Spodziewany pojedynek pomiędzy Alberto Contadorem i Lance’m Armstrongiem na Criterium International okazał się klapą. Żaden z kolarzy nie pokazał swojego obecnego potencjału. Contador za swoją słabszą dyspozycję winił alergię, natomiast Johann Bruyneel uważa, że Armstrongowi brakuje kilometrów wyścigowych.

Już na pierwszym, 176-kilometrowym, etapie stało się jasne, że Contador i Armstrong nie będą się liczyć w walce o zwycięstwo w całym wyścigu. Na ostatnim podjeździe o długości ponad 16 kilometrów obaj kolarze ponieśli straty. Armstrong odpadł na początku wspinaczki, finiszując na 50 miejscu ze stratą 4 minut i 51 sekund. Contador poradził sobie lepiej – zajął 23. miejsce, a do zwycięzcy etapu Pierricka Fedrigo stracił 1 minutę 13 sekund.

Zarówno Armstrong jak i Contador przyjechali na metę drugiego etapu razem z peletonem.

Na 7,7 kilometrowej czasówce kończącej wyścig Contador pokonał swojego amerykańskiego rywala, jednak nie był w stanie sięgnąć po zwycięstwo etapowe. Kolarz Astany zajął drugie miejsce, tracąc tylko dwie sekundy do zwycięzcy – Davida Millara z Garmin-Transitions. Armstrong stracił 19 sekund i zajął 15. miejsce. Ostatecznie Contador ukończył wyścig na 15. miejscu, Armstrong na 47. Triumfował Pierrick Fédrigo z ekipy BBox Bouygues Telecom.

Contador, któremu doskwiera alergia na pyłki kwiatów, powiedział że w niedzielę było już lepiej. – To był krótki i intensywny wysiłek. Cały dzień był lepszy, a ja chciałem dobrze pojechać, walczyć o zwycięstwo, do którego bardzo niewiele mi zabrakło – podsumował niedzielną czasówkę Hiszpan. Nie chciał jednak wypowiadać się o swoich rywalach. Zapytany o 17 sekund straty Armstronga w czasówce odpowiedział: – 17 sekund to wystarczająco dużo, ale nie powinniśmy przywiązywać do tego dużej wagi.

Armstrong był bardziej skory do wyrażania swoich opinii o Contadorze, który w ostatniej chwili zdecydował się na start w Criterium International. – Jeśli to była prowokacja przeciwko mnie, to osiągnął rezultat odwrotny od zamierzonego. Jeśli to była zwykła zmiana w kalendarzu, dlatego że ten wyścig bardziej mu pasował, ma do tego pełne prawo. Spodziewałem się, że pójdzie mu świetnie w sobotę. Nie wiem jaki miał problem, ale coś najwyraźniej nie zadziałało – powiedział Lance Armstrong agencji Reuters.

Johan Bruyneel, szef ekipy RadioShack, nie wyglądał na zbyt przejętego kondycją Armstronga. Siedmiokrotny zwycięzca Tour de France nie tylko dochodzi do siebie po problemach z jelitami, ale także przejechał mało kilometrów wyścigowych.

Spodziewaliśmy się tego. To jest intensywny wyścig trwający dwa dni, a Armstrong prawie w ogóle się nie ścigał. Kiedy prędkość rośnie, brakuje mu trochę siły. Już na drugim podjeździe pierwszego dnia powiedział mi przez radio, że nie czuje się najlepiej. Kiedy masz takie uczucie, to zaczynając ostatni podjazd wiesz, że nie dasz rady utrzymać tempa głównej grupy – powiedział Bruyneel. Belg optymistycznie spogląda na przyszłość: – Jeśli nadal będziemy pracować, krok po kroku, bez chorób i upadków, to będzie dobrze.

Rud