W miniony piątek zespół Caja Rural-Seguros RGA otrzymał sensacyjną wiadomość o przyznaniu dzikiej karty na tegoroczny Tour de France. Informacja ta wywołała ogromne poruszenie, podczas wyścigu Trofeo Serra Tramuntana autobus drużyny został oblężony przez dziennikarzy czekających na komentarz dyrektora sportowego, Josemiego Fernandeza. Ten przyznał otwarcie, że zaproszenie było dla wszystkich ogromnym zaskoczeniem.
Szczerze mówiąc, nie robiliśmy sobie wielkich nadziei. W zespole niemal nie rozmawialiśmy o szansach na start w Tourze, dlatego gdy dotarły do nas te wieści, podeszliśmy do nich z dużą rezerwą. Zdecydowanie nie braliśmy tego za pewnik
– wyznał Hiszpan.
Nagła zmiana planów oznacza dla ekipy spore wyzwanie logistyczne. Caja Rural od lat budowała swój szczyt formy z myślą o Vuelcie, która ma stałe miejsce w ich kalendarzu. Teraz sztab szkoleniowy musi błyskawicznie przebudować program startowy, aby zawodnicy osiągnęli optymalną dyspozycję już w lipcu. Fernandez ma już jednak w głowie zarys składu, który wyśle na francuskie szosy.
Liderem w sprinterskich końcówkach ma być Fernando Gaviria, wspierany przez Iuriego Leitão. Szansę na debiut w „Wielkiej Pętli” otrzymają prawdopodobnie również młodzi zdolni, Abel Balderstone i Jaume Guardeño, którzy świetnie zaprezentowali się podczas ubiegłorocznej Vuelty. O miejsce w składzie powalczą także Joel Nicolau, Fernando Barceló oraz Alex Molenaar.
Na koniec dyrektor sportowy odniósł się do rywalizacji o zaproszenie z ekipą Unibet Rose Rockets, która ostatecznie przegrała walkę o start w Tourze.
Zbudowali bardzo ciekawy projekt na sezon 2026, ale patrząc na wyniki z poprzedniego roku, to my byliśmy od nich lepsi. Uważam więc, że to zaproszenie w pełni nam się należało
– podsumował Fernandez.









