Fot. Lotto-Soudal

Vuelta a Espana 2017 przeszła już do historii. Wraz z biegiem wyścigu, sytuacja robiła się coraz ciekawsza, dzięki czemu trzeci tydzień naprawdę mógł się podobać. Czas na podsumowanie!

Plusy:
Polskie święto
Trzy etapy wygrane podczas jednego wielkiego touru? Czemu nie! Polscy kolarze spisali się na medal. Szczególnie warto pochwalić Tomasza Marczyńskiego, który jest bohaterem ostatnich trzech tygodni. Dwa wygrane etapy i świetna postawa na kilku innych zasługuje na wielkie słowa uznania. Dla Mańka bez wątpienia był to jeden z najlepszych, o ile nie najlepszy wyścig w karierze. W przypadku Pawła Poljańskiego warto przypomnieć dwa miejsca na etapowym podium, które także są niewątpliwie sukcesem. W przypadku Rafała Majki możemy mówić o lekkim zawodzie w przypadku klasyfikacji generalnej, lecz etap na Sierra de la Pandera rekompensuje nam chwile smutku. Panowie, wielkie brawa, prosimy o więcej!

Pożegnanie godne mistrza
Kiedy Alberto Contador ogłosił chęć zakończenia kariery po hiszpańskiej Vuelcie, część z nas obawiała się stylu, w jakim „El Pistolero” odejdzie na emeryturę. W końcu Tour de France nie był w jego wykonaniu znakomity. Również początek ostatniego wyścigu w karierze nie był w wykonaniu Hiszpana najlepszy. Później jednak wszyscy przecieraliśmy oczy ze zdumienia. Ambicja, agresja, kolarski romantyzm – przez kilka ostatnich dni oglądaliśmy wielkiego mistrza w najlepszym wydaniu. Wszystko zostało kapitalnie zamknięte zwycięstwem na Angliru, jednej z najtrudniejszych gór na świecie. W taki sposób żegnać potrafią się tylko najwięksi z największych. Ba, nawet Eddy Merckx nie był w stanie w taki sposób pożegnać się z peletonem. Alberto, będzie nam Ciebie brakować.

Brytyjski pokaz mocy
Chrisa Froome’a można lubić lub nie, jest to sprawa oczywista. Nikt jednak nie może przejść obojętnie obok wielkiego wyczynu, jakim niewątpliwie jest wygranie dwóch wielkich tourów w jednym sezonie. W pierwszym tygodniu Vuelty Brytyjczyk wydawał się być mocniejszy niż podczas Tour de France. Później siły nieco go opuszczały, lecz to wystarczyło, by nie pozostawić rywalom żadnych złudzeń. „Froomey” zapisał się w historii kolarstwa na dobre, mając przed sobą kolejny, ciekawy cel. Wygrywając Giro d’Italia 2018, udałoby mu się zgarnąć Wielki Szlem w ciągu roku. Pytanie tylko, czy będzie tym zainteresowany? Przygotowania do piątego triumfu w Wielkiej Pętli mogą być jednak smaczniejszym kąskiem.

Treck

Dwa objawienia
Grzechem byłoby nie wspomnieć o bardzo dobrej jeździe Miguela Angela Lopeza i Wilco Keldermana. O tym, że obaj są wielkimi talentami z potencjałem pozwalającym wierzyć w wysokie miejsca w generalce wielkich tourów, wiedzieliśmy od dawna. Dopiero teraz obaj zdołali nam to udowodnić. Szczególnie dobre wrażenie wywarł na nas Kelderman, który podobnie do Toma Dumoulin, może skrzętnie wykorzystywać umiejętność jazdy na czas. Sunweb ma w swojej talii dwie bardzo mocne karty i może je wykorzystać w sezonie 2018.

Z punchera do lidera
Ze względu na wiek, Michael Woods nie pasował nam do poprzedniego akapitu. Mimo to postanowiliśmy pochwalić go za bardzo dobrą postawę podczas Vuelty 2017. Nie da się ukryć, że Kanadyjczyk ma za sobą najlepszy sezon w karierze, co z pewnością pozwoliło mu wzmocnić swoją pozycję w zawodowym kolarstwie. Ryder Hesjedal wygrywał Giro mając niespełna 32 lata. Woods za miesiąc skończy 31. Czekamy na maj!

Najlepszy wśród solidnych
Kto był jednym z głównych aktorów widowiska zwanego La Vuelta, a nie został jeszcze pochwalony? Oczywiście Matteo Trentin! Włoch udowodnił, że jest najlepszy wśród solidnych sprinterów, aspirujących do czołówki. Kto wie, może kolarz Quick – Step Floors pójdzie właśnie tą drogą i w barwach Orica – Scott będzie numerem dwa obok Caleba Ewana? Czas pokaże.

Minusy:
Opieszałość Nibalego
Z całym szacunkiem do Vincenzo, ale nie był to jego najlepszy wyścig w karierze. Mimo solidnej pozycji wyjściowej, Rekin z Mesyny nie był w stanie wykorzystać wszelkiej słabości Chrisa Froome’a. Co więcej Angliru ponownie go pokonało, przekazując mu nagrodę za drugie miejsce w klasyfikacji generalnej. Czyżby Nibs przeżywał swój pierwszy, nieco większy kryzys?

Ostatnie tchnienie Przemka?
Przed pierwszym etapem w Nimes, bardzo wierzyliśmy w solidny występ Przemysława Niemca. Niestety kolarz UAE Team Emirates nie był w stanie odegrać istotnej roli, nie notując ani jednego miejsca w czołowej 10. Podobno negocjacje dotyczące nowego kontraktu trwały już kilka tygodni, lecz brak podpisanego dokumentu nadal martwi. Niewykluczone, że był to ostatni bądź jeden z ostatnich wyścigów Przemka w zawodowym peletonie.