Ostatni miesiąc:

9 stycznia wyjechałem z domu, od tego czasu przebrnąłem przez serię badań, prezentację w Amsterdamie, zgrupowanie na Majorce i pierwsze starty. Tanta roba jak to mówią włosi, ponad miesiąc poza domem, można, wpaść w depresję.

Początek zgrupowania przejechałem spokojnie, wstyd mówić, że w najwolniejszej grupie? po grudniu w kraju brakowało mi w sumie wszystkiego, oprócz chęci do jazdy na rowerze. Pod koniec zgrupowania już więcej ćwiczeń, zarówno po płaskim jak i w górach, interwały pod słynną górę Cura (Ronda) i sporo znajomych twarzy mijanych na treningach. Pogoda bardzo dobra, przez cały mój pobyt na wyspie padało jeden raz, wiec można by rzec super.

Pierwsze wyścigi, hmm no cóż liczyłem na więcej, ale panowie Hiszpanie szybko sprowadzili mnie na ziemię i pokazali że na ich ziemi oni rozdają karty. W sumie dla nich te wyścigi są tak samo ważne jak dla nas Solidarka czy Grody więc dziwić się nie ma czemu że pod górę średnio w okolicy 400 wat wystarczy żeby wjechać na setnej pozycji, choć to i tak połowa stawki. Ja tradycyjnie początki mam ciężkie, czekam aż się noga zakręci, a wiem, że jak się zakręci będzie git. Grunt to robić wszystko po swojemu i spokojnie. Alle Alle i do zobaczenia na trasie.

Wpadnijcie czasem do galerii jest sporo zdjęć można rzucić okiem > www.huzarski.pl

Foto: Team NetApp