Może by tak małe podsumowanie ostatniego tygodnia? Obfity w wydarzenia, stres, sukcesy, porażki, przewyższenia i co najważniejsze starty, jednym słowem Tour of Turkey.

Tak się zastanawiam, czy powinienem narzekać, czy powinienem być zły?? W sumie nigdy w życiu nie pojechałem wyścigu HC tak dobrze, oczywiście po cichu liczyłem na utrzymanie dłużej koszulki lidera, ale na wyścigu ośmioetapowym było aż sześciu liderów, więc jest to jednoznaczne z poziomem i zaciętością startujących teamów.

Ja swój dzień też miałem, dwa miejsca na podium dają dużo satysfakcji i są mi niesamowicie potrzebne po słabych klasykach wiosennych a przed bardzo ważnymi startami takimi jak California czy Tour de Suisse. Pracowałem bardzo dużo, dwa bardzo długie zgrupowania, ciągle poza domem, w którym nie byłem w tym roku ciągiem 10 dni, co przy małym dziecku, które podobnie jak tato strasznie tęskni, nie jest sprawą lekką. Tym bardziej się cieszę, że mój organizm mnie nie zawiódł i w decydujących momentach wyścigu mogłem utrzymać się z najlepszymi pod górę i nawiązać walkę na finiszach ze świetnymi sprinterami.

Zawsze sobie powtarzałem „rób swoje, działaj spontanicznie, ufaj swojej intuicji i zmysłowi taktycznemu” wiem, że jak mam nogę potrafię zaskoczyć nawet sam siebie. Radość dla mnie i dla Was – oby jak najczęściej w tym sezonie.

Źródło: www.huzarski.pl