huzarski-ucieka-na-7-etapie-giro316 etap Giro d’Italia:

“Za mną królewski etap Giro 237 km trzy podjazdy pierwszej kategorii i osiem godzin w siodle – to się nazywa królewski etap !!. Po między górami też nie było lekko, cały czas góra dół i podjazdy po 18 – 20 %, pod górę ciężko, ze zjazdu szybko. Ale patrząc realnie, podczas dzisiejszego etapu na 90 km moja grupka dostała od Sastre 48 min, podsumować to można tylko jednym słowem – przepaść, choć oni walczyli o zwycięstwo etapowe i o generalkę a my już raptem o bezpieczne dojechanie do mety to był to naprawdę ciężki dzień. Statystyki w La Gazetta mówią same za siebie, ponad 5200 metrów przewyższenia, 37 stopni i 7000 bidonów które tylko jednego dnia zużyli kolarze, jednym słowem masakra. W sumie do podnóża Monte Nerone było nieźle, ale na początku podjazdu nagle nie było czym mocniej kręcić, cały podjazd cierpiałem strasznie, tysiące myśli przychodzą do głowy gdy jest tak ciężko a na liczniku brakuje wciąż grubo ponad 80 km do mety. Ale dałem radę, później nawet już nie było tak źle, ale wiadomo, że w grupetto nie ma co szacować, czy jest dobrze czy źle, po prostu się jedzie do mety i czeka na następne dni.

Jutro dzień wolny, trzeba solidnie pospać, wypocząć, przejechać trochę na rowerze, masaż i już trzeba pomyśleć o następnych etapach. A na otwarcie trzeciego tygodnia krótki acz treściwy etap na Blockhaus, 23 km podjazdu do mety.

Generalnie nie jestem zadowolony z ostatnich dni, liczyłem na troszkę lepszą swoją postawę, ambicji nie brakuje, noga też się w miarę kręci co sam sobie udowodniłem na etapie do Bolonii ale ciągle coś nie trybi.”

15 etap Giro d’Italia:

“Forli – Faenza 161 km i cztery górskie premie po drodze do mety. Generalnie góra dół przez cały dzień i strasznie gorąco. Niestety nie udało się dzisiaj odjechać, choć noga niezła jakoś nie mogę się wstrzelić w odpowiednie akcje. Zmęczenie wyścigiem jest już coraz bardziej odczuwalne, nogi powoli robią się puste i coraz szybciej się męczę w końcu to już 15 etap przy bardzo wysokich temperaturach. A peleton nie topnieje, mało kto się z wyścigu wycofał, widać, że wszyscy dobrze przygotowani. Dzisiaj pod przedostatnią górę hajdę zrobił Liquigas, peleton mocno się naciągnął ale dopiero po kraksie na zjeździe wszystko się porwało. Grupce w której byłem zabrakło do grupki przed nami może 150 metrów ale nikt nawet nie chciał gonić czy przeskakiwać, wszyscy do minimum skrócili sobie cierpienie. Za to jutro do dopiero będzie cierpienie 237 km po górach do nieba.”

Źródło + foto: huzarski.pl