Tomasz-JarońskiŻółta koszulka – Tak to w kolarstwie jest, że pierwsze tęczowe koszulki zdobywają w sezonie kolarze przełajowi. W tym roku „błotniacy” ścigali się w amerykańskiej miejscowości Louisville. Nocując akurat w Czechach (powrót z nart) miałem okazję zobaczyć zawody w tamtejszej telewizji. I jestem pod wrażeniem – liczby kibiców, trasy oraz Marianne Vos (oczywiście po czesku „Vosova”). Panna Vos triumfowała po raz szósty tytuł w karierze, a piąty z rzędu. Holenderka nie dała rywalkom żadnych szans, prowadząc prawie od początku do końca, czyli jak to mówi się na wyścigach konnych „z miasta do miasta”. Tęczowa koszulka to dla niej nie nowina, więc dodatkowo przyznaję jej jeszcze żółtą. A przy okazji, to przypomniałem sobie lata 80. i Grand Prix „Dziennika Ludowego”, kiedy to u nas, w Bieganowie, Słubicach, Gorzowie czy Pile, jeździli najlepsi cyclo-crossowcy, a i publiczności na trasie było co najmniej tyle co w USA…

Czarna koszulka – Mam wrażenie, granicząca ze stuprocentową pewnością, że w tym roku nie odczepimy się od serii przyznawania się do stosowania dopingu. Te informacje pojawiać się będą na równi z wynikami wyścigów. Cóż, taki jest świat, media i kolarstwo współczesne. Ostatnio spowiadał się Michael Rasmussen. Duńczyk nigdy nie był moim faworytem, gdyż jego przemiana podczas kariery kolarskiej z daleka pachniała rozmaitymi środkami. Teraz, w wywiadzie dla duńskiej TV, „Kurczak” (czy raczej „Brojler”) wali prosto z mostu, nie płacząc i nie kręcąc… A jednak, to jemu dam czarną koszulkę. Niech ma na zakończenie pokrętnej kariery.

Tomasz Jaroński