Fot.: A.S.O / Le Tour de France / Billy Ceusters

Thymen Arensman z INEOS Grenadiers podsumował mijający rok jako najszczęśliwszy w swoim życiu, mimo słabego Giro d’Italia, odniósł poźniej dwa etapowe triumfy na Tour de France. Holender, który wygrał odcinki do Luchon-Superbagnères i na La Plagne, atakując w obecności Tadeja Pogačara i Jonasa Vingegaarda, przyznaje, że odzyskał radość z jazdy dzięki zmianom w życiu prywatnym i podejściu do sportu.

Holender, który w poprzednim sezonie zajął również drugie miejsce w klasyfikacji generalnej Tour of Alps, wyjaśnił swoją hierarchię priorytetó i przyznał, że kolarstwo ustępuje obecnie życiu osobistemu.

To był najszczęśliwszy rok mojego życia. Musiałem nad tym chwilę pomyśleć, bo kolarstwo to tylko mały procent życia. Jest drugorzędne. Drugorzędne, ale ekstremalnie ważne, bo poświęcam kolarstwu całe moje ciało 24/7. Ale życie osobiste waży znacznie więcej, gdy oceniam, czy jestem szczęśliwy. W tym roku moja dziewczyna przeprowadziła się do mnie do Andory. Mamy uroczego pieska, wszyscy w mojej rodzinie są zdrowi. Dlatego to był dla mnie piękny rok

Po kryzysie na Giro d’Italia, gdzie stracił szanse na walkę o klasyfikacje generalną już na pierwszym etapie Holender nauczył się słuchać organizmu i być szczerym wobec siebie.

Po pierwszym etapie Giro usiadłem z tyłu autobusu i płakałem. Za bardzo tego chciałem. Nie zyskuję wiele na mówieniu o moich problemach w telewizji. Ale uznałem, że ważne jest pokazać młodym zawodnikom, że wątpliwości i mówienie o nich to coś normalnego. Ostatnio stałem się bardziej uczciwy wobec siebie. Więcej słucham ciała. Zawsze chciałem robić więcej, trenować jeszcze pięć godzin mimo zmęczenia. Teraz jadę cztery, jeśli czuję, że to lepsze dla mojego organizmu

Największymi sportowymi osiągnięciami Arensmana w poprzednim sezonie były dwa wspomniane już etapowe triumfy na Tour de France. Wyjątkowe również dlatego, że wywalczone w obecności bliskich, których wsparcie jest dla Holendra niezwykle ważne.

Kiedy jechałem Tourmalet, ledwo wiedziałam, gdzie są moi rodzice, więc ich szukałem. To był piękny moment, gdy ich zobaczyłem z dwoma psami. Po zwycięstwie w Luchon-Superbagnères spotkałem rodziców wieczorem w hotelu. Fantastycznie było dzielić sukces z nimi. Moja rodzina i dziewczyna nie widzą tylko posta na Instagramie czy komunikatu w mediach, ale też moje najgorsze chwile. Dla mnie te dwa etapowe triumfy na Tourze to wisienka na torcie. Wiem, jaki proces je poprzedził. To właśnie zapamiętam

 

Poprzedni artykułMateusz Gajdulewicz uległ wypadkowi na zgrupowaniu w Hiszpanii
Następny artykułSzymon Ptak zawodnikiem Wieluń-Baumatech Cycling Team
Artur Goławski
Kiedyś szef ligi hiszpańskiej i wydawca na iGol.pl oraz regionalny wysłannik Kuriera Lubelskiego. Dziś zakręcony na punkcie kolarstwa (nie tylko tego na szosie). Miłośnik gotowania, NBA i języków romańskich. Prowadzę małe domowe zoo, składające się dwóch psów i trzech kotów.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze