Michał Podlaski (ActiveJet Team) w drugiej części wyścigowego dnia kolarza opisuje, co dzieje się tuż po zakończeniu zmagań.

W pierwszej części mogliście przeczytać jak wygląda dzień kolarza podczas wyścigu od poranka do czasu startu. Dziś o tym, co robimy po przejechaniu linii mety aż do położenia się do łóżka.

Etapy trwają z reguły 5-6 godzin, a więc na mecie jesteśmy około godz. 16-17. Kiedy zsiądziemy z roweru to od razu udajemy się do naszego autokaru, bo marzymy o tym, żeby po tylu godzinach kręcenia nogami w końcu sobie usiąść. Jak już trochę uda się odsapnąć to wtedy jest czas, żeby wziąć prysznic – mamy taką możliwość w naszym pojeździe, co jest bardzo dużym plusem, bo pozwala szybko się odświeżyć. Po wyścigu chętnych do kąpieli jest wielu, w autokarze zaczyna się robić tłoczno, ale prysznic może brać jednocześnie dwóch kolarzy, dlatego idzie to dość sprawnie. W międzyczasie pijemy odżywki, które przyśpieszają regenerację i tak czas mija. Ten fragment naszego dziennego planu pochłania godzinę albo półtorej.

Gdzieś około godz. 17-18 mamy czas, żeby zjeść kanapki przygotowane przez nasz sztab, ale cały czas jesteśmy w samochodzie. Każdy jest zmęczony, dlatego w dalszym ciągu sobie siedzimy, rozmawiamy, wymieniamy uwagi o tym, co wydarzyło się na wyścigu. Jak już zrobimy takie spokojne “zejście” organizmu z dużego wysiłku to można zajrzeć w telefon, ewentualnie zadzwonić do rodziny, czy jakoś się zrelaksować i tym sposobem robi się godz. 19. Potem wszystko zależy od tego, jaki jest plan na kolejny dzień.

Jeśli musimy się przemieścić przed kolejnym etapem, to zaglądamy do hotelu, bierzemy rzeczy i ruszamy w trasę do innego hotelu, a po drodze zatrzymujemy się jeszcze na jakiś posiłek. Jeśli nie, to po prostu w miejscu naszego pobytu jemy, odpoczywamy, jesteśmy masowani i szybko zbieramy siły przed kolejnym dniem na rowerze. A najlepszą regeneracją jest sen.

 

Źródło+foto: ActiveJet Team