Można by coś napisać o zakończonych wczoraj Grodach. Zastanawiam się mocno co mam napisać, tak żeby się znowu pół Polski nie obraziło.

Może zacznę tak: napisałem przed startem że muszę pojechać sprytnie i mądrze, wykorzystać siłę innych i jechać czujnie. Jadąc bez drużyny stojąc u boku ośmioosobowych drużyn, dla których wyścig ten jest przecież jak wiosennie MP skończyłem drugi w klasyfikacji generalnej. Powodów do narzekań nie mogę mieć, szkoda mi tylko etapu do Dzierżoniowa, wyszło jak wyszło, walka o przetrwanie w stylu po trupach zalatywała trochę LZSem, a taktyka jazdy na lidera który dwa dni pod rząd w odjeździe nie daje zmian według mnie i chyba nie tylko mnie mija się troszkę z celem. Gratulacje dla chłopaków z Mroza, trzy razy pod rząd skopać faworyta na jego terenie, piękny hart trick w którym i ja miałem swój udział dwa lata temu. Szczęście jak widać nie opuszcza pana Piotra K, który trafia na bardzo dzielnych, ambitnych i walecznych kolarzy przy beznadziejnie minimalnym wkładzie finansowym, oby choć w tym roku dał Wam chłopaki przynajmniej złamanego grosza premii lub podwyżki. Ale czego my tu wymagamy – oby nie było gorzej!!.

Ja pojechałem tak jak chciałem, byłem niezły, ale nie bardzo dobry. Byłem tez sam i to kosztowało mnie sporo sił, zawaliłem pierwszy etap, w momencie gdy atakował Rutek powinienem iść za nim, tak sobie powiedziałem przed ostatnimi Podgórkami, na szczyt z pierwszymi a później muszę być w każdym odjeździe. Ten jeden przegapiłem i kosztowało mnie to sporo sekund, sekund których nie udało się odrobić. Rutek – jak ma nogę, a ewidentnie ma dobrą nogę, jest kozak. To nie podlega wątpliwości, pod górę nie da się go urwać, tym bardziej na zjeździe, na czas potrafi pojechać a jeszcze w koszuli lidera jest dodatkowo zmotywowany, że będzie na finiszu ostatniego etapu w dziesiątce wiedziałem przed startem – w końcu jeździliśmy razem kilka lat tworząc całkiem niezły duet. Dlatego ta druga lokata to max jaki mogłem tu osiągnąć.

Na koniec kilka zdań o czasówce, Bodzio jest dla mnie faworytem MP na czas, oczywiście Maciek będzie groźny ale niezagrożony, Łukasz jest dobry co dwa lata, możecie się śmiać ale poczekajcie jeszcze trochę a zobaczycie. Ja pojechałem dobrze, nie bardzo dobrze ale dobrze. Jechałem tak jak potrafiłem najlepiej, wiedziałem że ciężka jest końcówka i tu trzeba mieć czym nacisnąć, miałem wszystkie międzyczasy do Tomka Marczyńskiego, praktycznie co kilometr wiedziałem jaka jest sytuacja i właśnie na końcowych kilometrach czasówki odjechałem mu na te kilkanaście sek. Cały czas analizowałem swoją prędkość, mam swój styl jazdy na czas i swoja taktykę, wiedziałem, że jadę mocno ale nie będę w stanie wygrać. Po prostu noga nie kręciła się odpowiednio. Może i lepiej bo po południu była by masakra a tak był etap w miarę spokojny.

Kwiatek był moim faworytem od pierwszego etapu, widziałem z jaką lekkością kręcił pod Kapelę i Podgórki. Dlatego gdy na drugim etapie popuścił w końcówce pod Walim wiedziałem, że teraz trzeba jechać wszystko żeby uciec mu przed czasówką na której jak widać pojechał najlepiej z faworytów. Chłopak ma talent i na pewno w Hiszpanii nie pozwolą mu go zmarnować.

Teraz ciąg dalszy wakacji, następne ważne wyścigi na krótko przed MP, w miedzy czasie może Czestochowa, może coś na MTB dla zmiany otoczenia i rytmu – zobaczę – teraz czas na odpoczynek i czas przede wszystkim dla rodziny.

Źródło: www.huzarski.pl

Foto: naszosie.pl (Robert S.)