Tom Boonen, faworyt Paris-Roubaix nie zawiódł oczekiwań. Któż jednak spodziewał się, że zwycięży on w takim stylu! Fenomenalny ponad 50 kilometrowy rajd z pewnością pozostanie w pamięci kibiców na długi czas. Boonen zatriumfował dzisiaj w tym wyścigu po raz 4, wyrównując rekord swojego rodaka – Rogera De Vlaemincka. Więcej, jako jedyny kolarz w historii triumfował dwukrotnie w Roubaix i we Flandrii w tym samym roku. 

Tom, przede wszystkim, dla kogo podniosłeś 4 palce na ostatnim okrążeniu i mecie na Velodrome ?
To było dla mojej dziewczyny – Laury, która została w domu i oglądała mój występ w telewizji. Chciałem w jakiś sposób ją pozdrowić, wiem, że ciężko pracuje i żałuje, że nie mogła być tutaj ze mną. To było dla niej, właściwie to wszystko jest dla niej! (śmiech)

Czy dociera już do Ciebie co osiągnąłeś w dzisiejszym wyścigu?
Tak, chyba tak… Normalnie staram się być szybki i liczę na mój sprint, raczej nie stosuję takich zagrywek jak dzisiaj. Jednak dzisiaj czułem się silny, pewien swojej formy. Pomyślałem, że to może być dobry moment i odjechałem. Wiedziałem, że będzie mi bardzo ciężko ale mam chyba dobrą intuicję i czułem, że mam dzisiaj silne nogi i że to może się udać.

Na Paryż-Roubaix można wiele zdziałać, ale czy spodziewałeś się, że aż tak wiele? I to samotnie?
Baa, dobre pytanie! Nie wiem… Wiem tylko, że jestem teraz silny… W ostatnich tygodniach czuję się bardzo dobrze ale wiadomo, że wyścigi to co innego i zawsze jest trudniej. Zazwyczaj do mety dojeżdża całą grupa dlatego z reguły liczę na mój sprint. Dzisiaj było inaczej, to naprawdę najpiękniejszy sposób w jaki mogłem wygrać.

Ale taki atak 50 kilometrów przed metą, to nie było samobójstwo?
Nie wiem czy jestem szalony czy nie, jadąc nie myśli się o takich rzeczach… To nie było planowane. Kiedy Nikki Terpstra opadł z sił pomyślałem, że musze spróbować chociaż przyznaję, jadąc samotnie pod wiatr myślałem, że umrę.
 
Jednak się udało! Co wyścig to rekord…
Tak to prawda, mam dobrą passę. Wygrałem dwukrotnie Roubaix i Flandrię w jednym sezonie i może to nic wielkiego, ale przecież moja kariera się jeszcze nie skończyła. Nie myślę o tym jednak zbyt wiele, po prostu skupiam się na dobrej jeździe. Dzisiejsza niedziela to jeden z najwspanialszych dni w mojej karierze, bo dzięki doświadczeniu dobrze rozłożyłem siły. Chyba w głębi serca wiedziałem, że zwyciężę.

Teraz przed Tobą i Twoim zespołem Ardeny, wygracie wszystko?
Zobaczymy (śmiech). Na razie delektuję się dzisiejszym zwycięstwem! Mój 4 triumf i zdecydowanie najpiękniejszy, to niesamowite.

Źródło: www.cyclismactu.net

Foto: bettiniphoto.net

Natalia