości i wielu prostych odcinków, gdzie o zwycięstwie decyduje aerodynamika. W tym przypadku – niecałe 10 km podjazdu na słynne wzniesienie. Nie będzie czasu, aby wyłożyć się na kierownicy bo droga praktycznie od startu zacznie się wznosić do góry. Nie jest to podjazd z tej samej kategorii co Alpe d’Huez czy Alpe di Pampeago, jednak będzie to decydujący odcinek wyścigu, który ma zadecydować o ostatecznym kształcie klasyfikacji generalnej.

 

Col d'Eze

 

Drużyna Trek Factory Racing widząc w tym etapie szansę na odniesienie końcowego zwycięstwa postanowiła się do tego startu specjalnie przygotować. Na torze. Bob Jungels, Frank Schleck i Riccardo Zoidl trenowali niedawno na welodromie na Majorce pod kątem czasówki pod Col d’Eze. Zapewne wielu pomyśli sobie, że trenowanie na torze ma się nijak do jazdy pod górę. Jeśli weźmiemy pod uwagę to co testowali panowie podczas tych treningów to obraz zaczyna nam się rozjaśniać. Zawodnicy między innymi sprawdzali kaski do jazdy na czas (Bontrager Aeolus oraz najnowszy model Ballista) oraz prototypy nowych kasków.

Należy oczywiście dodać, że wszystkie wskazania, jakie zespół chciał znać były mierzone za pomocą elektronicznego sprzętu o łącznej wartości około 20.000 USD w postaci odbiorników WiFi, iPadów, kamer i kabli wszelkiej maści. Każdy z zawodników ruszał na tor sześciokrotnie, za każdym razem mając rower w innej specyfikacji.

“Największym pytaniem była różnica dla zawodnika pomiędzy rowerem szosowym z klasyczną kierownicą, rowerem szosowym z kierownicą do jazdy na czas, a rowerem w pełnej specyfikacji do jazdy na czas” – tłumaczył Jordan Roessingh, dyrektor techniczny Treka. Zawodnicy sprawdzali np. czy korzystniejsza jest jazda w pozycji aerodynamicznej, czy stojąc w pedałach.

SAMSUNG CSC

Można sobie zadać pytanie o to dlaczego drużyna przygotowuje się pod kątem jazdy na czas na torze, a nie w tunelu aerodynamicznym. Odpowiedź jest dość prozaiczna – mała ilość tuneli jest przystosowana do testowania rowerów, a oprócz tego koszty testów w tunelu aerodynamicznym są zbyt duże. Sama idea treningu na torze, który ma przygotować do górskiej czasówki chyba przypadła do gustu samym zawodnikom. Frank Schleck żartował, że teraz będzie mógł spróbować pobić rekord świata w jeździe godzinnej.

O tym czy testy, które odbyły się w styczniu przyniosą wymierne korzyści przekonamy się już w najbliższą niedzielę. Wiadome jest jednak, że z nie będziemy mogli oglądać w akcji Franka Schlecka, który nie wystartował w wyścigu z powodu kontuzji. Za jednego z faworytów do zwycięstwa można uznać Boba Jungelsa, który zwyciężył w klasyfikacji generalnie etapówki Etoile de Besseges, a także wygrał ostatni etap tego wyścigu, który kończył etapem jazdy indywidualnej na czas z niewielkim podjazdem na końcu, a na tym samym etapie Riccardo Zoidl zajął 4. miejsce.

Kuba Szymański

Źródło: Trek Factory Racing