Philippe Gilbert (Omega Pharma – Lotto), usprawiedliwia swój słaby występ na Mistrzostwach Świata w Kopenhadze, nieodpowiednią trasą pod jego umiejętności.

W przypadku każdego innego zawodnika, moglibyśmy podrapać się po głowie przed takim stwierdzeniem i lekko zaśmiać się pod nosem. W przypadku Belga, trzeba jednak chyba przyznać mu rację. Trasa kopenhaskiego wyścigu nie pozwalała na jakiekolwiek akcje, a gdyby była choć trochę bardziej selektywna, numer jeden rankingu światowego z pewnością by zaatakował. Najskuteczniejszy kolarz sezonu, znalazł się na mecie na 17. pozycji.

“Zawsze mówiłem, że nie byłem faworytem na tej trasie i to stwierdzenie okazało się prawdziwe”, powiedział bez ogródek.

“Chcieliśmy, aby wyścig był tak trudny jak to możliwe, ale Brytyjczycy i Niemcy mieli wszystko pod kontrolą. Zdałem sobie sprawę, że nie można było uciec i postanowiliśmy z Jurgenem (Roelandtsem), że to on będzie finiszował. Mogliśmy tę końcówkę rozegrać nieco lepiej, ale myślę że jego piąte miejsce nie jest złe, nawet jeśli mogło być lepsze”.

Andrzej