Ktokolwiek widział ktokolwiek wie gdzie jest moja forma choćby ta z zeszłego roku proszę o kontakt, dla znalazcy przewidziana nagroda.

A teraz na serio.

Kolarstwo w takim wydaniu mnie nie cieszy. Myślę że dla każdego człowieka praca, nawet jeśli jest to kolarstwo, powinna być przyjemnością, inaczej z dnia na dzień jesteśmy bardziej zmęczeni co nie przynosi żadnych dobrych efektów. Kolarstwo nawet to w najcięższym wydaniu, zawodowe, może być przyjemnością, ale do tego potrzeba choć trochę przyzwoitej nogi. Po obozie w Sierra spodziewałem się więcej, jest inaczej choć nie wiem dlaczego i źle się z tym czuje bo nie wiem gdzie popełniłem błąd. Wykonałem kawał pracy i mam nadzieję, że nie poszło to na marne a problemy te są przejściowe. Inna sprawa to to, że na Belgijskich dróżkach nigdy nie czułem się dobrze bo wyścigi te po prostu mi nie odpowiadają. Wiem, że wytłumaczenie to żadne ale chcę się jakoś przed sobą usprawiedliwić żeby nie pogrążyć swojej nadszarpniętej już psychiki.

Teraz muszę pomyśleć co zrobić, czy realizować nakreślony plan czy po swojemu, po staremu, bardziej spontanicznie podejść do swojej pracy. Żona powiedziała mi ostatnio, że nowości mi nie służą i chyba ma rację. W zeszłym roku 10 dni zgrupowania i z wyścigu na wyścig a w przerwie tylko odpoczynek i raz na jakiś czas dłuższy trening i noga była jak ta lala. Problem jest w tym, że teraz zbytnio nie ma kiedy odpocząć, w weekend klasyki we Francji, w następny piątek lecę do Turcji, później może grody a 8 maja wieczorem wylot do Californi, później Szwajcaria, MP i Austria. W mojej obecnej dyspozycji przeraża mnie trochę ten program, ale jednak w wyścigach etapowych powinienem czuć się znacznie lepiej czego dowodem była choćby tegoroczna Ruta del Sol.

Ok. hwacit żeby nie było, że się użalam 🙂

Źródło: www.huzarski.pl