Bardzo ciężkie trzy dni, trzy klasyki zwane potocznie Trittico Lombardo. Faktycznie nie da się tego przejechać jednym składem, ale nasz dyrektor nie zna najwyraźniej słowa litość i poddał nas tej jakże ciężkiej próbie. Skutek jest taki, że rozbolało mnie kolano, kręgosłup ledwo dawał radę a wynik nie powala a wręcz lekko dołuje 2:1 bo tylko ostatni wyścig ukończyłem.

Niejednokrotnie pisałem, że często bierzemy na siebie ciężar wyścigu, tym razem nie było inaczej. Skutkiem tego tak się wycięliśmy pierwszego dnia, że drugiego wszyscy zeszli z trasy, wcześniej lub później ale jednak. Ogólnie wyścig był bardzo ciężki bo ukończyło raptem 35 zawodników (Coppa Agostoni). Podczas Tre Valli natomiast, było nieźle do czasu wielkiej kraksy w peletonie, po której to zostałem sam z Viscontim i przez trzy rundy musiałem wziąć wszystko na klatkę, skutkiem czego gdy odbiłem na dwie rundy do końca nawet nie myślałem o przejechaniu ostatnich 15 km tylko o jak najszybszym dotarciu do autobusu, chwili odpoczynku i zimnym prysznicu. Na Bernocchi (trzeci z klasyków) było już spokojniej choć też ciężko, peleton często rwał się i schodził, wszystko zmieniało się bardzo szybko. Ale dzisiaj noga jakby lepiej się kręciła więc nie było większych problemów z jazdą w czołówce.

Na plus z tych trzech dni można drużynie zapisać dwa miejsca w pierwszej dziesiątce i z pewnością podniesienie poziomu maksymalnego wysiłku o parę punktów 😉 oj ciężka rola pomocnika/ów.

Foto: Robert Słupik