Igor Astarloa zareagował ze złością na wiadomości Międzynarodowej Unii Kolarskiej (UCI), która ogłosiła wczoraj zawieszenie Hiszpana na dwa lata i grzywnę w wysokości 35.000 euro, mimo tego że zawodnik nie ściga się od ponad roku.

W rozmowie z hiszpańską agencją informacyjną Deia, były mistrz świata nazywa sankcję “absurdalną i śmieszną”, odmawiając zapłaty grzywny, tłumacząc że jego ostatni zespół, Amica Chips, nigdy nie zapłacił mu jego zalegających należności.

“Dla mnie to jest absurdalne. Zakończyłem się ścigać po Vuelta a Asturias w 2009 roku, ale w tym sporcie nawet gdy jesteś na emeryturze, nie pozostawią cię w spokoju. Mógłbym powiedzieć, że to mnie nie obchodzi, ponieważ nie jestem już kolarzem i kara mi nie przeszkadza”.

Hiszpan zwraca też słuszną uwagę, że nigdy nie został udowodniony mu pozytywny wynik kontroli dopingowej, przedstawiano mu tylko anomalie w jego badaniach. „Byłem kontrolowany tysiące razy, o każdej porze, w każdym miejscu, ale nigdy nie byłem pozytywny”, powiedział Astarloa.

Sankcje zostały oparte na nieprawidłowych wartościach krwi, które kontrolerzy UCI znaleźli w jego paszporcie biologicznym. Szczęśliwy mistrz świata z  2003.r był jednym z pierwszych pięciu zawodników, którzy „nadziali się” na nową broń UCI w walce z dopingiem.

Jeśli chodzi o grzywnę, Astarloa dodał, że jest to “śmieszne”.

“Z czego mam płacić, jeśli nie otrzymałem jeszcze większości pensji od byłej drużyny? UCI wie dobrze, że ani ja, ani moi koledzy z drużyny nie otrzymaliśmy jeszcze pieniędzy i to jest powód dla którego Amica Chips się rozpadło”.

Astarloa, który został zwolniony z niemieckiego zespołu Milram w maju 2008 r. ścigał się dla Amica Chips w 2009 roku. Jednak zespół w którym ścigał się również Michał Gołaś miał problemy finansowe i rozpadł się w połowie sezonu.