Sylwester Szmyd“Na pierwszym zgrupowaniu oczywiście roweru nie dotknąłem, w śniegu jakoś nie było warunków, a mi się nie śpieszy. Bawiliśmy się mimo to świetnie: biegi na orientację, zawody w zespołach, dłuższe przechadzki w rakietach śnieżnych, siłownia, sauna.


Uzgodniłem też z dyrektorem plan startów, co było przełożeniem na papier tego co miałem w głowie i wcześniej już oznajmiłem ekipie. Zacznę się ścigać na Vuelta Catalunya od 22go marca i tu się zacznie mój długi pięciomiesięczny sezon bez odpoczynku. Kwiecień to zgrupowanie na Teide i Trentino, maj zacznie się Romandią i Giro d’Italia po którym pojadę Dauphine. Wyścig nieobowiązkowy i jechany na własne życzenie, skąd udam się prosto na zgrupowanie na San Pellegrino na 2100npm. z którego wrócę na trzy dni przed wylotem na TdF. Po Wielkiej Pętli wyścig na którym zależy mi w tym roku wyjątkowo mocno, wierząc, że naprawdę jestem w stanie walczyć o zwycięstwo w klasyfikacji generalnej czyli TdP.


W styczniu chciałem się wybrać gdzieś gdzie mógłbym spokojnie potrenować, a gdzie żona miałaby małe wakacje. Szukałem miedzy Meksykiem, RPA, Brazylią i w końcu stanęło na GranCanari. Nadmieniłem o tym na zgrupowaniu i powoli zrobiło się z tego prawie zgrupowanie Liquigasu, bo przyleci również Bennati, Oss, Zaugg i prawdopodobnie Bodzio, a do tego ekipa wyśle nam masażystę…”

Źródło: sylwesterszmyd.blogspot.com