Dwa tygodnie wyścigu za nami, ponad 2500 km przejechanych, łącznie z Pirenejami. W dalszym ciągu nic nie jest wiadome. Poza tym że niespodziewany i sensacyjny lider Thomas Voeckler poczynił nieprawdopodobne postępy w jeździe po górach i do Alp prawdopodobnie dojedzie w żółtym trykocie.
.
Piszę prawdopodobnie, patrząc na to co działo się przez te dwa tygodnie, zwłaszcza na ilość kraks które wyeliminowały sporą grupę zawodników mających walczyć o czołowe miejsca, a i tych którzy dalej jadą nie oszczędzały, chociażby Alberto Contador czy Robert Gesink.
.
Francuz pokazał wspaniałą determinację i wolę walki na trudnych, górskich etapach, nie dał się zgubić faworytom, jechał bardzo mądrze i czujnie, budząc zdziwienie nie tylko kibiców, ekspertów ale przede wszystkim zawodników którzy mają walczyć o końcowy sukces braci Schleck, Basso, Evansa, Contadora czy Samuela Sancheza. Sam zainteresowany twierdzi, że przed nim bardzo trudne etapy w Alpach, że nie jest przygotowany na walkę o zwycięstwo. Jednak po tym co pokazał, jest realna szansa by utrzeć nosa “wielkim” tego wyścigu. Ależ byłaby to sensacja w Paryżu.
.
Co by nie powiedzieć, Voeckler, już stał się bohaterem tegorocznego TdF i pewnie tanio skóry nie sprzeda. O końcowym sukcesie może zadecydować szczegół, taki jak : defekt, dyspozycja dnia, kryzys, gapiostwo, chwila zawachania,czy też kraksa – której nikomu nie życzymy.
,
Tak więc ostatni tydzień zapowiada się bardzo emocjonująco, bo nic nie jest wiadome, nikt nie odkrył kart, a kandydatów do końcowego sukcesu bardziej przybyło niż ubyło.
,
Artur