Ulubieniec kibiców Tour de France 2011 – Thomas Voeckler (Europcar) przyznał, że błędy taktyczne na etapie do Alpe d’Huez kosztowały go miejsce na podium wyścigu. Francuz twierdzi, że nigdy nie wierzył w zwycięstwo podczas francuskiej etapówki, jednak jest rozczarowany sposobem, przez który stracił żółtą koszulkę lidera i spadł na 4. pozycję w klasyfikacji generalnej.
„Nigdy nie wierzyłem w zwycięstwo w Tour de France”, powiedział Voeckler. „Naprawdę tak było. Myślę, że szczyt moich możliwości to podium. Po etapie do Plateau de Beille, powiedziałem sobie, że nie ma opcji abym stracił koszulkę w górach”.
Gdy Alberto Contador zaatakował na pierwszych kilometrach 19. etapu, na podjeździe pod Col du Telegraphe, Voeckler zdecydował się na samotną pogoń. Kolarz jadący w żółtej koszulce samotnie kontynuował pościg na kolejnym poważnym podjeździe – Col du Galibier. Dopiero gdy opadł z sił, zdecydował się poczekać na swoich kolegów z drużyny Europcar. Na ostatnim podjeździe pod Alpe d’Huez, Voeckler „strzelił” z grupki faworytów, gdy Ci podkręcili tempo.
„Teraz otwarcie o tym mówię, że straciłem drugie miejsce w Tour de France na Col du Galibier. Nie powinienem gonić Contadora i Andy`ego Schlecka za wszelką cenę”, powiedział. „Gdybym spasował w tym samym czasie co Cadel Evans… Może byłoby inaczej. Mój dyrektor sportowy powinien mi zabronić tej akcji”, kończy.
Andrzej







Święte słowa. I chwała mu za to, że potrafi się do tego przyznać.