Piątek 10:48 – wpadam na metę w Izraelu, 14:00 po dekoracji, kontroli antydopingowej i przejażdżce docieram do hotelu; kąpiel, obiad, chwila wolnego (jedyna okazja na kąpiel w morzu tego lata…), smsy, telefony, pakowanie i 23:30 wyjazd z hotelu na lotnisko. 2:00 docieramy do portu lotniczego w Tel Aviwie i niespodzianka – nasz lot o 6:00 odwołany, lecimy o 13:00. Koczowanie na lotnisku – jedni próbują spać na krzesłach, inni na posadzce lub torbach z rowerami… Miła Pani z Lotu organizuje hotel, do którego docieramy nad ranem. 3 godziny snu i spowrotem na lotnisko. W podróży samopoczucie tragiczne – brak snu, ból głowy, nogi koszmarnie rwą po wyścigu… Cięzko znaleźć sobie miejsce. W Warszawie kolejne 3 godziny czekania na lot do Wrocławia – całe szczęście specjalnie dla nas Polskie Linie Lotnicze podstawiły większy samolot, bo w planowym nie było juz miejsc. W między czasie reklamacja – w Tel Aviwie niestety zgubili moją walizkę :(. Przed 23 wreszcie docieramy do Karpacza. Pobudka po 6, bo już o 9:30 kolejny start – Górskie Mistrzostwa Polski na szosie… Wygrywam!!!

Wygląda na to, że im bardziej jestem “zabita” tym lepiej mi idzie. Byłam przekonana, że nogi będą odmawiały posłuszeństwa przy każdej próbie mocniejszego nacisku na pedały, tymczasem okazało się, że całkiem nieźle zniosły trudy podróży i nawet zdążyły się nieco zregenerować po Mistrzostwach Europy. Oczywiście ból był, jak zawsze na wyścigu, ale nie tak potężny jakiego bym się spodziewała.

Przed wyścigiem trener Andrzej Piątek dał nam zalecenia taktyczne i (w związku z wycofaniem z kolarskich wyścigów radia dającego łączność trenerowi z zawodnikami) przekazał sterowanie ekipą na moje barki z uwagą – “jeśli nie będziecie w stanie wygrać, to trzeba zrobić tak by przynajmniej dwie pomarańczowe były na podium w elicie, a Paula Gorycka wygrała w kategorii młodzieżowej”. Wzięłyśmy sobie jego uwagi do serca i nieskromnie przyznam, że jestem dumna, jak cała drużyna pięknie pracowała pod moim dowództwem :). Na pierwszych trzech z pięciu okrążeń (Borowice – Podgórzyn – Sosnówka) rewelacyjnie jechała Magda Sadłecka, która wpierw kilkukrotnie atakowała i niewiele zabrakło by sama odjechała peletonowi, potem narzuciła mocne tempo na podjeździe przygotowując tym samym grunt pod atak mój i Pauli Goryckiej. Gdy ryszyłyśmy mocno do przodu, utrzymała się z nami tylko Paulina Brzeźna. Oczywiście dla nas sytuacja znacznie korzystniejsza (dwie na jedną…), ale i tak wiedziałyśmy, że nie będzie lekko i aby wygrać, musimy wykorzystać naszą liczebną przewagę. Dlatego na szczycie zaatakowała Paula Gorycka, udało jej się uzyskać kilkanaście metrów przewagi, którą powiększyła jeszcze na zjeździe i płaskim odcinku. Tymczasem do mnie i goniącej Pauliny Brzeźnej dojechała Ania Harkowska – chyba najaktywniejsza zawodniczka w polskim peletonie. W połowie podjazdu zaatakowała, zostawiając na kilka metrów z tyłu Paulinę. Wykorzystałam ten atak i dogoniwszy Anię, “poprawiłam” i z całych sił do końca podjazdu utrzymywałam jak najwyższe tempo. Na szczycie miałam już kilkadziesiąt sekund przewagi, tak więc z przodu poczekać na mnie mogła Paula Gorycka. Dzięki temu razem pracowałyśmy na zjeździe i bardzo wietrznym płaskim odcinku powiększając przewagę. Między sobą zaczęłyśmy ściganie na ostatnim kilometrze. Udało mi się zachować więcej sił i przy pomocy moich lokalnych kibiców oderwałam się na kilkanaście sekund :). Tym samym wywalczyłam tytuł Mistrzyni Polski w elicie, Paula zdobyła srebro i wygrała w kategorii do lat 23. Za nami finiszowała Paulina Brzeźna. Szósta do mety dotała jeszcze Magda Sadłecka. Tak więc lepiej być nie mogło 🙂

Teraz wreszcie upragnione dwa dni odpoczynku w domu :))). Tylko słońce mogłoby nieco złagodnieć… Na moim poddaszu jest 40 stopni!!!

Źródło: www.majawloszczowska.pl

Foto: Robert Słupik (naszosie.pl)