Słynny menedżer ekipy Androni Giocattoli nie zostanie odsunięty od prowadzenia swojej drużyny. Właśnie został oczyszczony z zarzutów jakie stawiał mu Włoski Komitet Olimpijski, który zarzucał Savio nakłanianie kolarzy z jego drużyny do wnoszenia opłat w zamian za możliwość włączenia do składu ekipy na poszczególne wyścigi.

Obok procederu zwanego „pagi e corri” – czyli „płać i jedź” – Savio miał również oskarżenie o zmuszanie kolarzy do poszukiwania na własną rękę sponsorów, którzy mieli zasilić finansowo jego drużynę. Wraz z Savio podejrzani o te niechlubne czyny byli również pozostali menedżerowie włoskich ekip ProContinental, czyli Roberto Reverberi z Bardiani – CSF oraz Angelo Citracca z Willier – Southeast. Dodatkowo, zarzuty miał również kolarz Marco Coledan, który przed przejściem do ekipy Trek w 2015 roku jeździł w ekipie Bardiani. Włoski Komitet Olimpijski domagał się kary od jednego do dwóch lat całkowitego odsunięcia od kolarstwa dla wszystkich podejrzanych. Menedżerowi Bardiani groził 1 rok kary, Savio musiał się obawiać o 8 miesięcy odsunięcia, najwięcej do stracenia miał Reverberi, któremu groziło 2 lata. Coledanowi zaś, który miał zapłacić za możliwość stania się zawodowcem, groziły 3 miesiące kary.

Zgodnie z włoskim prawem, sprawą zajął się Trybunał Włoskiej Federacji Kolarskiej. W dniu dzisiejszym Trybunał ten ogłosił, że oczyszcza ze wszelkich zarzutów wszystkich podejrzanych. Włoskiemu Komitetowi Olimpijskiemu przysługuje prawo do odwołania się, ale druga instancja jest również pod auspicjami Włoskiej Federacji Kolarskiej, więc szanse na skuteczne odwołanie się są bliskie zeru. Pełny wyrok wraz z uzasadnieniem o ułaskawieniu wszystkich podejrzanych ma zostać ogłoszony w ciągu kilku najbliższych dni.

Cała sprawa wyszła na jaw poprzez śledztwo prowadzone przez włoskiego dziennikarza Corriere della Serra Marco Bonarrigo. Po wielu rozmowach z kilkoma kolarzami i innymi świadkami, żurnalista wysnuł teorię o nielegalnych procederach finansowych szeroko zakrojonych na niższych szczeblach włoskiego kolarstwa. Jego świadkiem koronnym miał być Elia Viviani, włoski kolarz Sky, złoty medalista olimpijski z Rio w omnium. Obok niego, Bonarrigo znalazł sześciu innych kolarzy, którzy twierdzili, że aby dostać się wyżej w hierarchii włoskiego kolarstwa musieli dawać łapówki swoim menedżerom. Twierdził również, że zawodnicy musieli oddawać część swoich oficjalnych zarobków poprzez sekretne konta w bankach oraz podpisywali tajne umowy, które uniemożliwiały im przejście do innych klubów.

Wszyscy trzej menedżerowie stanowczo zaprzeczyli, by uczestniczyli w jakichkolwiek nielegalnych operacjach finansowych, a nawet zarzucali kolarzom, że ci sprowadzali do ich drużyn sponsorów. Twierdzą jednak, że wszystko odbywało się zgodnie z przepisami UCI i że nie mają sobie nic do zarzucenia. Zresztą Międzynarodowa Federacja Kolarska nigdy nie miała żadnych zarzutów do sposobu prowadzenia włoskich drużyn, co potwierdzała rokrocznie bezproblemowo wydając licencje ProContinental tym ekipom. Jednak w kuluarach można spotkać się z opinią, że cały system „pagi e corri” jest rozpowszechniony na wielką skalę, anonimowi agenci kolarzy mówią, że nie ma innej możliwości włączenia swojego kolarza do drużyny, pomaga jedynie łapówka. Niektórzy pełnomocnicy twierdzą nawet, że aż 15 kolarzy, z którymi wcześniej pracowali są zmuszeni „płacić by jechać”. Zaznaczają również, że proceder ma też miejsce w innych krajach Europy, ale nie na taką skalę jak we Włoszech. Jeden z anonimowych agentów kolarzy mówi nawet o konkretnych stawkach.

„Większość moich kolarzy musiała płacić od 25000 do 50000 euro. Drużyny zarejestrowane w Italii wymagają więcej pieniędzy, gdyż muszą płacić o wiele wyższe wkłady do UCI, niż te zarejestrowane na przykład w Chorwacji czy na Ukrainie. Kolarze przekazują pieniądze z różnych źródeł, czasami rodzice lub krewni płacą, gdyż chcą mieć zawodowego kolarza w rodzinie, czasami płaci zaprzyjaźniona firma, która może sobie nawet zapewnić reklamę na koszulce drużyny, jeśli wpłacona kwota jest odpowiednio duża,” – wg. Cyclingnews miał wyjawić agent.

Taki system oczywiście osłabia całe włoskie kolarstwo, gdyż w ekipach zawodowych jeżdżą nie ci najlepsi, ale ci co mogą sobie pozwolić na wpłatę dużych pieniędzy by dostać się do drużyny. Przez to właśnie wielu kolarzy, którzy są bardzo utalentowani ale nie mają dużych możliwości finansowych po prostu rezygnują z uprawiania kolarstwa lub też przechodzą do mniejszych ekip z krajów o mniejszych tradycjach kolarskich co powoduje odsunięcie ich od głównego nurtu kolarstwa. Niektórzy z kolarzy są zresztą tak zdesperowani by zostać zawodowcem po latach amatorskiego jeżdżenia, że podpisują każdy kontrakt jaki im wpadnie w rękę, nie zważając na warunki zawarte w umowie.

Miejmy nadzieję, że sprawa zostanie dokładnie wyjaśniona oraz zbadana przez niezależne źródła. Jeśli jednak proceder ten zostanie w jakiś sposób udowodniony to może mieć wpływ na włoskie kolarstwo przez długie lata. Trzeba mieć również nadzieję, że tak poważna osobistość w sporcie jak Gianni Savio osiągnęła sukcesy swoich kolarzy jedynie poprzez dobrą organizację pracy i kolarski instynkt, a nie wspomagając się nielegalnymi operacjami finansowymi.