Giro d'Italia 2014Wtorkowy etap Giro d’Italaia przyniósł kibicom wiele emocji, ale dla zawodników był to etap ogromnego wysiłku i dużego zamieszania na trasie. Przyniósł także zmiany w klasyfikacji generalnej.

Najwięcej na tym etapie stracił Rigoberto Uran (Omega Pharma-Quick Step), który musiał oddać koszulkę lidera na rzecz swojego rodaka Nairo Quintany (Movistar).

– W normalnych okolicznościach jazda na tym etapie wyglądałaby inaczej. Teraz jednak tracę minutę i 41 sekund do lidera. Ale wyścig się jeszcze nie skończył i cały czas będziemy walczyć o “różową koszulkę”.

Uran swoje duże straty tłumaczył zamieszaniem związanym z rzekomą neutralizacją etapu.

– Na Stelvio dostałem informację od Davide Bramatiego, że zjazd będzie kontrolowany przez motocykle z czerwonymi flagami, jednak, gdy zacząłem jechać w dół nie widziałem żadnych motocykli. Razem ze mną jechali inni kolarze, widziałem m. in. Rafała Majkę, ale nie zdawałem sobie sprawy, że Quintana odjechał. Po kilku kilometrach Bramati poinformował mnie, o przewadze ucieczki i dopiero wtedy zorganizowaliśmy pościg.

W trudnych warunkach dobrze odnalazł się Pierre Rolland (Europcar).

– Podczas tego etapu, w deszczu i śniegu, czułem się tak jak na moich treningach w Jurze. To dodało mi pewności na zjazdach, dzięki czemu dołączyłem do ucieczki. Niestety na finałowym podjeździe zabrakło mi sił, ponieważ przez cały etap bardzo mało jadłem i piłem. To był na prawdę szalony etap. Nawet tuż przed startem nie wiedzieliśmy, co się wydarzy, baliśmy się śniegu i niskiej temperatury, a na samej trasie było bardzo zimno.

Również Ryder Hesjedal (Garmin-Sharp) świetnie poradził sobie na 16. etapie i nawiązał tym samym do 2012 roku, kiedy wygrał cały wyścig Giro d’Italia.

– Wiem, że potrafię jechać z najlepszymi, w najtrudniejszych momentach. Ludzie chyba zapomnieli o moim zwycięstwie dwa lata temu, ale ja z każdym dniem tego wyścigu jestem coraz lepszy. Dziś byłem bardzo czujny, ale nie miałem szans z Quintaną. Czapki z głów dla niego. Mimo, że bardzo chciałem dziś wygrać, to jednak muszę przyznać, że to jemu należało się zwycięstwo. To on wykonał lwią część pracy w ucieczce, a mi udało się utrzymać jego koło.

Hesjedal odniósł się także do zamieszania związanego z neutralizacją etapu.

– Nie wiem, co się stało. Trzymałem się z dala od kłopotów i jechałem cały czas z tymi samymi kolarzami, a na końcu zjazdu okazało się, że mamy przewagę.

Najbardziej niezadowolony z tego etapu był Cadel Evans (BMC)

Na końcowym podjeździe zaczęły mnie łapać skurcze, w drodze do hotelu kulałem na jedną nogę. Żałuję, że tak się stało, bo normalnie dobrze reaguje na ekstremalne warunki. Dzisiejsza jazda była niedorzeczne – temperatura była poniżej zera, byłem odwodniony, a ciągłe podjazdy i zjazdy nie sprzyjały uzupełnianiu płynów. To był dzień na przetrwanie. Ostatnie dni pokazały, że w tym Giro wszystko się może zdarzyć i myślę, że na kolejnych etapach będzie podobnie.

Nairo Quintana (Movistar) z kolei tak podsumowuje wtorkowy etap:

– Nie rozumiem tego całego zamieszania. Nie otrzymałem żadnej informacji o neutralizacji, ani od organizatorów, ani odswojej drużyny.

Quintana zapewnił także, że to nie on zapoczątkował atak na zjeździe.

– Na zjeździe ze Stelvio Rolland i Hesjedal zaczęli bardzo mocno kręcić, więc razem z kolegą z zespołu złapaliśmy ich koło i jechaliśmy wraz z nimi. Z pewnością to nie ja atakowałem na zjeździe i nie otrzymałem żadnej informacji o neutralizacji.

Nowy lider Giro podkreślił także, że więcej czasu udało mu się nadrobić na podjeździe pod Martello.

– Więcej czas zyskałem jadąc w górę na Martello, niż podczas zjazdu ze Stelvio. To było decydujące.

Sikor