Właściwie nie spodziewałem się, że bez startów, z „zamuloną” nogą po zgrupowaniu wysokogórskim, na najcięższym etapie Trentino, wejdę w dychę. Do tego zaraz po zjeździe z wysokości. No ale tak lepiej.

Znów mnie ścięła zmiana rytmu po skoku Scarpy i wisiałem sto metrów za pierwszą grupką. Poza tym umawiałem się z nim, że to ja miałem skoczyć w końcówce a nie on… Generalka mnie nie interesuje, przyznam, że jeśli dobrze wypocznę to wolę powalczyć o generalkę na Romandii, wyścig pro tour i w Leysin bardzo ładna meta pod górę. Jechałem tę metę w 2006r, etap wygrał Contador, ja w „dychu” na mecie i chyba w generalce… już nie ta pamięć!

Źródło: www.sylwesterszmyd.pl