guzPomimo ciężkiej kontuzji, której nabawiła się tuż przed mistrzostwami świata, Paulina Guz nie przestaje myśleć pozytywnie. Zapamięta z tego sezonu przede wszystkim mistrzostwo Polski, największy sukces w jej karierze.

Przede wszystkim jak zdrowie?

Dobrze, coraz lepiej. Dzięki pomocy władz miasta Dzierżoniowa i uprzejmości miejscowego szpitala jestem już po kilku zabiegach rehabilitacji stacjonarnej. Przede mną teraz turnus rehabilitacyjny, który ma mi zapewnić stałą opiekę specjalistów i jeszcze szybszy powrót do zdrowia. Co prawda do pełnej sprawności jeszcze dużo mi brakuje, ale najważniejsze, że widzę poprawę.

Czeka Cię teraz długa przerwa od roweru?

Tak, lekarze powiedzieli, że kolarstwo muszę odstawić na 3 miesiące, ale nie oznacza to jednak, że w ogóle w tym czasie nie mogę wykonywać żadnych aktywności fizycznych. Po 6 tygodniach, gdy kości się zrosną powinnam rozpocząć pierwsze lekkie ćwiczenia – basen, lekka siłownia, rower stacjonarny, może chodzenie po górach lub delikatne marszobiegi. Najważniejsze, żeby nie czuć bólu podczas ruchu.

Pamiętasz jak ta kraksa się wydarzyła?

Nie bardzo. Wiem tylko, że przeprowadzałam trening za samochodem i w drodze musiała być jakaś dziura, w którą niefortunnie wpadłam. W szpitalu okazało się, że doznałam tzw. złamania wybuchowego kręgosłupa w odcinku lędźwiowym. Konieczna była operacja, w celu stabilizacji kręgosłupa, wstawiono mi dwie śrubki i metalową płytkę.

Możesz opowiedzieć o wsparciu, jakie otrzymałaś w tym czasie od koleżanek i członków kadry?

Bardzo w tym czasie pomogli mi fizjoterapeuci w kadrze, którzy jako jedyni byli jeszcze we Włoszech, gdyż reszta kadry szkoleniowej musiała już wcześniej wyjechać do Hiszpanii. Odwiedzali mnie w szpitalu, załatwiali formalności i ciągle dopytywali o moje zdrowie, pomimo tego, że dzień po wypadku musieli jechać w długą podróż do Ponferrady. Byłam oczywiście w ciągłym kontakcie z trenerem Mariuszem Mazurem, trenerem zarówno kadry, jak i klubowym, który dbał abym była leczona w jak najlepszych warunkach i podtrzymywał na duchu, co w tym czasie było bardzo ważne. Także koleżanki, m.in. Ania Plichta, z którą mieszkałam w pokoju, bardzo mnie wspierały. Otrzymałam wsparcie od wielu osób, także spoza kadry, m.in. od koleżanek z klubu i głównego sponsora p. Władysława Piszczałki, za co jestem bardzo wdzięczna. Po powrocie do Polski, dr Robert Pietruszyński zorganizował mi jak najlepsze warunki do rehabilitacji, organizując wspomniany wcześniej turnus na oddziale rehabilitacyjnym. Dużo czasu spędziłam na telefonie, rozmawiając z wieloma osobami, które mimo odległości troszczyły się o moje zdrowie i wspierały w trudnych chwilach.

Jak spędzasz czas bez roweru?

Głównie na rehabilitacji, spacerach, choć z nimi też muszę uważać, by nie były za długie. Jeszcze nie mogę wykonywać ćwiczeń, więc dużo czasu spędzam po prostu na kanapie, gdyż leżenie jest jedyną komfortową pozycją nie wywołującą bólu.

Oglądałaś mistrzostwa świata?

Tak, ale tylko powtórki. Gdy dziewczyny jechały, leżałam wtedy w szpitalu i nie miałam możliwości. Dopiero po wyścigu, gdyż już znałam wynik, mogłam zobaczyć jak przebiegała rywalizacja.

Jak oceniasz ten sezon? W swoim pierwszym roku w elicie zdobyłaś mistrzostwo Polski.

Mistrzostwo Polski to zdecydowanie mój największy sukces w karierze. To był mój wyścig życia. Dzięki fantastycznemu przygotowaniu trenera Mariusz Mazura i wsparciu koleżanek z klubu oraz całej obsługi mogłam walczyć o najwyższe laury. Trochę dopisało mi szczęście, że tak sytuacja się ułożyła ale nie dostałam nic za darmo. Myślę, że moje inne występy na przestrzeni całego sezonu potwierdzają, że zwycięstwo w Sobótce nie było przypadkowe. Mistrzostwa Polski to impreza, która rządzi się własnymi prawami i na pewno zapamiętam je do końca życia.

Czyli wspominając w przyszłości sezon 2014 będziesz mieć w pamięci głównie biało-czerwoną koszulkę, a nie kraksę przed światowym czempionatem?

Zdecydowanie tak. Rok 2014 zawsze będzie dla mnie stał pod znakiem mistrzostwa Polski. Podchodzę do życia optymistycznie i staram się w każdej sytuacji szukać pozytywów. Będę chciała wrócić do kolarstwa jeszcze mocniejsza i prezentować koszulkę z orzełkiem jak najlepiej.

Myślisz już o przyszłym sezonie?

Tak. Zdaję sobie sprawę, że w pierwszej części sezonu nie będę tak mocna, jak bym chciała. Moim celem na ten okres jest powrót do dawnej dyspozycji, sprzed kontuzji. Na drugą część sezonu powinnam być już przygotowana optymalnie i będę chciała dalej jak najlepiej reprezentować mój klub LKS Atom Boxmet Dzierżoniów.

Rozmawiał Adam Sikora

Źródło: PZKol