Włosi czekają już trzy lata na zwycięstwo swojego zawodnika w Giro di Lombardia. Nie doczekali się tego również wczoraj, mimo aktywnej jazdy duetu Liquigas-Cannondale: Vincenzo Nibaliego oraz Ivana Basso.

Mimo tego że Nibali, miał grubo ponad minutę przewagi na szczycie Madonna di Ghisallo, to szczęście tego dnia nie uśmiechnęło się do Włocha. Zjazd z tego wzniesienia nie był wymagający, co ułatwiło pościg za byłym zwycięzca hiszpańskiej Vuelty.

„W ubiegłym roku, trzeba było wspiąć się na San Fermo zaraz po Colma di Sormano, za nim dojeżdżaliśmy do finałowego podjazdu. Tym razem, od Ghisallo było 30 km płaskiego do ostatniej przeszkody”, Nibali powiedział na mecie w Lecco. „Zawodnicy Sky ustawili swój pociąg i dyktowali mocne tempo. Oczywiście im było łatwiej na płaskim terenie, dając sobie zmiany i siedząc na kole”.

Nibali opowiada również o tym, dlaczego podjął decyzję o solowym ataku na kilkadziesiąt kilometrów przed końcem. „Miałem cały czas łączność z dyrektorem sportowym. Powiedział mi, że gdybym miał zaledwie 20 lub 30 sekund przewagi, muszę czekać na grupę. Jednak kiedy usłyszałem, że przewaga wynosi minutę i 40 sekund, wziąłem sobie to do serca i postanowiłem zaryzykować. Dałem z siebie wszystko. Oddałem w ten atak całe serce i duszę”.

Andrzej

 

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments