Dzięki uprzejmości firmy Velo miałem okazje “potorturować się” przez kilka tygodni przy użyciu trenażera Tacx Booster. Booster to najwyższy model w serii opartej na oporze magnetycznym. W tej samej rodzinie występują jeszcze modele: Sirius, Blue Motion, Blue Matic oraz najprostszy Blue Twist.

Za przygotowanie naszej kondycji odpowiedzialne są dwa dyski, każdy zaopatrzony w osiem magnesów oraz dwukilogramowe koło zamachowe. Obiekt ten generuje maksymalny opór 1050W, czyli niewiele mniej niż Alessandro Petacchi przy rozprowadzeniu “Cava”.

Booster1

Ktoś, kto w życiu złożył  przynajmniej stolik z Ikei nie powinien mieć problemu z montażem Boostera. Moduł oporowy wchodzi w odpowiedni slot w zależności od średnicy koła, “poka yoke” z plastikową nasadką, dwa wkręty i gotowe.  Potem pozostaje tylko odetchnąć z głębokim uczuciem satysfakcji i napawać się chwilą „bycia bohaterem we własnym domu”. W pakiecie dostajemy również masywną podstawkę pod przednie koło z gumowym kołnierzem zapobiegającym uślizgom.

W rękach mamy solidny kawał żelastwa, w błogim błękitnym kolorze, który skutecznie napina nam mięśnie przedramienia. I oto chodzi, w chwilach gdy my będziemy przenosić całą siłę spod nogi, chcemy mieć pewność, ze system który utrzymuje nas w miejscu kilka metrów przed TV ( jeśli jesteś szczęściarzem ) lub metr przed ścianą ( jeśli jesteś mną ) nie rozpadnie się przy podniesieniu tyłka z siodła w udanej imitacji Michała Kwiatkowskiego (na zdjęciu trenujący na Boosterze).

Michał Kwiatkowski

Jak większość trenażerów stacjonarnych nogi są składane, także po treningu można zmniejszyć mu wymiar i odłożyć w odpowiedniej wnęce. Po rozłożeniu stabilnie zaś rozkracza się na podłożu, w dużej mierze dzięki ogumowaniu punktów kontaktu. Fanatycy ergonomii ruchu mogą co prawda narzekać, ze każda nóżka musi być rozkładana osobno (jeśli drapiecie się w głowę o co chodzi to zobaczcie rozwiązanie modelu Flow, nomen omen z serii Ergo), ale dzięki temu spalamy te 2 cenne kalorie więcej.

Mocnym, naprawdę mocnym punktem jest mocowanie tylnego koła. Gdy jeden raz ustawimy szerokość, już nigdy nie musimy majstrować przy śrubach. Zacisk i odpust zapewnia nam dźwignia o wystarczającym marginesie ruchu aby skutecznie unieruchomić, a następnie uwolnić rower z misek. Sama dźwignia jest też odpowiednio duża aby chwycić ją pewnie w dłoń i zaaplikować odpowiednią siłę. Montaż koła trwa więc mgnienie oka. Po zakończeniu tej błyskawicznej czynności prostym ruchem dociskamy rolkę do kola i voila, można szusować.

Booster2

Jeszcze nie całkiem.  Przyjrzyjmy się „opornikowi”. Rolka kontaktowa jest obudowana, także koło pracuje jakby w około trzycentymetrowej szczelinie. Tacx twierdzi, ze jest to ochrona przed ewentualnym poparzeniem się przy dotknięciu do rozgrzanego pracującego mechanizmu, lecz ja widzę też potencjalne ryzyko przedostawania się skrawków opony wewnątrz modułu. Zapewne użytkownicy długotrwali mogliby skomentować, czy jest to z mojej strony jedynie paranoja czy zasadna obawa.

Na kierownicy montujemy jeszcze manetkę zmiany oporu magnetycznego. Dzięki adapterowi możemy ją ściśle zamontować zarówno na kierownicach 25,4mm jak i 31,8mm. Uprzedzając fakty, ale pozostając w okolicy dodam, że  zmiany poziomów nie są może zbyt lekkie i gładkie, lecz i tak jest to progres w porównaniu ze starymi modelami Tacxa, do których dźwignie manetki najlepiej było dokupić w ilościach hurtowych,  łamały się na potęgę. Teraz plastik wytrzymuje zmiany biegów. Nie mogę jednak zapisać na plus znacznika oporu, najczęściej wskazuje on punkt  „pomiędzy” poziomami, wiec w warunkach deficytu umysłowego spowodowanego uporczywym rolowaniem możemy stracić rachubę czy jedziemy na poziomie piątym czy może szóstym.

booster-

Sam trening jest o tyle przyjemny, o ile jazda na trenażerze może w ogóle być. Ja generalnie wykorzystuje ten ciężki czas na nadrabianie zaległości muzycznych lub słuchanie audycji w radiowej Trójce. Oczywiście do czasu, gdy jeszcze się mogę na nich skoncentrować, bowiem pot zaczyna pojawiać się szybko. Praca trenażera jest bez zarzutu, sprzęt nie skowycze, nie jazgocze, generuje jednostajny szum, który nie jest specjalnie dokuczliwy. W tym istotnym parametrze Booster zdecydowanie bije na łopatki konkurentów. Szczególnie to doceniłem po jego zwrocie i przesiadce na własny sprzęt. Jazda jest też gładka i stabilna, co też jest wyczuwalne przy  zamianie trenażerów. Przy zmianie oporu bywa, ze doświadczamy uczucia jakby podnosiło nam tył. Taka niczym nie wytłumaczalna krótka lewitacja, która chociaż dość dziwna, jest bardzo przyjemna.

Booster jest zabawką dla mocnych nóg. Nie bez kozery używany jest na rozgrzewkach przez ekipy sponsorowane przez Tacxa. Jako uczestnik wyścigów masters w treningu byłem w stanie używać jedynie zakresu 1-5, powyżej jest już zbyt ciężko na kręcenie z kadencją min. 80, powyżej zaczynają się schody z interwałami. Co ciekawe poziomy 8-10 już kosmetycznie jedynie różnią się oporem, ale to już są naprawdę stoki Angliru.

Niewątpliwie przy użyciu Boostera można znakomicie zrealizować zimowy trening, kładąc nacisk na różne jego aspekty. Duży zakres biegów pozwala na specjalistyczne ćwiczenia kadencji czy siły, pozwala również płynnie przechodzić przez fazy treningu.

Ponieważ Booster jest najdroższym z modeli z oporem magnetycznym i kosztuje jednak sporo grosza, zaproponuje marketingowcom z Tacxa lekki wypas oferty poprzez dodanie w pakiecie bądź też „błękitnej” opony na trenażer (z nadzieją, ze jak już spróbujemy z nią jeździć to nie będziemy sobie wyobrażać jeżdżenia bez niej, co przyniesie jedynie dodatkowe zyski), bądź też komplet bidonów grup wspieranych przez firmę. Dodatkowy koszt byłby tu tylko pewnie w rozmiarze opakowania, bo przecież bidonów tych trzepie się na miliony. Taki pakiet świetnie wyróżniałby Boostera spośród tańszej konkurencji oraz niższych modeli Tacxa.

Od dziś do końca marca możecie kupić trenażer Tacx Booster w niższej cenie.

Szczegóły > tutaj


Bartek 

Foto: