Wczoraj zakończyłem Giro del Trentino, 23 miejsce w klasyfikacji generalnej nie jest żadnym szałem i pewnie nikogo na kolana nie powali, ale ja się cieszę, że pomimo mojego nędznego samopoczucia udało mi się pojechać dobry i w miarę równy wyścig.

Trasa wyścigu cięższa niż rok temu, zdecydowanie więcej podjazdów i dużo cięższe mety niż rok temu. Ogólnie podczas wyścigu było cały czas mocne tempo, kolarze odpadali podczas tzw. selekcji naturalnej, po prostu słabsi nie wytrzymywali tempa. Ostatecznie wyścig rozgrywał się na ostatnich kilometrach, które oprócz etapu trzeciego prowadziły pod górę. Winokourow miał chyba piątkę w szkole z matmy bo wyliczył sobie czas potrzebny do zwycięstwa co do tysięcznych części sekundy, wygrywając go ostatecznie z przewagą 16/1000 sek nad Ricco.

O ITT już pisałem. Etap drugi do San Martino di Castrozza, podjazdu który znałem z zeszłorocznego Giro wiedziałem że mogę pojechać dobrze, ta góra nie jest ciężka, pasuje mi bo jest o stałym niezbyt dużym nachyleniu. Od początku etapu mieliśmy wysokie tempo, do póki oczywiście nie odjechał odjazd, następnie peleton kontrolował przewagę w okolicy 5 min, można powiedzieć, że nie był to bardzo ciężki etap poza ostatnimi kilometrami przed metą. Wiadomo, że pod górę wiele się nie wymyśli i gdy panowie zaczynają się zabawiać robi się ciężko, mi się zrobiło ciężko na około 2 km do mety, przyjechałem ze startą 21 sek na 21 pozycji. W sumie mogę być zadowolony.

Trzeci etap to powtórka wczorajszego finiszu + 10 km pod górę ekstra co daje ciekawą liczbę 24 km podjazdu zaraz po starcie. Pierwsze 4 przejechaliśmy spokojnie, później zaczęła się lekka zabawa, kilkunastu śmiałków szukało swojej szansy w odjeździe i dopóki nie odjechali było wysokie tempo. Gdy odjechał odjazd, do pracy od razu zabrała się Flaminia utrzymując przewagę ucieczki w okolicy 2 min. Podjazd ciężki bo długi, wjeżdżaliśmy wysoko więc również zrobiło się zimno, następnie szybkie i niebezpieczne zjazdy i dalej do mety góra dół. Ucieczkę doszliśmy na ostatnim podjeździe przed metą, wcześniej ustaliliśmy, że dzisiaj postaram się pomóc Clarkowi. Wyprowadziłem go do samego przodu i zostawiłem na 200 metrów do mety jadąc z pierwszej pozycji, Simon zafiniszował piąty przegrywając z Petacchim, Ferrarim, Lorenzetto i zwycięzcą etapu Bertolinim. Z nimi przegrać to nie wstyd więc byliśmy zadowoleni.

Ostatni czwarty etap był naprawdę ciężki, choć tempo było równe, mieliśmy strasznie ciężki teren, nie wiem czy było 5 km po płaskim przez cały dzień. W odjeździe pojechał Clarke i Belkov wiec dla nas super układ, ja i Rujano czekaliśmy do ostatniego podjazdu. Tej góry obawiałem się najbardziej, znałem ją z zeszłego roku, wiedziałem że mogę nie dać rady bo jest ona dla mnie po prostu za ciężka. Nie mam takich możliwości jazdy po górach, żeby wytrzymać tempo pierwszych. Odpuściłem na około 4 km do mety, tracąc do Pozzovivo 3:11. Wyniki etapu jak po jeździe indywidualnej na czas, wszyscy przyjeżdżali pojedynczo lub w grupkach 2-3 osobowych. Niesamowita góra. <br>

Dzisiaj dzień odpoczynku a jutro kolejny wyścig z mojego kalendarza Giro dell’Appennino, wyścig na którym rozbiłem się dość dotkliwie kilka lat temu.

Źródło: www.huzarski.pl

Wczoraj zakończyłem Giro del Trentino, 23 miejsce w klasyfikacji generalnej nie jest żadnym szałem i pewnie nikogo na kolana nie powali, ale ja się cieszę, że pomimo mojego nędznego samopoczucia udało mi się pojechać dobry i w miarę równy wyścig. Trasa wyścigu cięższa niż rok temu, zdecydowanie więcej podjazdów i dużo cięższe mety niż rok temu. Ogólnie podczas wyścigu było cały czas mocne tempo, kolarze odpadali podczas tzw. selekcji naturalnej, po prostu słabsi nie wytrzymywali tempa. Ostatecznie wyścig rozgrywał się na ostatnich kilometrach które oprócz etapu trzeciego prowadziły pod górę. Winokourow miał chyba piątkę w szkole z matmy bo wyliczył sobie czas potrzebny do zwycięstwa co do tysięcznych części sekundy, wygrywając go ostatecznie z przewagą 16/1000 sek nad Ricco. <br>
<br>
O ITT już pisałem. Etap drugi do San Martino di Castrozza, podjazdu który znałem z zeszłorocznego Giro wiedziałem że mogę pojechać dobrze, ta góra nie jest ciężka, pasuje mi bo jest o stałym niezbyt dużym nachyleniu. Od początku etapu mieliśmy wysokie tempo, do póki oczywiście nie odjechał odjazd, następnie peleton kontrolował przewagę w okolicy 5 min, można powiedzieć, że nie był to bardzo ciężki etap poza ostatnimi kilometrami przed metą. Wiadomo, że pod górę wiele się nie wymyśli i gdy panowie zaczynają się zabawiać robi się ciężko, mi się zrobiło ciężko na około 2 km do mety, przyjechałem ze startą  21 sek na 21 pozycji. W sumie mogę być zadowolony.<br>
<br>
Trzeci etap to powtórka wczorajszego finiszu + 10 km pod górę ekstra co daje ciekawą liczbę 24 km podjazdu zaraz po starcie. Pierwsze 4 przejechaliśmy spokojnie, później zaczęła się lekka zabawa, kilkunastu śmiałków szukało swojej szansy w odjeździe i dopóki nie odjechali było wysokie tempo. Gdy odjechał odjazd, do pracy od razu zabrała się Flaminia utrzymując przewagę ucieczki w okolicy 2 min. Podjazd ciężki bo długi, wjeżdżaliśmy wysoko więc również zrobiło się zimno, następnie szybkie i niebezpieczne zjazdy i dalej do mety góra dół. Ucieczkę doszliśmy na ostatnim podjeździe przed metą, wcześniej ustaliliśmy, że dzisiaj postaram się pomóc Clarkowi. Wyprowadziłem go do samego przodu i zostawiłem na 200 metrów do mety jadąc z pierwszej pozycji, Simon zafiniszował piąty przegrywając z Petacchim, Ferrarim, Lorenzetto i zwycięzcą etapu Bertolinim. Z nimi przegrać to nie wstyd więc byliśmy zadowoleni. <br>
<br>
Ostatni czwarty etap był naprawdę ciężki, choć tempo było równe, mieliśmy strasznie ciężki teren, nie wiem czy było 5 km po płaskim przez cały dzień. W odjeździe pojechał Clarke i Belkov wiec dla nas super układ, ja i Rujano czekaliśmy do ostatniego podjazdu. Tej góry obawiałem się najbardziej, znałem ją z zeszłego roku, wiedziałem że mogę nie dać rady bo jest ona dla mnie po prostu za ciężka. Nie mam takich możliwości jazdy po górach, żeby wytrzymać tempo pierwszych. Odpuściłem na około 4 km do mety, tracąc do Pozzovivo  3:11. Wyniki etapu jak po jeździe indywidualnej na czas, wszyscy przyjeżdżali pojedynczo lub w grupkach 2-3 osobowych. Niesamowita góra. <br>
<br>
Wczoraj zakończyłem Giro del Trentino, 23 miejsce w klasyfikacji generalnej nie jest żadnym szałem i pewnie nikogo na kolana nie powali, ale ja się cieszę, że pomimo mojego nędznego samopoczucia udało mi się pojechać dobry i w miarę równy wyścig. Trasa wyścigu cięższa niż rok temu, zdecydowanie więcej podjazdów i dużo cięższe mety niż rok temu. Ogólnie podczas wyścigu było cały czas mocne tempo, kolarze odpadali podczas tzw. selekcji naturalnej, po prostu słabsi nie wytrzymywali tempa. Ostatecznie wyścig rozgrywał się na ostatnich kilometrach które oprócz etapu trzeciego prowadziły pod górę. Winokourow miał chyba piątkę w szkole z matmy bo wyliczył sobie czas potrzebny do zwycięstwa co do tysięcznych części sekundy, wygrywając go ostatecznie z przewagą 16/1000 sek nad Ricco. <br>

<br>

O ITT już pisałem. Etap drugi do San Martino di Castrozza, podjazdu który znałem z zeszłorocznego Giro wiedziałem że mogę pojechać dobrze, ta góra nie jest ciężka, pasuje mi bo jest o stałym niezbyt dużym nachyleniu. Od początku etapu mieliśmy wysokie tempo, do póki oczywiście nie odjechał odjazd, następnie peleton kontrolował przewagę w okolicy 5 min, można powiedzieć, że nie był to bardzo ciężki etap poza ostatnimi kilometrami przed metą. Wiadomo, że pod górę wiele się nie wymyśli i gdy panowie zaczynają się zabawiać robi się ciężko, mi się zrobiło ciężko na około 2 km do mety, przyjechałem ze startą  21 sek na 21 pozycji. W sumie mogę być zadowolony.<br>

<br>

Trzeci etap to powtórka wczorajszego finiszu + 10 km pod górę ekstra co daje ciekawą liczbę 24 km podjazdu zaraz po starcie. Pierwsze 4 przejechaliśmy spokojnie, później zaczęła się lekka zabawa, kilkunastu śmiałków szukało swojej szansy w odjeździe i dopóki nie odjechali było wysokie tempo. Gdy odjechał odjazd, do pracy od razu zabrała się Flaminia utrzymując przewagę ucieczki w okolicy 2 min. Podjazd ciężki bo długi, wjeżdżaliśmy wysoko więc również zrobiło się zimno, następnie szybkie i niebezpieczne zjazdy i dalej do mety góra dół. Ucieczkę doszliśmy na ostatnim podjeździe przed metą, wcześniej ustaliliśmy, że dzisiaj postaram się pomóc Clarkowi. Wyprowadziłem go do samego przodu i zostawiłem na 200 metrów do mety jadąc z pierwszej pozycji, Simon zafiniszował piąty przegrywając z Petacchim, Ferrarim, Lorenzetto i zwycięzcą etapu Bertolinim. Z nimi przegrać to nie wstyd więc byliśmy zadowoleni. <br>

<br>

Ostatni czwarty etap był naprawdę ciężki, choć tempo było równe, mieliśmy strasznie ciężki teren, nie wiem czy było 5 km po płaskim przez cały dzień. W odjeździe pojechał Clarke i Belkov wiec dla nas super układ, ja i Rujano czekaliśmy do ostatniego podjazdu. Tej góry obawiałem się najbardziej, znałem ją z zeszłego roku, wiedziałem że mogę nie dać rady bo jest ona dla mnie po prostu za ciężka. Nie mam takich możliwości jazdy po górach, żeby wytrzymać tempo pierwszych. Odpuściłem na około 4 km do mety, tracąc do Pozzovivo  3:11. Wyniki etapu jak po jeździe indywidualnej na czas, wszyscy przyjeżdżali pojedynczo lub w grupkach 2-3 osobowych. Niesamowita góra. <br>

<br>

Dzisiaj dzień odpoczynku a jutro kolejny wyścig z mojego kalendarza Giro dell’Appennino, wyścig na którym rozbiłem się dość dotkliwie kilka lat temu

Dzisiaj dzień odpoczynku a jutro kolejny wyścig z mojego kalendarza Giro dell’Appennino, wyścig na którym rozbiłem się dość dotkliwie kilka lat temu