Zwycięzca 108. edycji wyścigu Paryżu-Roubaix relacjonuje przebieg rywalizacji na asfaltach i brukach „Piekła Północy”.

Będący ostatnio w świetnej formie Fabian Cancellara dołączył do dziewięciu kolarzy zwyciężających w tym samym sezonie zarówno w Wyścigu Dookoła Flandrii jak i Paryż-Roubaix. Szwajcar wygrał w tym sezonie także klasyfikację generalną Wyścigu Dookoła Omanu oraz zeszłotygodniową jednodniówkę E3 Prijs Vlaanderen.

– Biorąc pod uwagę moją formę i to, jak układały się ostatnie tygodnie, wiedziałem, że inni kolarze będą się mnie bać jeśli miałbym chociaż metr przewagi – powiedział Cancellara na konferencji prasowej po wyścigu. – Kiedy przyspieszyłem, wiedziałem że będą mieli ciężkie chwile próbując usiąść mi na kole. To była dodatkowa motywacja. Wiedziałem, że to ich zmęczy, tym razem psychologicznie. Po brukowanej sekcji Mons-en-Pévèle zapytałem ludzi z samochodu mojej drużyny ilu kolarzy jest za mną, ponieważ wiedziałem, że mogą jechać przeciwko mnie, ale tego nie zrobili. Powiedziano mi, że kolarze ci są zmęczeni i teraz jest dobry moment na atak. Kto więc mógłby mnie gonić? Wprawdzie Boonen, Flecha i Hushovd byli w tej grupie, ale chyba od razu zorientowali się, że rywalizują tylko o drugie miejsce. Byłem w stanie powiększać przewagę i jechać równym tempem aż do końca – powiedział mistrz Szwajcarii, który wie, że tworzy historię.

Myślę, że historia kolarstwa jest bardzo ważna i uważam że zrobiłem coś wyjątkowego. Jeśli jest szansa do zrobienia czegoś wielkiego, trzeba to zrobić. – Ronde van Vlaanderen było w tym roku moim głównym celem. Powiedziałem mojemu masażyście, że miałem mniej siły w nogach na wczorajszym wyścigu, ale to była inna sytuacja. Dałem z siebie 200% na Ronde, ale w związku z emocjami i wszystkim tym, co się stało, nie było łatwo przyjechać na Paryż-Roubaix i wygrać. Mimo to, pozostałem skoncentrowany i powiedziałem sobie, że dam radę. To był mój wielki dzień, między innymi dzięki temu.

Cancellara przejdzie do historii jako zwycięzca dwóch prestiżowych, wiosennych klasyków. Natomiast Tom Boonen zostanie zapamiętany jako ten, który przegrał wyścig z powodu popełnionego błędu pozostania zbyt daleko od czoła grupy, kiedy Cancellara zaatakował.

Wiedziałem, że będziemy z Boonenem wzajemnie się obserwować w czasie wyścigu. W miarę jak pokonywaliśmy kolejne kilometry, zacząłem się trochę denerwować. Nie miałem już żadnego kolegi z drużyny, a kilku mocnych kolarzy wciąż było w czołówce. Wiedziałem, że może być jakiś atak i że mogę przegapić tę właściwą ucieczkę.

Boonen próbował atakować, a ja musiałem jechać za nim. Ale jednocześnie miałem wrażenie, że robił trochę za dużo. Dostałem polecenie z samochodu, żeby być spokojnym i nie jechać wyścigu innych kolarzy, tylko zrobić ten wyścig swoim. Pomyślałem „hej, oni mają rację”. Myślałem, że Boonen chciał zrobić pierwszą selekcję, ponieważ powiedział wcześniej, że chce dojechać do welodromu i rozstrzygnąć wyścig na finiszu. Wiedziałem jednak, że nie chce tego robić ze mną, szczególnie po moich ostatnich sukcesach. Kiedy zaatakowałem byłem na czele i mocno wiało z boku. Przyspieszyłem i po Mons-en-Pevele I miałem wiatr w plecy i motywację, aby pojechać pełnym gazem. Chciałem utworzyć małą grupę i zobaczyć kto w niej jest, ale okazało się, że jestem sam, więc kontynuowałem odjazd – relacjonował Cancellara.

Bjarne Riis, menedżer Saxo Banku, ma nadzieję, że Szwajcar wystartuje w przyszłotygodniowym Amstel Gold Race. Jednak Cancellara jest fizycznie i psychicznie wyczerpany po wymagającej kolarskiej wiośnie. – Zamierzam świętować z moją rodziną, przyjaciółmi i drużyną. To jest teraz najważniejsze. Bjarne Riis już patrzy w przyszłość, ale ja potrzebuję czasu, aby nacieszyć się swoim sukcesem, ponieważ takie dni jak ten nie zdarzają się w kolarstwie często – zakończył zwycięzca tegorocznego Paryż-Roubaix.