Serdecznie zapraszamy na rozmowę ze Szwedem, Fredrikiem Kessiakoffem (Astana), który specjalnie dla czytelników www.naszosie.pl opowiada o kończącym się sezonie, polskim kolarstwie, planach na przyszłość.

W tym roku wygrałeś Tour of Austria, to jedno z Twoich największych osiągnięć w zawodowym peletonie, jak oceniasz ten występ?

Jestem bardzo szczęśliwy, bo to było moje pierwsze zwycięstwo w zawodowym peletonie. Przełomowy był etap z metą na Kitzbühler Horn, który wygrałem, zdobywając też koszulkę lidera. Czułem wtedy wielką odpowiedzialność, chciałem utrzymać ją jak najdłużej, nie tylko dla siebie, ale też dla całego mojego zespołu. Po tym wyścigu pytano mnie, które zwycięstwo smakuje lepiej, to odniesione na szosie, czy to w kolarstwie górskim, jednak ja nie mogę tego porównywać, to dwie odrębne dyscypliny sportu.

Sezon 2011 jest już dla Ciebie skończony, czy wystartujesz jeszcze w jakimś wyścigu?

Przede mną jeszcze kilka występów we Włoszech. Sezon zakończę w połowie października, startując w Giro di Lombardia.

Musisz być już zmęczony tym sezonem, masz już w nogach wiele kilometrów, jechałeś w Tour of Austria, w hiszpańskiej Vuelcie, a także w Tour de Pologne…?

Tak, muszę przyznać, że to po długim sezonie jestem zmęczony zarówno fizycznie jak i psychicznie. Nie mogę doczekać się wakacji.

Odnośnie Tour de Pologne, naszego narodowego wyścigu, jak go oceniasz? Organizację, trasę, kibiców…?

To świetnie zorganizowany i fajny wyścig! To był mój drugi udział w Tour de Pologne, poza tym, w przeszłości brałem udział w innych, mniejszych, polskich wyścigach. Muszę stwierdzić, że polskie kolarstwo zrobiło duży krok naprzód, widzę to za każdym razem gdy wracam do Polski. Bardzo chciałbym, żeby i Szwecja w przyszłości organizowała podobną kolarską imprezę.

Czy miałeś okazję trochę lepiej poznać nasz kraj, podoba Ci się w Polsce?

Nie, niestety nie miałem takiej okazji. Jedynie 2 lata temu po wyścigu odwiedziliśmy kopalnię w Wieliczce.

Jeśli chodzi o Vueltę, w tym roku obfitowała w niespodzianki. Jak mógłbyś podsumować ten wyścig? Czy był to dla Ciebie dobry występ, a może patrząc w przeszłość jest coś co chciałbyś zmienić, poprawić?

Miałem dobry początek, po 10 dniach byłem w czołowej szóstce. Niestety wtedy zdarzyło się coś nieprzewidzianego, przyplątało się zatrucie pokarmowe. Tak to już jest, będąc codziennie w nowym hotelu, stołując się w innej restauracji, nie trudno o tą dolegliwość, szczególnie gdy organizm znajduje się na skraju wyczerpania… W przyszłym zdecydowanie weźmiemy ze sobą własnego kucharza!

A co sądzisz o mistrzostwach świata, które odbyły się w Kopenhadze? Tegoroczna trasa była niemal całkowicie płaska i faworyzowała sprinterów, nie masz poczucia niesprawiedliwości?

Górale nie mają realnych szans, aby wygrać na trasie jak ta. Tegoroczny wyścig w żaden sposób nie predestynował mnie, ani nikogo innego ze szwedzkiej drużyny, która nota bene liczyła tylko 3 kolarzy, co było dla nas dodatkowym utrudnieniem. W końcowym rozrachunku jednak, uważam, że nie ma w tym żadnej niesprawiedliwości. W tym roku swoją szansę mieli sprinterzy, w przyszłych latach trasy powinny być bardziej sprzyjające góralom, tak aby każdy miał swoją szansę, przynajmniej raz na kilka lat.

Na zakończenie, czy zdradzisz nam jakie są Twoje cele w przyszłym sezonie? Zamierzasz zostać w Astanie?

Mam podpisany z Astaną kontrakt na kolejny rok i muszę przyznać, że jestem bardzo szczęśliwy z tego gdzie jestem. Jestem zadowolony z szans, które dostaję, z tego, że mogę realizować swoje cele, jeździć dla siebie. Jeśli chodzi o przyszły rok to mówiąc szczerze, jedyne na czym mi zależy to zdrowie i możliwość zaprezentowania dobrej formy. A cele wybierzemy wspólnie, cała nasza drużyna.

Serdecznie dziękujemy za rozmowę, powodzenia!

Pozdrawiam

N. i A.

Foto: www.kessiakoff.com