fot. Michał Kapusta / naszosie.pl

Zawsze miło patrzy się na ekipy, które w odpowiedni sposób są w stanie się rozwijać. Kiedy zespół BORA – hansgrohe zapukał do drzwi World Touru, wszyscy spodziewali się, że będzie to drużyna znana jedynie z angażu Petera Sagana. Teraz jest już zupełnie inaczej.

Praktycznie od samego początku istnienia, ekipa BORY stawiała na swoich. Dzięki temu, przez zespół Ralfa Denka nie przewijali się kolarze – najemnicy. To z pewnością miało bardzo duży wpływ na stworzenie odpowiedniej atmosfery, która w niemieckim teamie jest co najmniej świetna.

Ważniejsze są jednak wyniki osiągane przez zawodników BORY. Przede wszystkim należy spojrzeć na nieco młodszą część zespołu. W górach bardzo szybko rozwija się Patrick Konrad, a płaskie etapy zaczynają należeć do Pascala Ackermanna. Co więcej, w sprintach, zawodnicy niemieckiej ekipy zaczynają czuć się coraz pewniej. Świadczyć o tym może także świetna postawa Sama Bennetta podczas Giro d’Italia, wiele wygranych finiszy przez Petera Sagana, czy wygrywanie nieco cięższych końcówek przez Jaya McCarthy’ego. W tym przypadku należy przyznać, że BORA sprinterami stoi.

Patrząc na cały World Tour, ciężko znaleźć zespół, który byłby równie niebezpieczny na finiszu każdego typu. W zupełnie płaskich sprintach dobrze czują się Sagan, Bennett, Ackermann i Pelucchi. W wersji „jednodniowej” brylują Sagan i Ackermann. Jeśli chodzi o pagórki, tam ponownie pojawia się Sagan oraz Jay McCarthy. Dodatkowo, górach niebezpieczni są Rafał Majka i wchodzący do szerokiego topu Patrick Konrad oraz Felix Grosschartner. Panie Denk, właśnie tak powinno się prowadzić drużynę.

Żeby jednak nie było tak kolorowo, w peletonie jest jedna osoba, która potrafi jeszcze lepiej przygotować zespół sprinterów. Mowa oczywiście o Patricku Lefevere i jego niezwykłym nosie. Wystarczy spojrzeć na wyniki „Watahy” w sezonie 2018. Świetnie radzą sobie Gaviria, Viviani, Jakobsen i Hodeg, a przecież zespół opuścił „pierwszy” sprinter Marcel Kittel. Robi wrażenie, prawda? Nie wiadomo jednak, czy dyrektor Denk i jego świta chcą pójść tą samą drogą. Z naszego punktu widzenia lepiej, by tak nie było.