Jak zawsze prolog to dla mnie ciężka sprawa, ale tak już jest. Jutro jedyna meta pod górę… właściwie to pół mety, bo dwa razy jak jechaliśmy Leysin w 2002 i 2006 roku to zaczynaliśmy z Aigle i podjazd miał 17km, teraz od drugiej strony dojedziemy do ostatnich 7km z których pierwsze trzy są najcięższe. Wolałem tą pierwszą opcję, z reguły potrzebuję czasu na przepalenie się a tu od razu w pierwszy dzień meta pod górę do tego skrócona.

Chcę pojechać jak najlepiej, wiadomo, Ivan się nie „czuje” i startujemy jutro z tego samego poziomu. Najważniejsze jest Giro ale gdyby udało się jutro powalczyć to hamować nie będę.

Źródło: www.sylwesterszmyd.pl