isd-podczas-czasowkiBartosz Huzarski opisuje wrażenia z I etapu Giro d’Italia.

“Giro d’Italia 2009 zainaugurowane, pierwszy etap jazda drużynowa na czas w Lido di Wenecja na dystansie 20,5 km . Etap padł łupem pierwszej startującej ekipy, takiej sytuacji chyba jeszcze nie było, żeby prowadzić od początku czasówki i wygrać, ale dzisiaj na Columbia-High Road nie było mocnych, pokonali zdecydowanych faworytów, team Garmin i jutro to ich zawodnik pojedzie w koszulce lidera.
Uważam że moja drużyna pojechała dobrze, piąte miejsce w takim gronie na tak ważnym wyścigu to na pewno bardzo dobry rezultat, rano dwa razy objechaliśmy trasę i mieliśmy jeszcze szansę przed rozgrzewką zobaczyć jak jadą inni. Chcieliśmy do minimum wyeliminować błędy, niestety i tak kilka ich popełniliśmy, gdyby ich nie było można by urwać 4 do 6 sek co pozwoliło by nam zakończyć może na 4 miejscu. Do zwycięzców straciliśmy 27 sek czyli ciut ponad sek na kilometrze. W Sumie powinniśmy być zadowoleni ale po cichu liczyliśmy na troszkę więcej. Ja czułem się po prostu normalnie, ani wyjątkowo dobrze ani źle, tak jak pisałem wcześniej, wiem, że dojdę do dobrej dyspozycji w czasie trwania wyścigu. Jutro praktycznie płaski etap z Jesolo do Triestu o długości 156 km, po drodze jedna górska premia i trzy rundy na mecie, start o 13.35 a scenariusz na taki etap jest raczej jasny, ucieczka która będzie chciała za wszelką cenę dojechać do premii górskiej, bo do wzięcia jest koszulka górala a za nią podążał będzie peleton który wiedziony przez drużyny które maja w swoich szeregach pewniaków do sprintu będzie chciał ich dogonić przed finiszem. Tak więc jutro pojedynek sprinterów.”

Źródło : www.huzarski.pl

Foto: cyclingnews.com