fot. UAE Team Emirates-XRG

Na pożegnanie tematu 113. edycji Tour de France warto jeszcze przyjrzeć się w inny niż klasyczny sposób temu co wydarzyło się na francuskich szosach. Zapraszam zatem na przegląd występu każdej z 23 drużyn w tegorocznej Wielkiej Pętli. Kto zaskoczył, a kto rozczarował?

Od dłuższego czasu w portalu Naszosie.pl staramy się możliwie szeroko i wielowątkowo omawiać najważniejsze wyścigi świata, a jedną z cieplej przyjętych form podsumowywania wielkich tourów od lat była analiza występu poszczególnych drużyn. Pora zatem kolejny raz ekipa po ekipie przeanalizować dla kogo 113. edycja Tour de France była udana, a dla kogo wręcz przeciwnie. Co ważne występy te oceniane są w odniesieniu do potencjału danej grupy i wysłanego przez nią składu – inaczej przecież patrzy się na Lotto Intermarché czy TotalEnergies, a zupełnie inaczej na np. UAE Team Emirates – XRG.

Nim jeszcze przejdziemy do omówienia każdej drużyny warto krótko spojrzeć statystycznie na to co za nami podczas 113. edycji Tour de France Po wygraną etapową sięgnęli przedstawiciele 10 z 23 ekip, a najczęściej, bo aż 6-krotnie powody do świętowania mieli kolarze UAE Team Emirates – XRG. Warto też zauważyć, że w czołowej „10” klasyfikacji generalnej znaleźli się zawodnicy z aż 8 różnych zespołów – tylko UAE Team Emirates – XRG oraz Lidl-Trek miały tam po dwóch przedstawicieli.

Występ powyżej oczekiwań:
  • Red Bull – BORA – hansgrohe – niemiecka formacja aż do końca 2. tygodnia walczyła o miano tej, która może zostać największym rozczarowaniem wyścigu. Remco Evenepoel i Florian Lipowitz jechali równo, solidnie, ale jednak cały czas czegoś im brakowało do rywali i zanosiło się, że w czarnym scenariuszu obaj mogą uplasować się nawet poza czołową „5”. Wtedy jednak mistrz olimpijski wrzucił 6. bieg i zaczęło się jego show – wygrana na Plateau de Solaison musiała zaimponować wielu, a następnie Belg dołożył kolejny sukces podczas czasówki i tym samym zakończył całe zmagania na 2. miejscu w klasyfikacji generalnej. Coś takiego przed wyścigiem niemiecka formacja bez wątpienia brałaby w ciemno, stąd tytuł najbardziej pozytywnego zaskoczenia tej imprezy.
  • EF Education – EasyPost – kiedy Richard Carapaz przed startem 113. edycji Tour de France zapowiadał, że zamierza się skupić na walce o etapy i koszulkę górala, można było się spodziewać, że faktycznie Ekwadorczyk zaprezentuje nam coś wyjątkowego. Mimo to styl jazdy 33-letniego górala mógł zachwycać, a wywalczony trykot w grochy, tytuł najaktywniejszego zawodnika tegorocznej Wielkiej Pętli oraz 2 wygrane etapy są całkowicie zasłużoną nagrodą dla mistrza olimpijskiego z Tokio. Warto jednak pamiętać, że choć Richie skradł show, to aktywnie jechała praktycznie cała różowa ekipa, a swoje momenty mieli też m.in. Alex Baudin czy Sean Quinn – ten drugi był naprawdę bliski przejęcia koszulki lidera. Dla mnie występ na duży plus.
  • Uno-X Mobility – Torstein Træen jadący przez 2 dni w koszulce lidera klasyfikacji generalnej, Søren Wærenskjold wygrywający w fenomenalnym stylu sprinterski etap z metą w Nevers – myślę, że to wystarczające argumenty za tym, by uznać występ norweskiej grupy za naprawdę udany. Do tego koszulki tej drużyny były widoczne na przestrzeni całej imprezy, więc nawet 12. miejsce w generalce w wykonaniu Tobiasa Hallanda Johannessena można w efekcie nieco wybaczyć.
  • Alpecin – Premier Tech – z jednej strony po ekipie, w której szeregach wystąpili Mathieu van der Poel i Jasper Philipsen można się było wiele spodziewać, z drugiej jednak warto pamiętać, że ten pierwszy dotychczasowych swoich startach w wielkich tourach etapy wygrywał „tylko” w 3 z 6 przypadków, w dodatku nigdy nie czynił tego dwukrotnie, drugi zaś na przestrzeni sezonu nieco falował z formą. Rezultat jest zatem bardzo dobry – Mathieu van der Poel wygrał 2 etapy, w tym widowiskowo triumfował na Polach Elizejskich w Paryżu, a i belgijski sprinter kończy ze zwycięstwem w swoim dorobku. Sumarycznie 3 sukcesy to na pewno spory powód do zadowolenia dla włodarzy tej formacji.
  • Soudal Quick-Step – z trzema wygranymi etapami do domu wraca także Soudal Quick-Step, choć tu za każdy z triumfów odpowiedzialny jest jeden kolarz, a konkretnie Tim Merlier. Było blisko, by oprócz sukcesów belgijskiego sprintera swoją cegiełkę dołożył także Valentin Paret-Peintre, który naprawdę dzielnie walczył w górach i ostatecznie zajął 3. miejsce w klasyfikacji górskiej. Szkoda, że na 20. etapie wycofać musiał się Ilan Van Wilder, bo była też szansa, że belgijski zespół miałby zawodnika na początku drugiej „10” generalki. Sumarycznie zatem trzeba przyznać, że był to występ na plus dla tej drużyny.
  • UAE Team Emirates – XRG – czy można się jeszcze pozytywnie zaskakiwać występem ekipy, która na papierze jest zdolna do dominacji? Z jednej strony nie, z drugiej jednak cały czas imponuje mi ta pewność, z jaką ściga się bliskowschodnia formacja, a także fakt, że nie tylko udało im się dowieźć wygraną Tadeja Pogačara czy aż 6 triumfów na etapach, ale i wywalczono 3. miejsce Isaaca del Toro oraz białą koszulkę dla Meksykanina. To naprawdę dobry wynik, czy ktoś lubi ten zespół, czy też jednak jest już nim zmęczony przez to, że ten jest obecnie wyraźnie lepszy od konkurencji.
  • Bahrain – Victorious – takie zespoły jak formacja z Bliskiego Wschodu zawsze ocenia się najciężej. Z jednej strony ma się bowiem w pamięci świetne sezony 2021-23 i obecność w światowej czołówce, z drugiej jednak później była 17. lokata w rankingu UCI za 2024 rok. Obecnie Bahrain – Victorious jest ekipą regularną, solidną, ale niespecjalnie wygrywającą i dokładnie taki zespół zobaczyliśmy podczas 113. edycji Tour de France. Mimo braku zwycięstwa etapowego jestem jednak pełen podziwu dla tej formacji, albowiem 5. miejsce w klasyfikacji generalnej osiągnięte przez Lenny’ego Martineza jest zdecydowanie wynikiem ponad oczekiwania, a ten w efekcie wyciąga ocenę dla całej drużyny.
  • Lidl – Trek – pora na kolejną z ekip, którą dość trudno się podsumowuje. Z jednej bowiem strony mówimy tu o jednym z najbogatszych zespołów świata, dla którego „dopiero” 6. i 7. miejsce w klasyfikacji generalnej mogą być pewną porażką, z drugiej jednak warto pamiętać, że mimo nieco buńczucznych zapowiedzi realnie to właśnie takie rezultaty były w zasięgu niemieckiej formacji. Co zatem wynosi w górę ocenę Lidl-Trek? Myślę, że zielona koszulka wywalczona przez Madsa Pedersena i jakże aktywna postawa wielu kolarzy z tej formacji, w tym przede wszystkim Quinna Simmonsa to coś, co sprawia, że ekipę tą można uznać za delikatnie pozytywne zaskoczenie tego wyścigu. Nie sensację, ale taki występ z małym plusikiem do dzienniczka.
  • Team Jayco AlUla – z jednej strony patrząc na występ takich kolarzy jak Ben O’Connor, Luke Plapp, Michael Matthews czy Pascal Ackermann ciężko chwalić australijską grupę, z drugiej jednak Mauro Schmid swoim zwycięstwem etapowym w Belfort sprawia, że koniec końców i tak można mówić o pozytywnym zaskoczeniu. Oczekiwania nie mogły być bowiem wielkie, a każda taka wygrana to zawsze wielka sprawa dla zespołu, który dysponuje znacznie mniejszym potencjałem czy budżetem niż najmocniejsze formacje w stawce Tour de France.
  • TotalEnergies – Jordan Jegat 2. rok z rzędu kończy Tour de France w czołowej „10” klasyfikacji generalnej, do tego dochodzi aż 7 lokat w czołowej „10” etapów – jak na zespół z dziką kartą to chyba całkiem niezły bilans, nieprawdaż? Wiadomo, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, ale mimo wszystko francuska grupa kolejny raz kończy Wielką Pętlę z poczuciem dobrze wykonanej roboty.
  • Lotto Intermarché – gdy już 3. dnia z wyścigu wycofał się Arnaud De Lie jasnym stało się, że belgijski zespół może mieć problem. Baptiste Veistroffer czy Liam Slock postanowili jednak zadbać, by ciemnoczerwone koszulki cały czas były widoczne w naprawdę ciekawych, ofensywnych akcjach, zaś Huub Artz zasługuje niewątpliwie na miano sprinterskiego objawienia tego wyścigu ze swoimi czterema finiszami w top7 etapów. Po Lotto Intermarché nie oczekiwałem za wiele, a jednak formacja ta kolejny raz pokazała, że potrafi coś dołożyć od siebie do budowania sportowego widowiska.
Występ zgodny z oczekiwaniami:
  • Decathlon CMA CGM Team – francuska grupa od kilku lat wyraźnie wysunęła się na czoło rodzimego peletonu i jest zdecydowanie najlepszym z zespołów z tego kraju, co kolejny raz znalazło potwierdzenie w przebiegu Tour de France. 4. miejsce debiutującego Paula Seixasa to naprawdę dobry wynik, szczególnie biorąc pod uwagę zaburzone przygotowania 19-latka, a przy tym Olav Kooij zdołał dołożyć do puli zespołu wygraną etapową. Po Decathlon CMA CGM Team można było spodziewać się naprawdę wiele i francuska drużyna kolejny raz dowiozła solidny rezultat.
  • Pinarello Q36.5 Pro Cycling Team – po zeszłorocznej La Vuelcie balonik związany z walką Toma Pidcocka w wielkich tourach ponownie został mocno napompowany. Brytyjczyk błyskawicznie go jednak przebił, a gdy wydawało się, że zarówno on, jak i cała jego drużyna spiszą tegoroczne Tour de France na straty, 26-latek rozpoczął swoje specyficzne show. Odjazd za odjazdem sprawiły, że ten przez moment awansował nawet na 4. miejsce w klasyfikacji generalnej, a finalnie sił starczyło, by dowieźć 9. lokatę. To dobry występ, aczkolwiek mając w swoich szeregach taką gwiazdę, należało się spodziewać co najmniej takiego rezultatu.
  • Movistar Team – być może znajdą się osoby, które będą nieco rozczarowane występem hiszpańskiej grupy, wszak Cian Uijtdebroeks dawał pewne nadzieje na to, że ta będzie miała swojego przedstawiciela w czołówce klasyfikacji generalnej, ale finalnie po wycofaniu się Belga zobaczyliśmy po prostu kolejny raz więcej tego, co doskonale znamy w wykonaniu Movistaru – ucieczki, ataki, a finalnie brak zwycięstwa etapowego. Kolarzom hiszpańskiej grupy nie można odmówić jednak starań, stąd takie ulokowanie w tym „rankingu”.
  • Tudor Pro Cycling Team – 11. miejsce Yannisa Voisarda w klasyfikacji generalnej sprawia, że ciężko mówić o występie szwajcarskiej grupy przez pryzmat dużego rozczarowania. Z drugiej jednak strony czy postawa 28-latka powinna zasłaniać to, że jego dużo bardziej rozpoznawalni koledzy nie dowieźli? Marc Hirschi, Julian Alaphilippe czy Michael Storer przejechali bardzo anonimowy wyścig i gdyby nie fakt, że mówimy tu o zespole z 2. dywizji, to ocena mogłaby być dużo bardziej krytyczna.
  • Caja Rural – Seguros RGA – nie oczekiwałem absolutnie nic i mniej więcej tyle dostaliśmy. Okej, Alex Molenaar był przez chwilę liderem klasyfikacji górskiej, ale poza tym był to występ bezbarwny i w pełni oddający to, że hiszpańska ekipa nie zasługiwała na to zaproszenie. To nie ten poziom i przez to ciężko być nawet rozczarowanym.
Występ poniżej oczekiwań:
  • NSN Cycling Team – grupę rozczarowań rozpocznę od zespołu, który był naprawdę bliski tego, by mówić o nim nawet i w temacie pozytywnego zaskoczenia. Często jedna w sporcie bywa tak, że choć niewiele dzieli zawodnika od zwycięstwa, to brak takowego całkowicie zmienia ostateczny odbiór całego występu. NSN Cycling Team postawiło na Biniama Girmaya, a ten kończy bez triumfu etapowego oraz na 3. miejscu w klasyfikacji punktowej. Niby nie był to zły wynik, ale za miesiąc wszyscy zapomną o solidnej postawie, a pozostanie gorycz tego, że jednak szwajcarska grupa wróciła do domu z pustymi rękoma. Potencjał był na więcej.
  • XDS Astana Team – najkrócej byłoby napisać „jak wyżej”. Kazachska grupa również postawiła bowiem na sprintera, a Max Kanter regularnie bywał wysoko, ale i jemu zabrakło nieco do zwycięstwa. 4. miejsce w klasyfikacji punktowej niby jest dobrym wynikiem, ale szybko o nim zapomnimy, podobnie jak o całym występie tej formacji. Odwrócić taką ocenę mógł jeszcze Harold Tejada, który był 2. w Belfort, ale właśnie – po czasie pamięta się jednak głównie zwycięzców.
  • Team Visma | Lease a Bike – zawsze ciężko mi krytykować zespół, którego słaby wynik jest pochodną nie kiepskiej postawy, a kraksy lidera, ale jednak koniec końców holenderską grupę zapamiętamy w tym wyścigu z tego, że zabrakło jej końcowego rezultatu. Jonas Vingegaard długo jechał po 2. miejsce w klasyfikacji generalnej, wykazywał się nawet dość aktywną jak na siebie postawą i było widać, że jemu jedynemu naprawdę chce się walczyć, a nie tylko jeździć do koła rywali, ale finalnie Team Visma | Lease a Bike kończy z „tylko” 1 wygranym etapem – drużynową jazdą na czas, a także 13. miejscem Seppa Kussa w klasyfikacji generalnej. Szkoda, bo to nie powinno było zakończyć się w tak przykry sposób.
  • Cofidis – być może będę tu nieco zbyt krytyczny, ale mimo wszystko liczyłem na to, że Cofidis przed swoimi kibicami pokaże nieco więcej. Francuska formacja była tymczasem dość niewidoczna, a koniec końców jej kolarze meldowali się w czołowej „10” etapów zaledwie 5 razy. Właściwie to nawet nie kolarze, a kolarz, bo jedynym, który to osiągał, był Milan Fretin. Belgijski sprinter najwyżej był 4. w Nevers i tak można podsumować występ Cofidisu w tegorocznym Tour de France. Czegoś zabrakło.
  • Groupama – FDJ United – na początek zagadka – ile razy kolarze Groupama-FDJ United uplasowali się w czołowej „5” etapów tegorocznego Tour de France? Myślę, że po tym, gdzie ulokowana jest francuska grupa w tym tekście wiele osób już się domyśla, iż odpowiedź brzmi okrągłe 0. Jeśli chodzi o pojedynczych kolarzy, to 5-krotnie w czołowej „10” meldował się Clément Russo i to on po wynikach zasługuje na miano najlepszego zawodnika tej drużyny. Czy oznacza to jednak, że wyraźnie pamiętacie występ 31-latka? Tak właśnie można podsumować całą Groupamę.
  • Team Picnic PostNL – ja wiem, że Caja Rural za anonimowy występ trafiło dużo wyżej w tym tekście niż holenderska grupa, a przecież oczekiwania mogły być podobne, ale cały czas boli mnie, że w tym wypadku nie mówimy o dziwnie przyznanej dzikiej karcie, a formacji z licencją UCI World Tour. Team Picnic PostNL kończy tymczasem z jednym (!!!) wynikiem w top10 etapów – 8. lokatą Pavla Bittnera w Bergerac. Najlepiej żenadę tego występu oddaje fakt, że w 2. tygodniu zespół ten nie zdobył nawet 1 punktu UCI. Pora na reformy albo zgaszenie światła i zrobienie miejsca dla zespołów, które faktycznie coś wniosą do rywalizacji.
  • Netcompany INEOS – z jednej strony od dawna wiadomo, że brytyjska grupa jest obecnie cieniem dawnej siebie i nie ma już co nawiązywać do dawnej chwały, z drugiej jednak cały czas pojawiają się pewne przebłyski, które podnoszą poprzeczkę do poziomu, któremu potem ciężko sprostać. Efekt tego jest taki, że gdy Kévin Vauquelin jest po stokroć słabszy niż przed rokiem, Egan Bernal i Thymen Arensman nie potrafią nawiązać do dawnych wyników, Dorian Godon nie jest już tak skuteczny, jak przez poprzednie miesiące, a Joshua Tarling i Filippo Ganna nie włączają się do walki podczas czasówki, to możemy mówić o naprawdę solidnym rozczarowaniu. Występ do zapomnienia.

Wszystko o 113. edycji Tour de France:
Poprzedni artykułTour de France Femmes 2026: Królewski etap zagrożony
Następny artykułNiemcy zgłosiły kandydaturę na start Tour de France 2029
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
8 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Leon
Leon

Kwiato też nie błyszczał.

Wiktor
Wiktor

Eh.. gdzie te czasy gdy cały Tour było słychać o dzielnych francuzach.

FDJ, Cofidis strasznie słabo pojechali.

Wojtek
Wojtek

@Leon jak miał błyszczeć jak to obecnie bardzo przeciętny kolarz

Ricky
Ricky

Zawsze jest problem z oceną takich drużyn jak Visma, szczególnie w zaistniałej sytuacji. Moim skromnym zdaniem jednak – biorąc pod uwagę, że oni raczej „pogardzali” zwycięstwami etapowymi i skupiali się wyłącznie na generalce – ocena jest nieco za niska jak na drużynę, która do czasu wycofania Jonasa całkiem dobrze sobie radziła i dość pewnie jechała po, zapewne, 2 miejsce (wiem, że niektórym się wydaje, że Jonas by finalnie przegrał z Remco albo w ogóle wylądował poza podium, ale bądźmy poważni). Ale to tylko zabawa więc w sumie – wszystko jedno…

love_velo
love_velo

Moim zdaniem,

Soudal Quick-Step był absolutną rewelacją TdF.

Po nierealistycznej „Remko-centrycznej” próbie budowania zespołu na GC, wrócił do korzeni. Sprint to DNA tego zespołu i to było odrodzenie w stylu „Wolfpack” Stuyven— instynkt wilka przewodnika, Merlier- odwaga samca Alfa, kolektyw watachy – poukładany bez chaosu. To jest styl jazdy, który odróżniał ich od wszystkich innych ekip.

Lidl–Trek – jednak rozczarowanie ale nie przypadkowe.
Ayuso – pasywny, bez wyraźnej próby ataku. Wyglądał bardziej jak ktoś, kto próbuje przetrwać, niż jak lider walczący o wynik. W trzecim tygodniu najlepsze miejsce 9 na 20 etapie.
Mattias Skjelmose miał być jego pomocnikiem, a to on okazał się liderem z tej pary..i 3 miejsce na czasówce.
Quinn Simmons to jest historia, która boli, to jest zawodnik, który powinien mieć wolną rękę. A Lidl–Trek tłumi go w roli domestique’a.

Mads Pedersen – osobna karta w historii kolarstwa. Zrobiłby to samo bez względu w jakim by jechał zespole. Ma charyzmę i szacunek peletonu, na który zapracował. Pedersen jest jednym z najinteligentniejszych kolarzy w peletonie. Czyta wyścig jak książkę. Wie, kiedy ryzykować, kiedy czekać, kiedy zaatakować. Nie pęka. Nie szuka wymówek. Nie potrzebuje „ pociągu”. On sam jest pociągiem. 7 razy w TOP10 na etapach(w tym wygrana i 3 w Paryżu), oraz 11 i 12. Jego walka o zieloną koszulkę utrzymywała moje zainteresowanie tą edycją TdF.
Dlatego jego postawa nie może cukrować wyniku Lidel-Trek.

Uno-X Mobility – moim zdaniem, rodzi się hegemon. To co robi na poziomie struktury, pomysłów na siebie i wyników, jak szybko przechodzi od „małego projektu skandynawskiego” do realnej siły, która potrafi wpływać na przebieg wyścigów WorldTour jest imponujące. W dodaku Uno‑X nie jest projektem sponsorów „na chwilę”. Mają zapewnioną 10 letnią stabilność finansowa.

Panie Redaktorze,

Team Visma | Lease a Bike…Vingegaard długo jechał po 2. miejsce w klasyfikacji generalnej, wykazywał się nawet dość aktywną jak na siebie postawą…”

Narracja o „rozczarowaniu” Visma jest wygodna, ale moim zdaniem kompletnie nietrafiona. Ten Tour nie był dla nich porażką — był demonstracją odporności, poddaną niespotykanej dotąd presji.
Vingegaard nie jechał „po drugie miejsce”. Atakował, inicjował akcje,próbował rozbić rywali,jechał z odwagą, której wcześniej u niego nie widzieliśmy.
Przegrywał z Pogacarem, ale następnego dnia ZNÓW ROBIŁ TO SAMO.
To nie była jazda „na przetrwanie”. To była jazda na ambicji i dumie, której nie da się zredukować do „tylko drugiego miejsca”.

Po 6 etapie mówił (tłumaczenie AI): „Oczywiście jestem rozczarowany, muszę być, ale czasem to część życia i nic nie mogę w tym zmienić. Mimo wszystko wciąż wierzę w siebie. Moje nogi będą się poprawiać przez cały wyścig”.

Jeden wygrany etap? To nie jest porażka. TTT nie wygrywa przypadek.Wygrywa najlepiej funkcjonujący kolektyw.
Sepp Kuss na 13. miejscu? To nie jest słabość.Jego 13 miejsce to nie „rozczarowanie”, tylko realistyczny wynik pomocnika, który nagle musiał jechać na siebie. A mimo to, nie pękł, nie odpuścił, pojechał w trupa.

Chyba oglądaliśmy te sama transmisję. Prawda?

PS. nie byłem funem Vingegraarda ani Vismy, ani ZEA, ani Pogacara, ponieważ nie pasjonuje mnie GC wielkich tourów,…. aż do etapu 6 TdF, po którym show Pogacarowi ukradał Wiggins. To był moment, w którym jako kibic „przestawiłem się” emocjonalnie – i to nie dlatego, że zmienił mi się gust sportowy, tylko dlatego, że zmieniła się narracja.
Komentarz Wigginsa zaintersowani GC odczytali jako uwolnienie i zachętę do presji na wycofanie się z wyścigu Vingegaarda, więc postanowiłem trzymać za niego kciuki, ….i także teraz chcę, żeby się kolejny raz po upadku podniósł i będę przeciwny narracji o „przegranej”.

Kamil
Kamil

Jak dla mnie Jayco zgodnie z oczekiwaniami. Plapp,O’Connor, Schmid, Matthews Ackermann to jest gwarancja walki o etapy. Jeden etap to jest coś co się raczej wymaga od takich zawodników, a nie uważa, że to wielki sukces (oczywiście nie umiejszając zwycięzcy).
MoviStar i Caja Rural dla mnie poniżej oczekiwań. Movistar powinien mieć podobne oczekiwania co Astana/Jayco/Tudor. Tudora ratuje fakt, że jest w drugiej dywizji
Visma jak dla mnie zgodnie z oczekiwaniami. Jechali po walkę w generalnej (przeszkodziła kraksa), wygrali etap i byli blisko drugiego zwycięstwa (kraksa Kussa).

Z resztą ocen się zgadzam.

Bezrolny chłop
Bezrolny chłop

Brakowało bizona w Movistarze. Gdyby na niego postawili, pewnie był by w pierwszej 10tce.

Denzelon
Denzelon

Dzięki za kompleksową analizę. Nie ze wszystkimi przemyśleniami się zgadzam, ale może jestem zbyt surowy dla Movistaru, Jayco AlUla, TotalEnergies czy Caja Rural, ale te drużyny spuściłbym poziom niżej.