fot. Josef Vaishar/Tour of the Alps

20 kwietnia to dzień, w którym rusza 49. edycja wyścigu Tour of the Alps. Dla jednych impreza ta to ostatnia szansa na sprawdzenie formy przed Giro d’Italia, dla innych zaś kolejny wyścig w sezonie do odhaczenia. Co czeka zawodników i kibiców przez najbliższe 5 dni? Zapraszamy na zapowiedź Tour of the Alps 2026.    

Co prawda Tour of the Alps odbędzie się w tym roku 49. raz, jednakże w obecnej formie będzie to 9. edycja „międzynarodowa”. Od 2017 roku (z przerwą w 2020, kiedy wyścig się nie odbył) zawodnicy ścigają się bowiem zarówno po austriackiej, jak i włoskiej stronie Alp, wcześniej zaś areną zmagań były wyłącznie tereny północnych Włoch, co było powiązane z poprzednią nazwą Giro del Trentino. Tym razem, w przeciwieństwie do ubiegłego roku, rywalizacja zostanie zapoczątkowana na terenie Austrii, by zakończyć się we Włoszech.

O tym, jak bardzo był to włoski wyścig, świadczy nie tylko terytorium, na jakim przebiegał, lecz także narodowość zwycięzców. Przed 2017 roku, a więc przed rebrandingiem imprezy Włosi na 40 rozegranych wcześniej edycji zostali pokonani zaledwie 11 razy (przy 29 zwycięstwach). Po 2013 roku oddali oni palmę pierwszeństwa innym wszak właśnie w tym roku swoje drugie i ostatnie zwycięstwo odniósł Vincenzo Nibali, co było także ostatnim triumfem Włocha w klasyfikacji generalnej imprezy.

Na starcie tegorocznego wyścigu zobaczymy zaledwie dwóch byłych triumfatorów imprezy. Na liście startowej znajdziemy nazwisko obrońcy tytułu Michaela Storera oraz wracającego z kolarskiej emerytury Domenico Pozzovivo, który triumfował w 2012 roku.

Trasa

Etap 1. (20 kwietnia): Innsbruck-Innsbruck (144,3 km)

Pierwszy i jedyny odcinek odbywający się w całości na austriackiej ziemi będzie przy okazji najłatwiejszym w całej rywalizacji. Jedynymi trudnościami na rundzie wokół Innsbrucku będą pokonywane po 2 razy podjazdy na Mieminger Plateau (6,2 km; 3,7%) oraz Gotznes (4 km; 6,9%). Tutaj do głosu dojdą szybsi i sprytniejsi kolarze.

Etap 2. (21 kwietnia): Telfs-Val Martello (147,5 km)

Drugi dzień zmagań będzie jedynym z metą na szczycie podjazdu, którym będzie Val Martello (5 km; 8,9%). Zanim dojdzie do finałowej wspinaczki, na kolarzy czekają podjazdy pod Piller Hohe (9 km; 6,2%) oraz stanowiącą granicę włosko-austriacką przełęcz Resia (16 km; 3,3%). Zwycięzca tego etapu stanie się jednym z głównych kandydatów do triumfu w całym wyścigu.

Etap 3. (22 kwietnia): Laces-Arco (174,5 km)

Na półmetku ścigania zawodnicy na dobre zadomowią się na włoskich drogach, gdzie pozostaną do końca zmagań. Na 3. odcinku podjadą pod Passo Castrin (22,4 km; 3,7%) będący najdłuższym podjazdem całego wyścigu. Podjazd będzie stanowił jedynie wstępną selekcję, gdyż od szczytu do mety pozostanie ponad 100 km. Później na trasie pozostanie już tylko jeden kategoryzowany podjazd pod Andalo (14,4 km; 5,1%) i kilka mniejszych hopek. Końcówka będzie jednak stosunkowo płaska i można spodziewać się finiszu z małej grupki.

Etap 4. (23 kwietnia): Arco-Trento (167,8 km)

Przedostatni dzień rywalizacji to arena królewskiego etapu. 2 podjazdy pierwszej kategorii, tj. Passo Bodala (14,8 km; 6,9%) i Passo Redebus (13 km; 6,8%), potencjalnie podzielą peleton. Ci, którzy tam zostaną na dobre, przestaną się liczyć w dalszej fazie etapu, która, choć jest zdecydowanie łatwiejsza, to mnogość technicznych zjazdów przeplatanych krótkimi, dynamicznymi podjazdami utrudni skuteczną pogoń tym, którzy wcześniej zostali.

Etap 5. (24 kwietnia): Trento-Bolzano (128,6 km)

W przeciwieństwie do pozostałych etapów, na trasie ostatniego odcinka wraz z upływem dystansu będzie coraz trudniej. Początkowo zawodnicy będą jechać po stosunkowo płaskim terenie, po którym wyrośnie sekwencja podjazdów pod Montoppio (12,7 km; 7,1%) oraz Cologna di Sopra (3,6 km; 8%). Po drugiej ze wspinaczej stawka może się zjechać i istnieje prawdopodobieństwo finiszu z udziałem kilku kolarzy.

Pogoda

Zawodnicy będą ścigać się w zmiennych warunkach. Podczas pierwszego odcinka spodziewane są opady deszczu i temperatura oscylująca w okolicach 6 stopni Celsjusza. Na kolejnych etapach prognozy mówią o dużej ilości słońca i kilkunastostopniowej aurze.

Faworyci

Jako, iż Tour of the Alps od lat ma pozycję imprezy będącej próbą generalną przed majowym Giro d’Italia, to w wyścigu start zapowiedziało wielu mocnych zawodników. Oczy włoskiej publiczności będą zwrócone przede wszystkim na Giulio Pelizzariego (Red Bull – BORA – hansgrohe), który ma być liderem niemieckiej ekipy na Giro d’Italia. Święto Włochom postara się zepsuć plejada gwiazd ze wspomnianym obrońcą tytułu Michaelem Storerem (Tudor Pro Cycling Team) na czele. Ponadto w imprezie zobaczymy wracającego po kłopotach zdrowotnych Egana Bernala, który wraz z Thymenem Arensmanem postara się o jak najlepszy wynik dla INEOS Grenadiers – ekipy, której zawodnicy swego czasu dominowali w tej imprezie. Ochotę na walkę o dobry wynik mają także Ben O’Connor (Team Jayco AlUla) oraz Tom Pidcock (Pinarello Q36.5 Pro Cycling Team). Brytyjczyk dla startu w alpejskim wyścigu zrezygnował ze startu w ardeńskich klasykach, o czym informowaliśmy wcześniej. Wysoko w wynikach znaleźć mogą się także tacy zawodnicy jak chociażby Derek Gee-West (Lidl-Trek), Jefferson Alexander Cepeda (EF Education – EasyPost), Jakob Omrzel (Bahrain-Victorious) czy Alessandro Verre (MBH Bank CSB Telecom Fort).

Polacy

Na starcie 49. edycji Tour of the Alps stanie 1 nasz rodak – Filip Gruszczyński (MBH Bank CSB Telecom Fort).

Transmisja

Prawa do transmisji wyścigu w Polsce posiada Eurosport. Transmisje dostępne będą w Eursporcie 2 od godziny 13:35, z wyjątkiem trzeciego etapu, którego transmisja rozpocznie się o 12:25. Wszystkie etapy będzie można także obejrzeć za pośrednictwem HBO Max i Playera.

Lista startowa Tour of the Alps 2026:

Data powered by FirstCycling.com

Poprzedni artykułTour d’Algérie 2026: Przemysław Kotulski wygrał, ale anulowano etap
Następny artykułFilip Gruszczyński: „Celem zawsze było i będzie ściganie się na najwyższym poziomie”
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Alek
Alek

najlepszy, najpiękniejszy wyścig w roku. Do tego obsada w miarę równa zawsze daje fajne emocje. Czekam cały rok.