Alberto ContadorAlberto Contador (Tinkoff-Saxo) mocno podbudował się triumfem w Tirreno-Adriatico w perspektywie dalszych przygotowań do Tour de France. O to co Hiszpan powiedział po zakończeniu wyścigu.

Od lat “Wyścig dwóch mórz” uznawany jest za najlepsze przygotowanie do Mediolan-San Remo. Tegoroczna odsłona była jednak szczególnie trudna z uwagi na wysoki poziom sportowy. Na liście startowej włoskiej imprezy znalazło się zdecydowanie więcej gwiazd niż na trasie Paryż-Nicea.

Dla dysponującego świetną formą Alberto Contadora, zwycięstwo w Tirreno-Adriatico było bardzo ważne. Hiszpan pokonał swoich największych rywali z którymi będzie musiał zmierzyć się w lipcu podczas Tour de France.

 ” To było dla mnie bardzo ważne zwycięstwo. Przyjechałem tu, żeby walczyć. Nie spodziewałem się jednak, że wygram. W przeszłości spośród wielkich imprez na początku sezonu, wygrałem tylko Paryż-Nicea. Nie cieszę się jednak tylko z samego triumfu, ale także ze sposobu dzięki któremu udało mi się go zdobyć. Niedzielny atak na 30 km przed metą nie jest niczym codziennym i z pewnością, długo trzeba będzie czekać, żebym znów go powtórzył”, powiedział “El-Pistolero”.

“Na odprawie przed tamtym etapem powiedziałem kolegom, że chcę zrobić coś spektakularnego. Nie chciałem czekać do końca etapu. Musiałem wygrać w pojedynkę. Piątek naprawdę nie był dla mnie szczęśliwy. Straciłem tam sześć sekund do Kwiatkowskiego i w połączeniu ze stratą z drużynówki, myślałem, że już po wyścigu. Zwłaszcza, że Tirreno rozgrywa się ostatnio na sekundy. Ostatecznie udało się wygrać i to z dwuminutową przewagą!”, dodał.

“Czuję, że znów jestem na bardzo dobrym poziomie. Pracowaliśmy ciężko tej zimy i to przekłada się na zwycięstwa, a właśnie tego brakowało mi najbardziej. Nie spoczywam jednak na laurach i działam dalej. Wiele rzeczy jest jeszcze do zrobienia, ale wszystko idzie w dobrym kierunku. W każdym razie zyskałem bardzo dużą motywację przed kolejnymi startami. Zobaczymy jak to będzie na Volta a Catalunya”, zakończył lider Tinkoff-Saxo.

 

Foto: RCS Sport/La Presse

Andrzej Gucwa