Bohater 12. etapu tegorocznego Tour de France, David Millar (Garmin-Sharp) zapewnia, że czas stosowania niedozwolonych środków ma już za sobą.

Nie wolno zapominać, że jestem byłym dopingowiczem. To zwycięstwo jest czymś szczególnym, ponieważ odniosłem je w dzień 45. rocznicy śmierci Toma Simsona. Mój sukces jest również symbolem, że można wygrać bez dopingu – powiedział 35-letni Millar po swoim triumfie na 226-kilometrowym odcinku trasy z Saint-Jean-de-Maurienne do Annonay.

David Millar w 2004 roku przyznał się do długiego stosowania EPO i został zdyskwalifikowany na dwa lata, swoje ostatnie „nie do końca czyste”  indywidualne zwycięstwo w Tour de France odniósł na 19. etapie w 2003 roku. Do kolarstwa powrócił trzy lata później i od tego czasu znów notuje zwycięstwa na swoim koncie, dwukrotnie triumfował między innymi na etapach Giro d’Italia (2008, 2011) oraz Vuelta a España (2006, 2009), w ubiegłym sezonie zajął 1. miejsce na 2. etapie drużynowej jazdy na czas w Wielkiej Pętli oraz był trzeci w klasyfikacji generalnej Eneco Tour.

35-letni Szkot jest czwartym zawodnikiem z Wielkiej Brytanii, który wygrywa etap tegorocznego Tour de France. Wcześniej po zwycięstwo sięgnęli członkowie Sky: Mark Cavendish (2. etap), Chris Froom (7. etap) oraz Bradley Wiggins (9. etap). Ten ostatni, podobnie jak David Millar, także wypowiadał się podczas tegorocznego Wyścigu Dookoła Francji na temat stosowania niedozwolonych środków.

Teraz doping można szybciej wykryć, kontrole antydopingowe przynoszą lepsze efekty, paszporty biologiczne weszły do użytku więc kolarzom trudniej stosować niedozwolone środki. Szanse, że zostanie się złapanym są dużo większe niż były. Wierzę, że ten sport się zmienił, możemy to zaobserwować patrząc na wygraną Rydera Hesjedala w Giro d’Italia i na to, co pokazał Chris Froome w Vuelta a España. Jeśli widzę takie zmiany, to tez staram się dawać z siebie wszystko, wkładam w moją pracę jeszcze więcej wysiłku niż wcześniej – czytamy w jednym z artykułów brytyjskiego dziennika „The Guardian”.

Tragiczna historia Toma Simsona

W upalne lato 13. lipca 1967 roku wydarzyła się tragedia angielskiego kolarza, Toma Simsona. Podczas wspinaczki na Mont Ventoux, Simson spadł z roweru. Mechanik drużyny, Henry Hall próbował przekonać go wtedy, aby się wycofał. Wystarczy Ci już, Tom – powiedział, ale Simson wsiadł na rower i pojechał dalej, chwilę później upadł po raz drugi i stracił przytomność, próbowano go ratować, ale bezskutecznie. Jako oficjalną przyczynę śmierci Anglika podano atak serca. Rankiem tego samego dnia, kiedy ostatni raz dane mu było uczestniczyć w wyścigu kolarskim, widziano go pijącego brandy, natomiast w tylnej kieszeni koszulki, którą miał na sobie podczas tamtejszego Touru, znaleziono dwa pełne opakowania amfetaminy i kilka pustych. Henry Hall przyznał później, że wystraszył się już w momencie, kiedy Simson zaczął jechać pod górę zygzakiem, obawiając się, że Anglik może przyjąć taki sam sposób zjeżdżania:

On jechał jak amator, od jednej strony drogi do drugiej, od czasu do czasu znalazł się w niebezpiecznym położeniu przy samej krawędzi drogi. Tam nie było żadnych barierek. Kiedy przekroczysz krawędź, lecisz w dół – powiedział po wyścigu Hall.

Źródło: www.radsport-news.com + własne

Magda

Foto: www.bettiniphoto.net

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments